27.01.2015

Coś od siebie i "Te Prosiaczka" Benjamina Hoffa

Czy aktywność na tym świecie ma jakikolwiek sens, sens wyższy? Czy nie jest już zbyt wielu ludzi, którzy chcą coś powiedzieć, przedrzeć się przez masę anonimowych? Czy jeśli stworzę coś wartościowego, to czy sytuacja, kiedy ktoś to odczyta i uzna za wartościowe dla samego siebie, ma sens? Umrę i mnie nie będzie, pozostaną tylko jakieś tam zapiski, ważne albo nieważne dla kogoś bliższego lub dalszego? Czy słowa non omnis moriar lub exegi monumentum cokolwiek znaczą? Czy stawianie wszystkiego według takich stwierdzeń nie jest po prostu pogrążeniem się w ambicjonalnym podejściu do życia? Są to trudne pytania, ponieważ podważają jakąkolwiek działalność. To samo można przełożyć na mamonę lub dzieci. Okazuje się, że w sumie nic nie jest do końca warte tego, żeby się za tym uganiać bez wytchnienia...

Dużo obserwuję i zauważam, że sława, mamona są kierunkami, przy których często, jeśli nie zawsze, pojawia się słowo egoizm lub egotyzm. Zauważam również istnienie czegoś takiego jak „karma”, bilans zawsze musi się zgadzać. Jeśli wykonasz złą rzecz danego dnia, pojawi się ona jako twój problem prędzej czy później w tej samej lub w innej dziedzinie życia. Tak samo jest z dobrymi rzeczami. A czym jest życie, jak żyć, żeby nie popaść w ruinę? Tworzyć swoje życie z tych dobrych kawałków, odrzucając jednocześnie te złe, bo przecież bilans musi się zgadzać. Tak więc jeśli robić coś wartościowego, to nie z myślą nie wszystek umrę lub stawiam pomnik, tylko z założeniem, że moje doświadczenie posłuży komuś w osiągnięciu stanu równowagi duchowej, równowagi w życiu, może być to tylko jedna jedyna osoba na świecie. Wartościowe również ze względu na nasze życie, mamy je potencjalnie jedno jedyne, żadne po śmierci, i dobrze jest żyć z tym uczuciem niepowtarzalności na każdym kroku. Dlatego buddyści i taoiści wyprzedzają pozostałych, najbardziej ze wszystkich „zajęci są” niepowtarzalnością każdej chwili. W chrześcijaństwie widać to u Jezusa, u św. Franciszka, u Mertona, może znalazłoby się ich odrobinę więcej, reszta to dogmat i hierarchia. Żyć chwilą, to nie żyć nie zważając na przeszłość i przyszłość. Żyć chwilą, to jak najmocniej tę chwilę odczuwać, pamiętać co złego, gorszego zrobiło się wcześniej i wybiegając w przyszłość tworzyć lepszego siebie, tworzyć lepsze „tu i teraz”, nigdzie indziej. Carpe diem:).



Te Prosiaczka, Benjamin Hoff


Cały sukces „Saturday Review” był bezpośrednio związany z propagowaniem nowych idei i sztuki w życiu umysłowym. Taki profil ma szczególne znaczenie w sytuacji zalewu naszej kultury narodowej w ostatnich latach przez miernotę. Wydaje się, jakby istniała jakaś rywalizacja, szczególnie w rozrywce i ruchu wydawniczym, w znajdowaniu coraz to niższych szczebli na drabinie dobrego smaku...

Powszechnie aprobowany jest dziwny pogląd, jakoby wolność była w jakiś sposób równoważna z używaniem języka rynsztokowego. Swego czasu ludzie działający na polu sztuki przechwalali się swymi zdolnościami przekazywania idei, które atakują niesprawiedliwość społeczną i brutalność. Dzisiaj niektórzy z nich zdają się uważać, że zadadzą śmiertelny cios ludzkości, jeżeli tylko użyją odpowiedniej ilości wulgarnych słów...

Wulgaryzacja języka nie tylko odzwierciedla, ale także powoduje odwrót od uprzejmego zachowania. Najmniejsza różnica zdań jest okazją do gwałtownych reakcji. Telewizja nauczyła całe pokolenie Amerykanów, że normalnym sposobem reagowania na jakiś drobiazg jest walnięcie kogoś w twarz.
Norman Cousins


* * *

Henry David Thoreau
Jestem pewien, że nigdy nie przeczytałem żadnej wartej zapamiętania wiadomości w gazecie. Jeżeli przeczytamy o jednym obrabowanym lub zamordowanym człowieku, albo zabitym w wypadku, albo jednym spalonym domu, albo jednym zatopionym statku, albo jednym eksplodującym parowcu, albo jednej krowie rozjechanej przez Zachodnią Kolej, albo jednym zabitym wściekłym psie, albo jednym przypadku pojawienia się świerszczy zimą – to nie potrzebujemy już czytać o następnym. Jeden zupełnie wystarczy.
Walden, Henry David Thoreau


* * *

Gdybym był rurociągiem, wolałbym, żeby przepływały przeze mnie górskie strugi i strumyki Parnasu, a nie miejskie ścieki. Istnieje natchnienie – ta plotka z niebieskiego posterunku, wpadająca w ucho uważnego słuchacza. Istnieje też sprofanowane i zepsute objawienie baru i posterunku policji. To samo ucho może usłyszeć oba przekazy... Winniśmy traktować nasze umysły, czyli samych siebie, jak niewinne i naiwne dzieci, których jesteśmy opiekunami, i uważać na to, co wrzucamy w pole ich uwagi. Nie czytajcie „Times'a”. Czytajcie Wieczności.
Walden, Henry David Thoreau

* * *

Całe te rozważania o gazetach, plotkach i takich sprawach prowadzą nas do klasycznych Kłapouchych, morderców radości i niszczycieli dobrej zabawy, potocznie zwanych krytykami. Dobrze ich znacie, bez względu na to, czy chodzi o szacownych szargaczy reputacji, czy też o mieszkającego obok was starego marudę. Jeżeli śpiewacie, oni potrafią śpiewać lepiej (chociaż wcale nie umieją śpiewać). Jeżeli tańczycie, oni potrafią tańczyć lepiej (chociaż wcale nie umieją tańczyć). Jeżeli reżyserujecie spektakl teatralny, oni potrafią go lepiej wyreżyserować (chociaż wcale nie umieją reżyserować). Cokolwiek robicie – oni potrafią zrobić to lepiej, nawet jeżeli nie umieją tego choćby tak samo dobrze jak wy. A ponieważ nie umieją tego robić tak dobrze jak wy, nie potrafią tego właściwie ocenić. Czy to potępiając genialne dzieło, czy wychwalając coś prawdziwie okropnego, krytycy mylą się w znacznej większości przypadków. A mimo wszystko mogą mieć niezwykle duże wpływy. To wpływy są odpowiedzialne za bezpowrotne utracenie wielu rzeczy, które mogłyby przynieść światu znaczne korzyści.

* * *

Na nieszczęście, bardzo łatwo być niecierpliwym, nierozważnym i roztrzepanym Tygrysem w społeczeństwie, które podziwia i nagradza impulsywne zachowania. Reklamy namawiają nas do kupna tego-a-tego i psucia samych siebie. To bardzo właściwe słowo – PSUCIE. Zasługujemy na to, jak mówią w reklamach. (Może i tak, ale chcielibyśmy myśleć, że jesteśmy trochę lepsi.) Towary w sklepach są tak przemyślnie ustawione, by pobudzić nas do kupowania pod wpływem nagłego impulsu. Filmy, programy telewizyjne i czasopisma promują zachowania impulsywne najgorszego rodzaju – i to w sposób typu „rzućcie im to prosto w twarz”. Niemal wszystko, od stylu fryzury do stylu życia, ukazywane jest jako jakiś narkotyk, który mamy zażyć niezwłocznie, aby doznać natychmiastowej ulgi. Jeśli będziesz miał taki model samochodu, taki krój ubrania, takie będą kształty twojej dziewczyny, albo przeżyjesz tego rodzaju przygodę miłosną – będziesz szczęśliwy. Będziesz kochany. Będziesz Kimś. Ci, których na to nie stać, skazani są na frustrację. Ci zaś, których stać, skazani są na nieunikniony zawód. Jak ujął to Oscar Wilde: „Na świecie istnieją tylko dwa rodzaje tragedii. Pierwszy – kiedy nie dostajesz tego, czego pragniesz, a drugi – kiedy to dostajesz”. Pamiętajmy też o starym perskim przekleństwie: „Żeby każde twoje pragnienie natychmiast się spełniło”.

* * *

Luther Stojący Niedźwiedź
Nie myśleliśmy o wielkich przestrzeniach prerii, pięknych wzniesieniach gór, wijących się strumieniach z poplątaną roślinnością, jako o „dziczy”. Tylko dla białego człowieka przyroda była „dzika” i tylko dla niego na tej ziemi żyły „dzikie” zwierzęta i „dzicy” ludzie. Dla nas wszystko to było oswojone. Ziemia była płodna, a nas otaczało błogosławieństwo Wielkiej Tajemnicy. Dopiero kiedy przyszedł włochaty człowiek ze wschodu i z brutalną furią narzucił niesprawiedliwość nam i naszym kochanym rodzinom, wtedy ta ziemia stała się dla nas „dzika”. A kiedy leśne zwierzęta zaczęły uciekać, słysząc jego kroki, zaczął się dla nas „Dziki Zachód”.
Luther Stojący Niedźwiedź, wódz Sioux Oglala


* * *

Gdybyśmy mieli streścić nauki taoistyczne dotyczące życia codziennego do ich najbardziej podstawowych elementów, brzmiałyby one: obserwuj, dedukuj i stosuj. Przypatruj się rzeczom wokół ciebie – odrzucając, najlepiej jak umiesz, wcześniejsze koncepcje, jakie ty albo inni mieli na ten temat. Idealnie byłoby, gdybyś mógł spoglądać tak, jakbyś widział to po raz pierwszy. W swym umyśle zredukuj to do najbardziej zasadniczych elementów - „Zobacz prostotę w złożoności”, jak ujął tę zasadę Lao-tse. Wykorzystuj odczucie na równi z logiką, aby zrozumieć to, co widzisz (na tym polega zasadnicza różnica między pełnią myślenia a technicznym myśleniem lewej półkuli mózgu). Postaraj się znaleźć powiązania między poszczególnym elementami – zauważ powtarzające się układy i zależności. Zastanów się, jakie prawa przyrody przejawiają się w nich. A potem działaj zgodnie z tymi prawami, możliwie najmniejszym wysiłkiem, aby dowiedzieć się więcej i osiągnąć to, co chcesz – i nic ponadto.

* * *

Chuang-tse
Skąd możemy wiedzieć, że trzymanie się życia nie jest błędem? Może nasz strach przed nadejściem jego końca jest niczym zabłądzenie i niemożność powrotu do domu.

Li Chi była córką nadgranicznego wodza Ai Fenga. Kiedy książę Hsien poprosił o jej rękę, płakała tak długo, aż całe rękawy miała mokre od łez. Lecz kiedy poznała księcia bliżej i zamieszkała w jego pałacu, śmiała się ze swych wcześniejszych lęków i smutków. Skąd możemy wiedzieć, że duchy zmarłych nie robią tak samo?

Ci, którzy śnią o ucztach, mogą obudzić się i zastać głód i niedolę. Ci, którzy śnia o głodzie, mogą po zbudzeniu wstać i wyruszyć na polowanie. Podczas snu jednak nie zdają sobie z tego sprawy... Lecz kiedy się obudzą, wiedzą, że był to tylko sen. Pewnego dnia nadejdzie wielkie przebudzenie i wtedy dowiemy się, że nasze życie było jak sen.

Słowa te mogą wydać się dziwne, ale po wielu latach, niespodziewanie któregoś ranka lub wieczoru, możemy spotkać kogoś, kto nam je wytłumaczy.
Chuang-tse

* * *

Ko Hung
Człowiek zadowolony może się cieszyć tym, co wydaje się bezużyteczne. Może znaleźć ciekawe zajęcie w lesie lub w górach. Mieszka w małej chatce i przyjaźni się z prostymi ludźmi. Nie zamieniłby wytartego okrycia na cesarskie szaty, ani tobołka na plecach na czterokonny powóz. Pozostawia turkusy w górach, a perły w morzu. Gdziekolwiek zmierza, cokolwiek robi – potrafi być szczęśliwy; wie, kiedy ma się zatrzymać. Nie zrywa krótko kwitnącego kwiatu, nie wędruje niebezpieczną drogą. Dla niego dziesięć tysięcy rzeczy to pył na wietrze. Śpiewa sobie, idąc wśród zielonych gór.

Osłaniające go gałęzie drzew są dlań przyjemniejsze niż dwory z czerwonymi bramami, pług w rękach daje mu więcej satysfakcji niż tytuły i proporce, świeża woda z górskiego źródła jest dlań smaczniejsza niż uczty możnych. Jest prawdziwie wolny. Cóż może dlań znaczyć walka o zaszczyty? Czym może go pociągać zachłanność i pożądliwość? Przez swą prostotę ma Tao, a przez Tao – wszystko. Widzi światło w „ciemności”, pogodę w „chmurach”, szybkość w „powolności”, pełnię w „pustce”. Kucharz przygotowujący posiłek ma u niego tyle samo szacunku, co słynny śpiewak albo wysoki urzędnik. Nie ma żadnych korzyści do zdobycia, ani żadnej posady do stracenia, nikt go nie oklaskuje ani nikt nie krytykuje. Kiedy spogląda w górę, to nie z zazdrością. Kiedy patrzy w dół, to nie z pogardą. Wielu na niego patrzy, ale nikt go nie widzi. Spokojny i oderwany, wolny jest od niebezpieczeństw, niczym smok ukryty wśród ludzi.
Ko Hung

Wszystkie grafiki pochodzą z Wikipedii

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz