10.12.2015

"Rozmowy z samym sobą" Jiddu Krishnamurtiego

Poranek był cudowny, a chłodne powietrze, otulając mnie, stawało się coraz zimniejsze. Zapomniałem o wszystkim, nie było niczego oprócz odczucia, że nic nie posiadam.

Niech nikomu nie przyjdzie tutaj jednak na myśl medytacja, gdyż termin został bardzo zafałszowany. Najpowszechniejsze jego rozumienie – dumanie nad czymś, rozważanie czegoś, myślenie o czymś – nosi znamiona trywialności i pospolitości. Jeżeli chcemy zrozumieć naturę medytacji, wówczas powinniśmy zapomnieć o tym, jak ją nazywamy, gdyż za pomocą słów nie da się określić czegoś, co wykracza poza kategorie. Żadne słowo, żadne systemy czy sposoby myślenia, ani też jakiekolwiek ćwiczenia czy umartwianie się nie są w stanie oddać tego, czym jest medytacja. Gdyby medytację – prawdziwą medytację, nie zaś coś, co często bywa pospolite, poddawane manipulacjom, zafałszowane i niejednokrotnie związane ze zdobywaniem znacznej ilości pieniędzy – pojmować poza słowami, wówczas niesie ona ze sobą spokojny i delikatny ruch, który dzieje się poza czasem. Ponownie ogranicza nas słowo ruch. Zakłada ono bowiem istnienie czasu, gdy mnie chodzi o ruch, nie ma początku ani końca. O ruch, który jest falą następującą za falą poprzedzającą, która nie wiadomo skąd się wzięła i która nigdy nie rozpływa się na plaży. Medytacja jest więc czymś na wzór nigdy nie kończącej się fali.

Czas, jakkolwiek byłby spowolniony, jest czymś nieznośnym. Oznacza bowiem wzrost, ewolucję, stawanie się, osiąganie czegoś, uczenie się, zmianę. W tym rozumieniu niewiele różni się on od tego, co ludzie przypisują medytacji. Jednakże czas nie powinien mieć z nią nic wspólnego. Jest on bowiem związany z działaniem woli, z pożądaniem, a przecież pod żadnym pozorem nie można pożądać medytacji – właściwe znaczenie tego słowa jest nieuchwytne dla ucha – gdyż wybiega ona daleko poza znaczenie przypisywane temu terminowi.
Siedzę na skale i podziwiam błękitne niebo – jakże niezwykle błękitne, powietrze jest czyste, niczym nie skażone. Daleko za wzgórzami rozciąga się pustynia, której sporą połać można dostrzec z tego miejsca. Doprawdy wszystko dociera do mniejakby poza czasem. Jedynie sama percepcja może wyrazić to, czym rzeczywiście jest.
* * *

Miłość nie odwołuje się do czasu. Nie ma mojej i twojej miłości jako dwóch przeciwnych zjawisk. Miłość nie jest niczym osobistym; można kochać kogoś, lecz kiedy miłość zostanie ograniczona, zawężona do jednej osoby, wówczas przestaje być miłością. Tam, gdzie naprawdę pojawia się miłość nie ma podziału ze względu na czas, myśl, czy też wszystkie powikłania, jakie niesie życie, jak: tajemnicę i zagubienie, niepewność, zazdrość, niecierpliwość. Trzeba więc dużo uwagi poświęcić czasowi i myśli. Nie znaczy to, że należy żyć wyłącznie teraźniejszością, co byłoby całkowicie bezsensowne. Czas to przeszłość zmodyfikowana i kontynuowana jako przyszłość. Jest kontinuum, którego chwyta się myśl, do którego myśl lgnie. Lgnie do czegoś, co sama stworzyła, co sama ustanowiła.

* * *

Dopiero teraz człowiek formułuje pytanie, które winien był sobie postawić wiele lat temu, a nie w ostatniej chwili. Przygotowuje się do wojen każdego dnia swojego życia. Na nieszczęście te przygotowania zdają się naturalną skłonnością człowieka. Przemierzyliśmy e ten sposób długą drogę i teraz pytamy – co powinniśmy uczynić? Co my, istoty ludzkie, mamy robić? Jaka jest nasza odpowiedzialność za rezultaty tych działań? Oto prawdziwe wyzwanie, przed którym staje dzisiaj ludzkość. Z pewnością problemem nie jest rodzaj wojennego sprzętu, jaki trzeba wynaleźć i skonstruować. Zawsze najpierw doprowadzamy do kryzysu i dopiero później zadajemy sobie pytanie, co robić. W dzisiejszych czasach decyzje podejmują politycy i szeroki ogół, uwzględniając swoją narodową i rasową dumę, sprawy swej ojczyzny i wszystko, co się z tym wiąże.

* * *

Bogowie lub to, co ich symbolizuje, to wytwór myśli. W rzeczywistości nie są obecni w życiu codziennym. Według większości religii największym grzechem jest zabijanie istot ludzkich. Hinduiści i buddyści twierdzili tak na długo przed nastaniem chrześcijaństwa, a mimo to i mimo wiary w Boga, w zbawiciela czy też kogoś innego, ludzie wciąż kroczą drogą zabijania. Czy nagroda w postaci pójścia do niebia lub kara w postaci zesłania do piekła zmienią nas? Właśnie to oferuje się ludziom, lecz i to zawodzi. Zewnętrzne nakazay, prawa czy systemy nigdy nie powstrzymają nas od zabijania, podobnie jak intelektualne, romantyczne przekonania nie sprawią, że nie będzie wojen. Wojen nie będzie dopiero wówczas, kiedy każdy z nas, jako przynależący przecież do ludzkości, zrozumie, że jak długo istnieje podział w jakiejkolwiek formie, póty będzie istniał konflikt o ograniczonym lub szerokim zasięgu, walka i ból. Zatem wszyscy jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za swoje dzieci, lecz także za resztę ludzkości. Dopóki głęboko tego nie zrozumiemy – nie poprzez słowa, idee czy wyłącznie intelektualnie – nie odczujemy całym sercem, swoim sposobem patrzenia na świat, swoim działaniem, nadal wspomagać będziemy zorganizowane zabijanie, które nazywa się wojną. Po tysiącach lat zabijania człowieka przez człowieka daleko ważniejsza wydaje się bezpośrednia percepcja tego zagadnienia, a nie natychmiastowa odpowiedź na to pytanie.

Świat jest chory i nie ma nikogo, kto byłby w stanie nam pomóc, z wyjątkiem nas samych. Mamy przywódców, specjalistów, każdy rodzaj pomocników z zewnątrz – z koncepcją boga włącznie – lecz oni zawodzą, w żaden sposób nie wpływają na stan naszej psychiki, nie potrafią nas prowadzić. Żaden mąż stanu, żaden nauczyciel, żaden guru nie potrafi nas wewnętrznie wzmocnić ani ostatecznie uzdrowić. Tak długo, jak pozostajemy w chaosie, tak długo, jak domy nasze nie będą utrzymywane we właściwym stanie, tak długo będziemy kreować zewnętrznych proroków, którzy zawsze będą nas zwodzić. Nasze domy są w nieładzie i nikt na ziemi ani w niebiosach nie może ich uporządkować. Dopóki nie zrozumiemy natury chaosu, natury konfliktu, natury podziałów, nasz dom, to znaczy my sami, zawsze pozostawać będziemy w stanie zamętu, w stanie wojny.

Nie chodzi o to, kto dysponuje nawiększą potęgą militarną, lecz o to, że człowiek występuje przeciwko człowiekowi, że ideologie, które stworzył człowiek, występują przeciwko innym ideologiom również stworzonym przez człowieka. Na świecie nie będzie pokoju, póki wszystkie te idee, ideologie nie zostaną usunięte i człowiek nie stanie się odpowiedzialny za całą resztę ludzkich istnień.

* * *

Obserwowanie i uczenie się wymaga czasu, obserwowanie zaś odbywa się poza czasem. Tak samo dzieje się, gdy człowiek słucha. Gdy słucha bez jakiejkolwiek interpretacji, bez jakiejkolwiek reakcji, bez jakiegokolwiek nastawienia. Na przykład słucha rozlegającego się grzmotu, przetaczającego się pomiędzy wzgórzami. Nigdy jednak nie oddajemy się całkowicie słuchaniu. Zawsze coś nam przeszkadza. Obserwowanie i słuchanie bez reagowania, bez poczucia, że się jest obserwatorem lub słuchaczem, jest wielką sztuką. Obserwując i słuchając, uczymy się nieskończenie więcej niż z jakiejkolwiek książki. Książki są niezbędne, lecz patrzenie i słuchanie wyostrza nasze zmysły. Wszak umysł jest centrum wszystkich reakcji, myśli i wspomnień. Jeżeli więc nie obudzimy naszych zmysłów, nie będziemy mogli naprawdę obserwować, słuchać i uczyć się, nie tylko jak postępować, ale jak się uczyć, co jest prawdziwą glebą, na której może zakiełkować ziarno dobroci.

* * *

Słowo „medytować” oznacza nie tylko zastanawiać się, przemyśliwać, sondować, przyglądać się, ważyć, w sanskrycie ma również znaczenie głębsze. Oznacza bowiem „ocenianie” rozumiane jako „stawanie się”. A przecież w medytacji nie może być oceniania. Ten rodzaj medytacji nie jest więc świadomą medytacja w rozważnie wybranej pozycji. Ten rodzaj medytacji musi być czymś całkowicie nieświadomym, bez zdawania sobie sprawy z tego, że się medytuje. Jeżeli medytację podejmuje się umyślnie, wtedy staje się ona inną formą pożądania, inną jego manifestacją. Choć medytacja taka może być nawet głęboka, to jednak cel jej jest odmienny. Jej motywem zawsze pozostaje pragnienie, by coś osiągnąć, jak w biznesie lub kiedy buduje się wspaniałą katedrę. Medytacja jest działaniem podejmowanym bez jakiejkolwiek motywacji, bez słów, bez udziału myśli. Jest czymś, co nie zostaje podjęte świadomie. Tylko w takim przypadku medytacja może być bezgraniczna, niemierzalna, bez celu, bez końca i bez początku. Tak prowadzona medytacja zadziwiająco wpływa na życie codzienne. Sprawia bowiem, że nasze życie staje się jednością, że jest czymś świętym. Świętego zaś nie można unicestwić. Zabijanie jest pozbawione świętości. Jest jak wzbijające się w niebiosa wołanie ptaka uwięzionego w klatce. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jaką świętością jest życie – nie tylko twoje, pojedyncze, lecz milionów innych istnień, od drobnych tworów natury do niezwykłych istot ludzkich. W tej medytacji, której nie da się zmierzyć, przejawia się działanie niezwykle szlachetne, najbardziej uświęcone.

[…]

Medytacja to nie słowa, mantram, autohipnoza ani środek halucynogenny. Ona musi zaistnieć bez udziału woli człowieka. Musi się wyłonić z cichego bezmiaru nocy, kiedy się budzimy i dostrzegamy, że nasz umysł jest nasz umysł jest spokojny, i zaistniały szczególne warunki, żeby medytacja mogła trwać. Musi się wyłonić tak cicho jak wąż z wysokiej trawy zieleniącej się w słońcu rześkiego poranka. Musi się wyłonić z głębokiego zacisza umysłu. Medytacja nie jest dokonywaniem czegokolwiek, nie jest metodą, systemem czy ćwiczeniem. Medytacja rozpoczyna się wraz z końcem porównywania, z końcem stawania się i nie stawania się. Medytacja jest takiego rodzaju działaniem, jak brzęczenie pszczoły latającej wśród liści.

* * *

Najróżniejsze instytucje i organizacje rozrzucone po całym świecie nie służą człowiekowi. Są to organizacje, których celem jest zaspokojenie potrzeb materialnych. Są to instytucje wojny, demokracji, instytucje tyranii, instytucje religii. Kiedyś się na coś przydały i nadal chcą być użyteczne, zatem człowiek zwraca się ku nim z tęsknotą, oczekując pomocy, nie tylko w sferze materialnej, lecz także wewnętrznej, gdzie pulsuje ból, gdzie czas rzuca swój cień, gdzie myśl wybiega daleko w przód. Od najdawniejszych czasów istnieje wiele rodzajów instytucji, lecz nie zmieniły one człowieka wewnętrznie. Instytucje nigdy nie są w stanie odmienić człowieka psychologicznie, dogłębnie. Nieraz się zastanawiamy, dlaczego człowiek je stworzył. Tymczasem wszystkie instytucje na świecie powstały dzięki ludziom żywiącym nadzieję, że być może pomogą im, że dadzą im stałe poczucie bezpieczeństwa. To dziwne, ale nie spełniają one swego zadania. My jednak nie zdajemy sobie z tego sprawy. Tworzymy coraz więcej organizacji – jedną organizację przeciwstawiamy drugiej.

* * *

Tak naprawdę nie istnieje podział na świat wewnętrzny i zewnętrzny – wewnętrzność powołuje do życia zewnętrzność, po czym zewnętrzność nadaje kształt wewnętrzności. Odpływy i przypływy akcji, której towarzyszy reakcja, są ruchem myśli, a myśl zawsze stara się przezwyciężyć zewnętrzność, i to się jej udaje, choć stwarza w ten sposób wiele problemów. Gdy jeden problem zostaje rozwiązany, natychmiast pojawiają się następne. Myśl nadaje także kształt wewnętrzności, formuje ją zgodnie z zewnętrznymi wymaganiami. Ten pozornie nie kończący się proces doprowadził do powstania wstrętnej, okrutnej, niemoralnej, uznającej przemoc społeczności, której niewolnikiem staje się wewnętrzność. Zewnętrzność i wewnętrzność kształtują się wzajemnie.

* * *

Trzeba być naprawdę wrażliwym, nie na coś, lecz po prostu wrażliwym jak młody listek, który rozwinął się kilka dni temu, by stanąć w obliczu wiatru, deszczu, ciemności i światła. Wydaje nam się, że gdy będziemy wrażliwi, zostaniemy zranieni. Zraniony człowiek zamyka się w sobie, buduje wokół siebie mur, staje się surowy, okrutny. Tymczasem gdy jesteśmy wrażliwi bez żadnych nieprzyjemnych i brutalnych reakcji, wrażliwi na własne istnienie, wrażliwi na cały świat, tak wrażliwi, że nie towarzyszy temu ani żal, ani cierpienie, ani umartwianie się, wówczas nasza egzystencja staje się nieograniczona.

* * *

W świecie zgiełku, brutalności, pospolitości i codziennej krzątaniny tracimy całą naszą wrażliwość. Wyostrzając zmysły, nie jakiś jeden szczególny zmysł, lecz mając wszystkie w pełni obudzone – co wcale nie musi oznaczać, że pobłażamy sobie, lecz że jesteśmy wrażliwi na pojawiające się myśli, odczucia, na ból, samotność, obawy – zyskujemy szczególny rodzaj doznań, który wykracza daleko poza dotychczasowe reakcje naszych i naszego ciała. Czy kiedykolwiek przyglądałeś się morzu lub potężnym górom, takim jak Himalaje, rozciągającym się od horyzontu do horyzontu, czy kiedykolwiek wszystkimi zmysłami obserwowałeś kwiaty? Kiedy pojawia się ten rodzaj obserwacji, wówczas przestaje istnieć punkt, z którego się obserwuje, wówczas nie ma „mnie”. Owo „ja”, owa ograniczona do jednego lub dwóch zmysłów obserwacja podtrzymuje egoistyczne działania. Funkcjonujemy przecież dzięki zmysłom, doznaniom i kiedy myśl na podstawie tych doznań kreuje własne wyobrażenia, wtedy pojawia się cała gmatwanina pożądań.

* * *

Któregoś dnia wysoko na niebie można było zobaczyć jastrzębia z czerwonym ogonem. Zataczał kręgi bez wysiłku, nie poruszał skrzydłami, pozwalał się nieść prądom powietrznym. Radował się lotem. Później dołączył do niego drugi ptak i przez chwilę krążyły razem. Stworzenia te wyglądały zachwycająco na tle błękitnego nieba i zranienie ich w jakikolwiek sposób byłoby zbrodnią przecwiko niebiosom. Oczywiście nie ma nieba. To człowiek wymyślił je w poczuciu beznadziejności, gdyż jego życie stało się piekłem, nie kończącym się konfliktem, trwającym od narodzin aż do śmierci, gonitwą, zarabianiem pieniędzy, nieustanną pracą. Jego życie stało się chaotyczne, zmieniło się w pasmo nie mających końca dążeń. Należy sobie zadać pytanie, czy człowiek, czy istota ludzka będzie kiedykolwiek żyć na tej ziemi w pokoju? Konflikt stał się sposobem życia, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz człowieka, zarówno w sferze psyche, jak i w społeczeństwie, które tę psyche ukształtowało.

* * *

Prawdopodobnie miłość całkowicie zniknęła z naszego świata. Miłość rozumiana jako wspaniałomyślność, troskliwość, nieranienie drugiego człowieka, niewzbudzanie w nim poczucia winy, bycie wielkodusznym, uprzejmym, zachowywanie się w taki sposób, by nasze słowa i myśli wypływały ze współczucia. Oczywiście, nie można odczuwać wspólnie z drugim człowiekiem, gdy się przynależy do zorganizowanych instytucji religijnych – wielkich, potężnych, tradycyjnych, dogmatycznych, dla których najważniejsza jest wiara. Miłość potrzebuje wolności. Miłość to nie przyjemność, pożądanie, wspominanie tego, co było. Miłość nie jest przeciwieństwem zazdrości, nienawiści czy gniewu.

Wszystko to może brzmieć dość utopijnie, idealistycznie, jak coś, do czego człowiek może co najwyżej dążyć. Jeśli jednak uwierzymy, że to utopia, wówczas będziemy nadal zabijać. A przecież miłość jest tak samo rzeczywista potężna jak śmierć. Nie ma nic wspólnego z wyobraźnią, sentymentalizmem czy romantyzmem i oczywiście nie ma nic wspólnego z siłą, pozycją czy prestiżem. Jest spokojna jak wody oceanu i tak potężna jak ocean. Jest jak płynące nieprzerwanie wody wielkiej rzeki, która nie ma początku ani końca. Lecz człowieka, który zabija młode foki lub wspaniałe wieloryby, interesuje tylko zarabianie pieniędzy. Powiedziałby: „Żyję z tego, to moje rzemiosło”. Zupełnie nie przejmuje się tym, co nazywamy miłością. Prawdopodobnie kocha swoją rodzinę – lub przynajmniej myśli, że ją kocha – i nie przywiązuje wagi do tego, w jaki sposób zarabia na życie. Być może między innymi dlatego człowiek wiedzie życie, któremu brakuje pełni i zdaje się, że nigdy nie kocha tego, co robi – choć z pewnością zdarzają się wyjątki. Gdyby człowiek żył pracą, którą kocha, wówczas wszystko wyglądałoby inaczej, wówczas rozumiałby, czym jest pełnia życia. Podzieliliśmy życie na części – świat biznesu, świat artystyczny, swiat naukowy, świat życia religijnego. Skłaniamy się ku myśleniu, że wszystkie te światy funkcjonują oddzielnie i że tak powinno być. Robiąc coś odrażającego, stajemy się hipokrytami, gdy w świecie robimy coś odrażającego, ulegamy korupcji, a potem wracamy do domu i prowadzimy spokojne, rodzinne życie. Rodzi to hipokryzję i podwójne życie.

* * *

Aż dziw bierze jak cisza może stopniowo ogarnąć całą ziemię. Pomimo zgiełku miast i hałasu przejeżdżających samochodów cisza ta jest czymś niemalże namacalnym, czymś świętym. Jeżeli człowiek pozostaje w harmonii z naturą, z ze wszystkim, co go otacza, wówczas żyje też w harmonii ze wszystkimi ludźmi. Jeżeli zaś zatraci ten rodzaj kontaktu z naturą, nieuchronnie utraci też bliski związek z otaczającymi go istotami ludzkimi.

* * *

Mamy dużo wiadomości – jedni więcej, drudzy mniej – lecz wewnętrznie pozostajemy bardzo prymitywni, niemalże barbarzyńscy, bez względu na to, jak kulturalni wydajemy się na zewnątrz, jak wiele wiemy o różnych rzeczach, jakie mamy możliwości i przekonywania, dochodzenia do wniosków i podejmowania decyzji. Ten proces dziejący się poza naszym wnętrzem może trwać bez końca. Istnieją dziesiątki specjalistów każdego rodzaju, lecz jeszcze raz spytajmy poważnie, czy jakakolwiek zewnętrzna instytucja, z bogiem włącznie, pomaga człowiekowi położyć kres jego cierpieniu, poczuciu całkowitej samotności, zagubieniu, jego niepokojom i innym tego rodzaju odczuciom? Czy też musi on już zawsze z nimi żyć, radzić sobie z nimi, przyzwyczaić się do nich i twierdzić, że są częścią życia? Ogromna większość ludzi na świecie toleruje obecny stan rzeczy. Powstały instytucje modlenia się o coś, co jest zewnętrzne – modlenia się o pokój, demonstrowania na rzecz pokoju, lecz w sercu człowieka nie ma pokoju.

Co zatem może zmienić człowieka? Przecież cierpi bez końca złapany w sieci strachu, zawsze goniący za przyjemnością. W ten sposób przebiega jego życie i zdaje się, że nie jest w stanie tego zmienić. Zamiast przyjmować cyniczną postawę wobec tego, co jest, postawę pełną zgorzknienia, złości, narzekania na życie, pytam, jak można to wszystko zmienić? Z pewnością nie dzięki zewnętrznym organizacjom. Człowiek musi wyjść temu naprzeciw, nie unikać tego. Musi to badać bez proszenia jakąkolwiek pomoc, musi się stać mistrzem dla samego siebie. To przecież człowiek tworzy społeczność, w której żyje, jest za nią odpowiedzialny i właśnie owa odpowiedzialność wymaga, by próbował się zmienić. Niestety, tylko niewielu zwraca na to uwagę. Większość myśli zupełnie inaczej, nieodpowiedzialnie, poszukuje spełnienia własnego, egoistycznego życia, idealizuje swe dążenia, lecz one wciąż pozostają egoistyczne.

* * *

Cisza jest wielkim błogosławieństwem. Oczyszcza umysł, ożywia go. Cisza sprawia, że rośnie energia, nie energia myśli czy energia maszyn, lecz energia nieskażona, nie skalana myślą. Jest to energia o trudnym do zmierzenia ogromie i możliwościach. W miejscu tym umysł, pracując aktywnie, przez cały czas pozostaje w ciszy. Owa niezwykła aktywność umysłu ma cechy, głębię i piękno ciszy.

* * *

Religie uznane i tradycyjne, a także religie o mniejszym znaczeniu, wyznania i dogmaty przyniosły ludzkości wiele szkody. W dziejach świata są one odpowiedzialne za wojny, za przeciwstawianie jednego człowieka drugiemu, jednego kontynentu, na którym panują głęboko zakorzenione wierzenia, rytuały, dogmaty, drugiemu kontynentowi, na którym nie wierzy się w te same rzeczy, nie uznaje się tych samych symboli, tych samych rytuałów. Nie jest to jesdnak religia, lecz tylko powtarzanie tradycji i niekończących się rytuałów, które dawno zatraciły znaczenie, a teraz są wielkim widowiskiem i dostarczają jedynie pewnego rodzaju podniet. Tymczasem religia to coś zupełnie innego. Często mówiłem o religii. Jej istotą jest wolność, nie zaś robienie tego, co się chce, bo to jest dziecinada, niedojrzałość, sprzeczność, które prowadzą do wielkich konfliktów, nieszczęścia, zamętu. Wolność jest zupełnie czymś innym. Wolność oznacza brak psychologicznych, wewnętrznych konfliktów. Dzięki tak rozumianej wolności umysł stanowi pewną całość, a nie jest podzielony na części. Wolność oznacza również miłość i współczucie. Nie może być mowy o wolności, gdy nie dochodzi do głosu rozum. To właśnie we współczuciu i miłości rozum przejawia się najpełniej. Problem ten możemy rozważać bez końca, lecz chodzi o to, by wewnętrznie, a nie werbalnie czy intelektualnie, zaakceptować to, że taka jest właśnie natura życia.

* * *

Zdaje się, że wszystko wydaje swój własny dźwięk. Tamto drzewo stojące samotnie w polu ma ten szczególny dźwięk charakterystyczny dla drzew znajdujących się z dala od innych. Wielkie sekwoje wydają swój własny, głęboki, nieprzemijający odgłos. Cisza także ma szczególne brzmienie. Oczywiście także nie kończąca się paplanina ludzi na temat biznesu, polityki, postępu technologicznego i innych spraw ma swe określone brzmienie. Naprawdę dobra książka wydaje szczególne wibracje dźwiękowe. Bezkresna pustka również ma swój pulsujący odgłos.

* * *

Spójrzmy na starych mężczyzn i stare kobiety. Jakże niedołężnie, nieszczęśliwie i brzydko wyglądają, jacy są zagubieni. Czy nie dzieje się tak dlatego, że w rzeczywistości nie rozumieją oni ani życia, ani śmierci? Przeżyli już swoje życie, zmarnowali je na ustawiczne konflikty, które rozwijały i wzmacniały wyłącznie ich „ja”, ich „ego”. Dni upływają nam na nieustannym zmaganiu się z różnymi konfliktami, nieszczęściami, na zabawie i przyjemnościach, na piciu, na paleniu papierosów, przesiadywaniu do późna w nocy, a przede wszystkim na pracy, pracy i jeszcze raz pracy. A pod koniec swego życia człowiek staje nagle twarzą w twarz ze zjawiskiem zwanym śmiercią i jest nim przerażony. Uważa, że zawsze może je zrozumieć, może je głęboko odczuć. Dziecku kierującemu się ciekawością można pomóc zrozumieć śmierć, mówiąc, że nie jest to tak po prostu wyniszczenie ciała przez choroby, podeszły wiek czy jakiś nagły wypadek, lecz że każdego dnia wraz z jego końcem kończy się nasze życie.

Nie ma zmartwychwstania – jest to przesąd, dogmat. Wszystko na tej przepięknej ziemi zyje, umiera, rodzi się i odchodzi. By uchwycić ten całościowy proces życia, potrzeba rozumu. Nie rozumu myślącego, książek, wiedzy, lecz wrażliwego, kochającego i współczującego rozumu. Można być pewnym, że jeśli nauczyciel rozumie znaczenie śmierci, jej dostojeństwo, niezwykłą prostotę umierania, rozumie ją nie intelektualnie, lecz dogłębnie, wówczas będzie w stanie przekazać to uczniowi lub dziecku. Będzie potrafił powiedzieć, że umierania, że końca, który jest czymś nieuniknionym, nie należy się obawiać, gdyż jest on elementem życia, stanowi z nim jedność. Zatem uczeń lub dziecko, dorastając, nigdy nie będzie lękać się końca. Jakże straszne byłoby, gdyby wszyscy ludzie, którzy żyli przed nami, wszystkie przeszłe pokolenia wciąż zyły na ziemi. Początek nie jest końcem.

Chciałbym pomóc – nie, jest to złe słowo – chciałbym w moich naukach przedstawić śmierć jako pewien rodzaj realności, jako coś aktualnego. Chciałbym powiedzieć nie komuś umierającemu, lecz każdemu z was, bez względu na to, czy jest młody, czy stary, że śmierć jest czymś nieuchronnym, z czym wszyscy będziemy musieli stanąć twarzą w twarz. Nie ma ona nic wspólnego ze łzami, samotnością, rozdzieleniem z bliskimi. Jakże łatwo zabijamy, nie tylko zwierzęta, by zyskać pożywienie. Powszechnie zabijamy również bez potrzeby, jedynie dla rozrywki, nazywając to sportem – zabijamy sarny, ponieważ jest sezon łowiecki. Zabicie sarny jest jak zabicie sąsiada. Zabijacie zwierzęta, ponieważ utraciliście kontakt z naturą, ze wszystkimi istotami żyjącymi na naszej ziemi. Zabijacie, tocząc wojny z powodu wielu romantycznych, nacjonalistycznych i politycznych przekonań. W imię boga zabijaliście ludzi. Przemoc i zabijanie idą z sobą w parze.

[...]

Uświadomiłem sobie całą śmierć, nie tylko jej koniec, lecz także i początek. Śmierć nie jest czymś przerażającym, czymś, czego należałoby unikać, co należałoby odsuwać od siebie. Jest raczej czymś, z czym trzeba obcować każdego dnia. Z takiego rozumienia śmierci rodzi się poczucie nieśmiertelności

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz