08.02.2015

Na Wschodzie bez zmian

Wydarzenie opowiedziane przez znajomą. Krakowskie Targi Książki, wszyscy pod krawatem, sweterki w stonowanych barwach, nikt się nie wychyla. Pojawia się Andrzej Stasiuk, w dresach, delikatna konsternacja wśród części odwiedzających targi. Poza? Zapewne. Prowokacja? Również. Przede wszystkim jednak jest to rodzaj komunikacji z otoczeniem. Stasiuk zdaje się mówić: patrzcie, jestem pisarzem, w miarę dobrym pisarzem, ale zarazem jestem w pewnym sensie także dresem, siedzącym na przystanku PKS i popijającym tanie trunki. Jestem reprezentantem Polski B. Tak więc sacrum przemieszane z profanum, zachodnie standardy przemieszane z obrazem podupadłego wschodu Polski. Nie inaczej jest w ostatniej książce Stasiuka pt. Wschód.

Rekomendacja na ostatniej stronie okładki zachęca do odbycia wraz ze Stasiukiem podróży na Podlasie, ku „wschodniej ścianie”, i dalej, do Rosji, do Chin, do Mongolii. Podróż odbywa się w dwóch płaszczyznach. Jedną z nich są nazwy geograficzne, topografie miast i dzikich terenów, roślinność lub jej brak, wiatry i susze. Z drugiej strony obcujemy z autorem, jego przemyśleniami, jego spojrzeniem na większe i mniejsze problemy przeszłości i współczesności, zarówno te intymne, jak i społeczne. Stasiuk „zanurza się” w określony rejon geograficzny w sposób jak najbardziej fizykalny, by „wypłynąć” na jego powierzchnię z całym bagażem przemyśleń i spostrzeżeń.

Jarmarki na Podlasiu w latach sześćdziesiątych, ukazane jak w piosence Maryli Rodowicz, zestawione ze współczesnym obrazem imitacji galerii handlowych na obrzeżach Polski. I tam, i tu błyskotki, niepotrzebne nikomu na dłużej rekwizyty banału i tandety. Tam produkowała je inicjatywa prywatna, szkalowana przez komunistyczne państwo, tu wszystko jest made in China albo może made in PRC. Z obserwacji tamtego i tego przechodzi Stasiuk myślami, i zarazem z plecakiem, do współczesnych Chin. Według niego już nawet nie współczesnych, ale futurystycznych Chin, zaspokajających swą narodową produkcją każdą banalną, komercyjną zachciankę. Spoglądając na przygraniczne chińskie miasto-widmo, zwiastujące przyszłość regionu, przenosi się na obrzeża zardzewiałej i zabetonowanej Rosji oraz na tereny nomadów Wschodu – do Mongolii. W tym trójkącie widzi przeszłość, teraźniejszość i przyszłość krańca Azji. 

Stasiuk w swoich spostrzeżeniach ukazuje dojrzałość charakterystyczną dla ludzi z dużym bagażem doświadczeń. Pozornie nic nie znaczące zestawienia, podobne do przykładowych podlaskich jarmarków i odległej Azji, pojawiają się raz za razem na kartach Wschodu. Widać obrzeża Warszawy z jej wschodnim płucem, Pragą, w oddali zaś nowoczesne wieżowce zachodniego brzegu Wisły. Widać resztki PGR-ów pośród wspomnień kolektywnej pracy i sowieckich żołnierzy, jedzących kury razem z pierzem. Widać matkę, oddającą się w ręce Radia Maryja, widać dawne i współczesne cerkwie. I wszystko to w większym lub mniejszym związku z tym, co tajemnicze, czasami mroczne, czasami groteskowe. Z Azją namaszczoną tymi samymi skazami komunizmu jak wiele miejsc w Polsce, jak wielu ludzi tam i tu.

Przytoczone tematy i sposób ich ujęcia pokazują Andrzeja Stasiuka jako człowieka, który jest w stanie znaleźć w tym „wschodnim chaosie” metodę, jakąś podskórną zasadę działania maszynerii mentalno-ideologicznej. Możliwe, że czytał Zapiski oficera Armii Czerwonej Sergiusza Piaseckiego, ale nie prowokuje swoich czytelników do uśmiechu. Wschód jest pomyślany jako podróż w drugą stronę, w opozycji do Zapisków..., w strony rodzinne czegoś nieokiełznanego. We wchłonięciu tej atmosfery pomaga Stasiukowi Wykop Andrieja Płatonowa. Płatonow pozwala mu odczuć wschodnią mentalność, która kształtowała przestrzeń przemierzaną i doświadczaną przez Stasiuka. Parafrazując popularną opinię o Rosji, można powiedzieć, że Wschód to nie obszar geograficzny tylko stan umysłu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz