10.12.2015

"Rozmowy z samym sobą" Jiddu Krishnamurtiego

Poranek był cudowny, a chłodne powietrze, otulając mnie, stawało się coraz zimniejsze. Zapomniałem o wszystkim, nie było niczego oprócz odczucia, że nic nie posiadam.

Niech nikomu nie przyjdzie tutaj jednak na myśl medytacja, gdyż termin został bardzo zafałszowany. Najpowszechniejsze jego rozumienie – dumanie nad czymś, rozważanie czegoś, myślenie o czymś – nosi znamiona trywialności i pospolitości. Jeżeli chcemy zrozumieć naturę medytacji, wówczas powinniśmy zapomnieć o tym, jak ją nazywamy, gdyż za pomocą słów nie da się określić czegoś, co wykracza poza kategorie. Żadne słowo, żadne systemy czy sposoby myślenia, ani też jakiekolwiek ćwiczenia czy umartwianie się nie są w stanie oddać tego, czym jest medytacja. Gdyby medytację – prawdziwą medytację, nie zaś coś, co często bywa pospolite, poddawane manipulacjom, zafałszowane i niejednokrotnie związane ze zdobywaniem znacznej ilości pieniędzy – pojmować poza słowami, wówczas niesie ona ze sobą spokojny i delikatny ruch, który dzieje się poza czasem. Ponownie ogranicza nas słowo ruch. Zakłada ono bowiem istnienie czasu, gdy mnie chodzi o ruch, nie ma początku ani końca. O ruch, który jest falą następującą za falą poprzedzającą, która nie wiadomo skąd się wzięła i która nigdy nie rozpływa się na plaży. Medytacja jest więc czymś na wzór nigdy nie kończącej się fali.

Czas, jakkolwiek byłby spowolniony, jest czymś nieznośnym. Oznacza bowiem wzrost, ewolucję, stawanie się, osiąganie czegoś, uczenie się, zmianę. W tym rozumieniu niewiele różni się on od tego, co ludzie przypisują medytacji. Jednakże czas nie powinien mieć z nią nic wspólnego. Jest on bowiem związany z działaniem woli, z pożądaniem, a przecież pod żadnym pozorem nie można pożądać medytacji – właściwe znaczenie tego słowa jest nieuchwytne dla ucha – gdyż wybiega ona daleko poza znaczenie przypisywane temu terminowi.
Siedzę na skale i podziwiam błękitne niebo – jakże niezwykle błękitne, powietrze jest czyste, niczym nie skażone. Daleko za wzgórzami rozciąga się pustynia, której sporą połać można dostrzec z tego miejsca. Doprawdy wszystko dociera do mniejakby poza czasem. Jedynie sama percepcja może wyrazić to, czym rzeczywiście jest.

24.09.2015

"Morfina" Szczepana Twardocha

Przystępując do lektury Morfiny Szczepana Twardocha teren wokół był już rozpoznany. Ktoś coś powiedział, ktoś zdenerwował się na autora, który został ambasadorem firmy Mercedes-Benz, ktoś uznał, że nie będzie czytać książek tak wymuskanego mężczyzny, pojawiającego się w TVN. 
No i ta cała Morfina!

Treść

Tytuł powieści sugeruje tematykę. Czy oby na pewno? Myśląc morfina mamy przed oczami staczanie się jednostki. Willemann krąży wokół fiolek narkotyku, na straży zawsze czuwa 

aluminiowe pudełko, … we wnętrzu wyścielonym czerwonym aksamitem spoczywa szklana strzykawka z jelcem z nierdzewnej stali i igły pozłacane. 

Przez jakiś czas morfina jest jak najbardziej rekwizytem – współbohaterem opowieści, jednakże nie wypełnia całej przestrzeni. Bo równie ważnym bohaterem jest kobieta, jednak nie w sensie jednostkowym, tylko w wymiarze ogólnym, jako prakobieta i pramatka, centrum naszego świata od zarania dziejów po czasy współczesne Willemannowi, i dalej również po czasy nam, czytelnikom i autorowi, współczesne. Znaczenie słowa kobieta jest rozpatrywane przez różne typy żeńskich postaci. Mamy cały przekrój osobowości i temperamentu kobiecego: żona, matka, kochanka, konspiratorka i narratorka. Ostatnia z nich tworzy zawoalowaną wizję prakobiety, ukryty w umyśle Konstantego głos, którego on nie jest w stanie usłyszeć. Głos, który w niemożności porozumienia się z losami Willemanna za sprawą Dzidzi – famme fatale tej powieści, ma przenieść się w podświadomość syna głównego bohatera. Śmierć jednego mężczyzny powoduje, że w jego potomku będzie drzemała ta kobieca prasiła, będzie również drzemała w Jacku, przyjacielu i jednocześnie mordercy, i w innych, ciemna, czarna, pulsująca substancja ukryta pod cienką skórą tego świata

21.08.2015

Detroit rzeczywiście jest trupem

Jedyna różnica pomiędzy syfem panującym w Detroit a tym charakterystycznym dla krajów Trzeciego Świata polega na tym, że w Detroit po ulicach nie chodzą kozy.

Zastanawiałem się nad współczesną literaturą faktu, nad reportażem post Kapuściński, jak to teraz wygląda. Wybór padł na Detroit – sekcja zwłok Ameryki. Jeśli można tak powiedzieć, to „przeraźliwie mnie zaskoczyła” ta książka, w pozytywnym znaczeniu tychże słów! Strona po stronie wkraczałem wraz z Charliem LeDuffem w głąb czegoś fascynującego i zarazem tak przeraźliwego, że nie jestem w stanie sobie wyobrazić takiej sytuacji wyniszczenia w Polsce. Słusznie zauważył mój znajomy, że gdyby dajmy na to Wałbrzych lub Suwałki stoczyły się tak bardzo i istniało tam takie prawo, jak w Detroit, to ludzie tam mieszkający doprowadziliby do zamieszek na wielką skalę. Detroit zaś krok po kroku jest drążone i doprowadzane do ruiny przez włodarzy i przedsiębiorców (tych drugich już coraz mniej). I większość tych machinacji i przekrętów na wielką skalę odbywa się w świetle dziennikarskich dochodzeń. Nie ma już w Detroit tej odrobiny przyzwoitości, która stara się delikatnie ukryć upadek, wszystko podane jest na tacy, wystarczy odrobina zainteresowania.

31.07.2015

"Imperium księżyca w pełni" - S.C. Gwynne

Przymierzałem się do Imperium księżyca w pełni z kilka razy. Czytałem, przerywałem, czytałem, przerywałem. I wiedziałem, że coś jest tu nie tak. Jestem wychowany na klasykach westernowo-indiańskich, Karol May, Longin Jan Okoń, zawsze darzyłem Indian mieszanką fascynacji, tajemniczości i grozy. Tymczasem pod koniec lat osiemdziesiątych zeszłego wieku pojawiła się na ograniczonym, komunistycznym rynku księgarskim książka, która na zawsze ugruntowała moje podejście do Indian – była to napisana przez panie Ewę Rudnicką i Izabellę Rusinową opowieść o kontaktach Indian z osiedlającymi się w Ameryce Europejczykami. Tytuł tej pozycji: Wigwamy, rezerwaty, slamsy. Doznałem wstrząsu, kilkaset stron opisujących powolne wyniszczenie nie narodu, ale całej rasy. Od tamtej pory nie miałem co czytać, wszystko było czymś mniej lub bardziej wyimaginowanym przez pisarzy, w świadomości pozostawały zawsze krzywdy opisane w Wigwamach... Aż wreszcie usłyszałem o Imperium księżyca w pełni i przeczytałem, i mam kilka zastrzeżeń.

Po pierwsze, najważniejsze, rzuca się w oczy stosunek informacji o Indianach do informacji o białych z nimi walczących lub doznających od nich krzywd. Komancze wydają się papierowymi postaciami z nagłówków gazet i relacji białych świadków ich dokonań. Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie ciągła wiara S.C. Gwynne'a w ubarwione opowieści mające na celu wstrząsnąć opinią publiczną. Mamy więc nieprzerwany potok potwierdzonych źródeł osadników, ofiar, włodarzy, żołnierzy, które stanowią przytłaczający procent treści. Wszystko zaś jest okraszone żywą narracją Gwynne'a. Indianie wspaniale jeżdżą na koniach i znakomicie posługują się łukami i włóczniami, biali zaś wytrwale walczą o każdy skrawek ziemi ponosząc zatrważające cierpienia. 

21.07.2015

Eco podpowiada jaki temat dać na pierwszą stronę

Przeczytałem Temat na pierwszą stronę Umberto Eco. Nie wnikając w znaczenie wywodów związanych z Mussolinim mój osąd jest raczej na nie. A może tak właśnie chciał Eco? Poprowadzić czytelnika, żeby sam dopowiadał sobie scenariusz za scenariuszem a i tak autor zrobi to, co będzie chciał. Jeden z moich wykładowców sugerował, żeby nie unosić się emocjami i próbować znaleźć elementy powieści, które postawią ją w pozytywnym świetle. Więc może mój osąd będzie raczej na tak? Może.

Człowiek z bagażem doświadczeń, człowiek raczej z tych utrzymujących się na powierzchni wody, na plecach, bez wysiłku. Człowiek, mężczyzna plus gazeta, która ma być, ale w czasie przeszłym, dwanaście numerów zerowych, ma być formą zastraszenia lub wzbudzenia respektu wobec przyszłych – przeszłych czytelników. Do tego mężczyzna ma napisać książkę na temat. Jest miłość, jest szpieg, jest mitoman – nie mitoman ze wspomnianym wyżej Mussolinim w tle – nie tle.

28.03.2015

Wieści z Trójki: 53. urodziny i Srebrne Usta

Trójka świętuje 53. urodziny – koncert Archive

1 kwietnia Program 3 Polskiego Radia obchodzi 53. urodziny. Z tej okazji w poniedziałek 30 marca w Studiu Koncertowym im. Agnieszki Osieckiej przy ul. Myśliwieckiej 3/5/7 wystąpi znakomita angielska grupa Archive. Natomiast w środę 1 kwietnia rozgłośnia przyzna jednemu z polskich miast Trójkowy Znak Jakości.

Program 3 Polskiego Radia powstał 53 lata temu, dokładnie 1 kwietnia 1962 roku. Z okazji swoich urodzin Trójka przygotowała muzyczny prezent dla swoich słuchaczy – w poniedziałek 30 marca przy ul. Myśliwieckiej 3/5/7 wystąpi grupa Archive.

Anglicy przyjeżdżają do Polski, by w dniach 26-29 marca zagrać w czterech miastach biletowane koncerty dla szerokiej publiczności – kolejno w:  Krakowie, Warszawie, Gdańsku i Poznaniu. Piąty ich występ w naszym kraju będzie jednak wyjątkowy, wręcz kameralny – grupa wystąpi w Studiu Koncertowym im. Agnieszki Osieckiej jedynie dla 150 widzów.

Zespół wraca do studia im. Agnieszki Osieckiej po 9 latach. Poprzednim razem Anglicy wystąpili w Trójce dokładnie 19 czerwca 2006 roku. W ostatnich miesiącach ukazały się dwa nowe wydawnictwa zespołu – w maju 2014 r. grupa zaprezentowała swój film „Axiom”, któremu towarzyszył soundtrack o tym samym tytule. Z kolei 12 stycznia 2015 r. pojawił się na rynku dziesiąty album grupy pt. „Restriction”. Krążek ten promowany jest zestawem trzech singli, które zostały zaprezentowane jednocześnie: „Feel It”, „Black And Blue” oraz „Kid Corner”. Drugi z tych utworów zajmuje obecnie 15. miejsce na „Liście przebojów Programu 3”.

Transmisja koncertu Archive na antenie Trójki w poniedziałek 30 marca o godz. 19.05.

Z kolei 1 kwietnia Program 3 przyzna jednemu z polskich miast – po raz pierwszy w historii – „Trójkowy Znak Jakości”. Wyróżnieniem tym rozgłośnia docenia od 2009 roku najbardziej wartościowe książki i płyty. Z okazji przyznania prestiżowego znaku miastu, Trójka poświęci temu wydarzeniu niemal cały dzień. W środę 1 kwietnia w bloku „Do południa” (godz. 9.00-12.00) Michał Nogaś zaprezentuje zestaw dźwiękowych zagadek dla słuchaczy, którzy będą mieli za zadanie odgadnąć, o jakim mieście mowa. Rozstrzygnięcie konkursu w popołudniowej audycji „Zapraszamy do Trójki” (godz. 16.00-19.00).


Elżbieta Bieńkowska zwyciężczynią plebiscytu Trójki „Srebrne Usta 2014”

Zakończył się plebiscyt Programu 3 Polskiego Radia na najbardziej zaskakującą i zabawną wypowiedź osoby z polskiej sceny politycznej. Podczas uroczystej gali, która odbyła się 27 marca w Studiu Muzycznym Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej, nagrodą „Srebrne Usta 2014” uhonorowana została była wicepremier i minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska. W finałowej trójce znaleźli się również: wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński oraz poseł Jarosław Kalinowski.

Zwyciężczynią tegorocznego plebiscytu została Elżbieta Bieńkowska – obecna Europejska Komisarz ds. Rynku Wewnętrznego i Usług. Słuchaczom Trójki i internautom spodobała się jej wypowiedź z 20 stycznia ub.r.: „Pa­sa­że­rom to można tylko po­wie­dzieć jakby: sorry, mamy taki kli­mat, no nie­ste­ty”.

Drugie miejsce przypadło ministrowi gospodarki i prezesowi PSL Januszowi Piechocińskiemu za zdanie: „Pol­sko, pa­mię­tasz? Wo­jen­ko, wo­jen­ko, cóżeś Ty za pani... I dali mu ko­ni­ka ci­sa­we­go. I po­szła w bój szara pie­cho­ta, a pierw­sza bry­ga­da na stos rzu­ci­ła swój nie tylko los. Pol­sko pa­mię­tasz? Gdzie są chłop­cy z tam­tych lat, gdzie dziew­czę­ta... Pol­sko, pa­mię­tasz? Ba­gnet na broń! Pa­mię­tasz ro­man­tycz­nych po­etów, któ­rzy two­rzy­li kli­mat. Pa­mię­tasz ku po­krze­pie­niu serc li­te­ra­tu­rę, jej mło­do­wiej­skie wiesz­cze­nie, że trze­ba być go­to­wym, kiedy za­brzmi złoty róg. Pol­sko, pa­mię­tasz? Wróć Ja­sień­ku z tej wo­jen­ki, wróć... Nie rzu­cim ziemi, skąd nasz ród. Nie damy po­grześć mowy. Pol­ski my naród, pol­ski ród! ”.

Na trzecim miejscu uplasował się Jarosławowi Kalinowski, poseł PSL i autor powiedzenia: „Ja spró­bu­ję tak to wy­tłu­ma­czyć może: nie ma tego złego, co by na dobre za chwi­lę… nie daj Boże, żeby w ogóle przy­szło, ale jeżeli przyj­dzie, to żeby wy­szło”.

W finałowej dziesiątce znaleźli się ponadto: Ryszard Czarnecki, Jarosław Kaczyński, Prezydent RP Bronisław Komorowski, Leszek Miller, Tomasz Nałęcz, Jacek Rostowski  i Donald Tusk.

Gala wręczenia nagród odbyła się 27 marca w Studiu Muzycznym Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej w Warszawie. Poprowadzili ją Beata Michniewicz i Wojciech Zimiński. O dobry nastrój widzów i słuchaczy zadbał Kabaret Jurki.

Transmisji z gali oraz wypowiedzi nominowanych polityków można posłuchać na stronie: polskieradio.pl/trojka/srebrneusta.

* * *

Srebrne Usta to plebiscyt Programu 3 Polskiego Radia, w którym słuchacze wybierają niebanalne wypowiedzi polskich polityków. Został wymyślony w 1992 roku przez Beatę Michniewicz. Obradujący wówczas Sejm I kadencji obfitował w osobowości wyróżniające się niebanalnym językiem. Posłowie prześcigali się w obrazowych przenośniach, celnych ripostach, niespotykanych figurach retorycznych. Stało się ważne nie tylko to, co kto mówi, lecz także jak to robi. Dziennikarze radiowej Trójki postanowili utrwalić na taśmie oraz w ludzkiej pamięci te zwroty i wyrażenia, które ze względu na swą treść nie zawsze miały szansę przejść do historii. Inicjatorzy plebiscytu mieli poza tym nadzieję, że spojrzenie z przymrużeniem oka na politykę, niekiedy brutalną i zawiłą, dobrze zrobi zarówno jej aktorom, jak i obserwatorom. W myśl przysłowia „mowa jest srebrem, a milczenie złotem” zaproponowali słuchaczom Trójki plebiscyt „Srebrne Usta”.
W poprzednich edycjach zdobywcami „Srebrnych Ust” byli między innymi: Władysław Bartoszewski, Renata Beger, Zyta Gilowska, John Abraham Godson, Grzegorz Kołodko, Bronisław Komorowski, Janusz Korwin-Mikke, Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller, Waldemar Pawlak, Jan Maria Rokita, Nelli Rokita, Marek Sawicki, Donald Tusk i Lech Wałęsa.

21.03.2015

List otwarty do Pani Prezes Empiku Ewy Szmidt-Belcarz oraz odpowiedź tejże - obiecana część druga

Mało kto pamięta, że dzisiejszy EMPIK był KMPiK-iem, czyli Klubem Międzynarodowej Prasy i Książki. W Trójmieście były trzy, przynajmniej w moim oglądzie późnej komuny: w Gdańsku na Długiej, w Sopocie na Monciaku i w Gdyni na Świętojańskiej, róg Żwirki i Wigury. Prasa zagraniczna, plakaty w dużym formacie i płyty winylowe – to pamiętam. Raczej kameralnie. Jakiś stolik i kilka krzesełek. Później nastał czas przemian i z KMPiK-u stworzony został EMPIK, pierwsze "megastore'y", jeszcze z olbrzymimi działami z książką i miejscami do siedzenia, gdzie rzeczywiście można było poczytać więcej niż trochę, przyjazny dział prasy i miejsce z ciekawą muzyką. Wszystkie dodatki Ikei, świeczki i pamiątki znad morza były zawsze gdzieś w kącie. Mijał czas i zaczęła się ekspansja tych, co na uboczu: koszulki, kubki i inna chińszczyzna. Teraz, za sprawą blogowych reakcji na los osób zatrudnionych w EMPIK-u i listów ludzi kultury do prezes firmy, wszyscy wreszcie obserwują jak działa ślepe oddanie się statystykom i tendencjom ekonomicznym – wszystko to w opozycji do zwykłego czytelnika i również do zwykłego twórcy kultury, który chciałby coś znaczyć na półkach, a nie może.
Polska ekonomia wywodzi się z zachodnich tradycji. Wszystko byłoby w miarę wytłumaczalne, gdyby procesy, które obserwujemy aktualnie w polskich EMPIK-ach, Matrasach czy nawet odniesieniu do innych branż: Lotosach, Orlenach, Biedronkach, Rossmannach, nie były opóźnione o lekko dziesięć, dwadzieścia lat w stosunku do swoich zachodnich odpowiedników. Co tam się nie sprawdziło przerzuca się na nasz grunt, jakby jakimś cudem u nas poszło inaczej. Przypomina mi się sytuacja na międzynarodowym rynku maszynek do golenia. W Niemczech Gillette z czterema ostrzami, w Polsce Gillette z trzema ostrzami, a na Ukrainie i w Rosji tylko dwa ostrza. Tyle że przy ostrzach to tylko ktoś niewprawiony się zatnie, a przy przenoszeniu wzorców działania firm tracą klienci, pracownicy, pośrednicy, autorzy. Wszystko w imię słupków, wyników finansowych i chęci wypróbowania i tak już pogrążonej koncepcji marketingu czy sprzedaży. Nie twierdzę, że przedsiębiorstwo ma mieć straty dla dobra innych. Zastanawia mnie to tak sztywne zapatrzenie na zachodni styl prowadzenia interesów. Styl, który tak naprawdę jest daleki od ideału i właśnie tam się nie sprawdził. Przyda się kilka przykładów.

20.03.2015

List otwarty do Pani Prezes Empiku Ewy Szmidt-Belcarz oraz odpowiedź tejże - część pierwsza

Minęło kilka dni od wymiany listów otwartych pomiędzy reprezentantami polskiej kultury oraz prezes EMPIK-u i już miałem kłopoty z bezproblemowym odnalezieniem ich treści. Wpisując w wyszukiwarkę ciąg z wyrazem empik automatycznie dostawałem wyniki księgarni internetowej EMPIK-u. Może to kwestia mojego internetowego wychowania, gdzie zamiast fraz lub zdań wpisuję zawsze słowa klucze:). Podejrzewam jednak bardziej, że była to krótka chwila na spojrzenie na problem, wymiana poglądów nastąpiła, teraz będziemy czekać na jakiś wielki wstrząs w postaci upadłości EMPIKU-u. Postanowiłem umieścić oba listy na moim blogu z adnotacją w tytule "część pierwsza", niech przeczytają ci, którym nie dane było. W "części drugiej", która ukaże się w weekend, spróbuję pokazać, że sprawa EMPIKU-u wcale nie jakimś ewenementem, zarówno w polskiej rzeczywistości korporacyjnej, jak i w światowych trendach księgarskich w różnych latach. Zapraszam do lektury.

18.03.2015

Internet kluczowy w procesie zakupowym książek

Wyniki badania „E-konsumenci (Consumer Journey Online)” przeprowadzonego przez Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska wskazują na to, że – obok rekomendacji znajomych, przyjaciół, rodziny – internet jest najbardziej przydatnym źródłem informacji w procesie zakupowym książek. 

– Czytelnicy książek w naturalny sposób szukają w internecie informacji na temat nowości wydawniczych, spotkań autorskich czy atrakcyjnych ofert cenowych. W przypadku dynamicznie rozwijającego się rynku książki elektronicznej czytelnik jest jednocześnie aktywnym internautą. Z sieci czerpie wszystkie potrzebne informacje – porównuje ceny, komentuje i wyraża oczekiwania. – wyjaśnia Beata Gutowska, Dyrektor Zarządzający Publio.pl, Grupa Agora.

12.03.2015

Spuścizna audiowizualna Jerzego Ficowskiego w Narodowym Archiwum Cyfrowym

W siedzibie Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych 11 marca odbyła się uroczystość przekazania do zasobu Narodowego Archiwum Cyfrowego spuścizny audiowizualnej Jerzego Ficowskiego - poety, pisarza, tłumacza, autora piosenek i utworów dla dzieci, znawcy kultury cygańskiej i żydowskiej oraz twórczości Brunona Schulza; odkrywcy talentu cygańskiej poetki Bronisławy Wajs – Papuszy.

W spotkaniu, które otworzył Naczelny Dyrektor Archiwów Państwowych Władysław Stępniak, uczestniczyli m.in. wdowa po poecie pani Elżbieta Ficowska i prof. Jerzy Kandziora, znawca życia i twórczości Jerzego Ficowskiego.

06.03.2015

Z baśni Hessego

Baśnie Hermanna Hessego tchną duchem osiągnięć braci Grimm w jednym przypadku: są to baśnie, które zamiast pięknych i miłych obrazów eksponują mimo wszystko podróż człowieka ku śmierci. W tekstach jest ciągle podkreślana podróż poprzez czas właśnie ku rozpadowi. Nauką dla czytających te utwory może być oswojenie się z przemijaniem i możliwość spojrzenia na siebie samego jako kogoś "przemijającego". Mimo upływającego czasu jest jednak odrobina nadziei. W zależności od tego, jaką obierzemy drogę życia, spotkają nas prawdopodobne na tej drodze sytuacje, które będą nas kształtować. Dzięki Baśniom Hessego istnieje również szansa, że w czasie czytania tych tekstów zdobędziemy siłę, by spojrzeć na siebie z perspektywy końca i zaczniemy odmieniać swoje życie w chwili zamknięcia kart książki.
Poniżej przedstawiam interpretację jednej z umieszczonych w tomie baśni pt. Poeta. Dla ciekawych podam, że interpretacja została osadzona w ujęciu hermeneutycznym.

21.02.2015

"Książka" Zbigniewa Herberta

Wiersz Książka Zbigniewa Herberta dedykowany jest Ryszardowi Przybylskiemu i tym samym zasygnalizowany zostaje znaczący związek między wierszem Herberta a życiem i twórczością Przybylskiego. Tenże polski eseista i badacz literatury jest autorem wielu tekstów dotyczących szeroko pojmowanego klasycyzmu w kulturze, a w szczególności w literaturze. Jest on również jednym z obrońców idei klasycystycznych we współczesnym świecie, idei, które chronią przed nieuporządkowanymi, chaotycznymi wartościami XX i XXI wieku. Wydaje się, że Herbert poprzez tę dedykację wchodzi w specyficzny dialog z Przybylskim i jego tekstem Et in Arcadia ego, dotyczącym mitu arkadyjskiego w twórczości Mendelsztama, Eliota i Różewicza.1 Tak więc możemy wyznaczyć wspólne pole, którego dotyczą oba teksty – Arkadia, Eden. Jest to z pewnością również pewien ukłon w stronę Przybylskiego jako obrońcy wartości klasycznych.

20.02.2015

Dawid Podsiadło z Curly Heads na koncercie w Trójce

W niedzielę 22 lutego w Studiu Koncertowym im. Agnieszki Osieckiej przy ul. Myśliwieckiej 3/5/7 wystąpi grupa Curly Heads. Podczas koncertu Dawid Podsiadło i jego przyjaciele zaprezentują utwory z debiutanckiej płyty „Ruby Dress Skinny Dog”. Transmisja na antenie Trójki od godz. 20.05.


08.02.2015

Na Wschodzie bez zmian

Wydarzenie opowiedziane przez znajomą. Krakowskie Targi Książki, wszyscy pod krawatem, sweterki w stonowanych barwach, nikt się nie wychyla. Pojawia się Andrzej Stasiuk, w dresach, delikatna konsternacja wśród części odwiedzających targi. Poza? Zapewne. Prowokacja? Również. Przede wszystkim jednak jest to rodzaj komunikacji z otoczeniem. Stasiuk zdaje się mówić: patrzcie, jestem pisarzem, w miarę dobrym pisarzem, ale zarazem jestem w pewnym sensie także dresem, siedzącym na przystanku PKS i popijającym tanie trunki. Jestem reprezentantem Polski B. Tak więc sacrum przemieszane z profanum, zachodnie standardy przemieszane z obrazem podupadłego wschodu Polski. Nie inaczej jest w ostatniej książce Stasiuka pt. Wschód.

Rekomendacja na ostatniej stronie okładki zachęca do odbycia wraz ze Stasiukiem podróży na Podlasie, ku „wschodniej ścianie”, i dalej, do Rosji, do Chin, do Mongolii. Podróż odbywa się w dwóch płaszczyznach. Jedną z nich są nazwy geograficzne, topografie miast i dzikich terenów, roślinność lub jej brak, wiatry i susze. Z drugiej strony obcujemy z autorem, jego przemyśleniami, jego spojrzeniem na większe i mniejsze problemy przeszłości i współczesności, zarówno te intymne, jak i społeczne. Stasiuk „zanurza się” w określony rejon geograficzny w sposób jak najbardziej fizykalny, by „wypłynąć” na jego powierzchnię z całym bagażem przemyśleń i spostrzeżeń.

30.01.2015

Pozwolicie, że przedstawię...

Facebook ma to do siebie, że wszystko leci na łeb, na szyję. Tablice się zapełniają, wiadomości na głównej przelatują z ogromną prędkością, wszystko gdzieś znika, umyka, czasami bardzo byśmy chcieli coś przeczytać, obejrzeć, ale już pojawia się coś innego, nowego.

Kilka osób śledzących tabako.pl wie, że próbuję w miarę możliwości uchronić przed facebookowym potopem informacji małe conieco, takie wartościowe conieco. Czasami jakieś zdjęcia znajomych, czasami informacje o tym, że ktoś istnieje również poza facebookiem, ma bloga, tworzy coś przeznaczonego na dłuższy czas. Znacznie dłuższy niż wzmianka wygenerowana przez FBboota, dopasowującego ilość i jakość treści do naszych preferencji. Ale dość, czas przedstawić...

Hanna Mielczarek - stara znajoma z lat szkolnych. Złapałem się na tym, że zacząłem przyglądać się jej mikrorecenzjom filmów aktualnie wyświetlanych w kinach. Ma wiedzę, wie "co w trawie piszczy" i potrafi przekazać w przystępnej formie wartościującą informację o danej produkcji. Nie ucieka przed filmami gorszymi, próbuje ostrzec, ale zarazem nie zamyka bramy przed odmiennymi gustami. No i ma wielu fanów, do których bez wątpienia zaliczam również moją osobę. Poniżej prezentacja kilku recenzji Hani. Wraz z nią zapraszam.

Hiszpanka

Ale o co tu chodzi? 
Nawet jeśli na wstępnym etapie przyświecał twórcy zamysł wyprodukowania filmu symbolizującego próby manipulacji ideologicznej, może indoktrynacji to zostało to wybitnie przedobrzone… 
Klasyfikowany (źródło: filmweb.pl) jako film historyczny…hmm może i tak, bo próbuje podejmować tematykę Powstania Wielkopolskiego, jednym z bohaterów jest Ignacy Paderewski, a inny został wystylizowany na Marszałka Piłsudskiego; jako kryminał i tu może częściowo też się zgodzę… pojawia się broń, jest zabójstwo, ale akcja? Jaka akcja? Tego niestety zabrakło. Mnogość wątków, które przez dłuższy czas tylko w domyśle się przeplatały, wielu bohaterów i scen nie powiązanych ze sobą łańcuchem przyczynowo skutkowym spowodowały totalny chaos, jakby scenariusz został porwany przez obcych… Tak, w pewnym momencie miałam wrażenie, że to jakieś „przyczajone” science fiction Emotikon wink 
Przyznać należy, że robiący wrażenie budżet został wykorzystany imponująco – piękne stroje, ogrom statystów, kolor, nowoczesna technologia… może także wynagrodzenie dla specjalistów od seansów spirytystycznych… 
Jak dla mnie za dużo groteski, przekombinowana symbolika, zbyt wiele wymieszanych inspiracji zasięgniętych od mistrzów gatunku. Wszystkiego jest za dużo, a imponujący budżet sprawia wrażenie zainwestowanego dla samego faktu poczynienia inwestycji… To wszystko nie działa, nie wciąga w swój wir. Nuda nuda nuda i jeszcze raz nuda… 
1/10 i to tylko ze względu na aktorstwo Pana Jana Peszka, Jana Frycza i oczywiście Jakuba Gierszała;).

29.01.2015

Japonia okiem kolegów, cz. II

Podróże pociągami wciągają. Wiem z całą pewnością, czego zazdroszczę Tuskowi. Nie tytułów, nie pieniędzy, nie ryżawego odcienia włosów. Zazdroszczę mu tego, że jako Słońce Peru odbył podróż Koleją Andyjską. Kiedyś oglądałem bardzo miłą opowieść o tejże Kolei, którą współtworzył Ernest Malinowski, ale ja nie o tym... W drugiej połowie zeszłego roku moi znajomi wybrali się do Japonii. Najpierw miałem jechać z nimi, później mi przeszło, później żałowałem, że nie pojechałem, nie poleciałem. Poprosiłem jednak jednego z nich, Bartka, o zrobienie zdjęć tamtejszym pociągom. Trochę zwlekałem z publikacją, za co szczerze przepraszam, teraz jednak przyszedł czas na duże prędkości i kosmiczne kształty. Pojazdy podobne do SKM też są:).

27.01.2015

Coś od siebie i "Te Prosiaczka" Benjamina Hoffa

Czy aktywność na tym świecie ma jakikolwiek sens, sens wyższy? Czy nie jest już zbyt wielu ludzi, którzy chcą coś powiedzieć, przedrzeć się przez masę anonimowych? Czy jeśli stworzę coś wartościowego, to czy sytuacja, kiedy ktoś to odczyta i uzna za wartościowe dla samego siebie, ma sens? Umrę i mnie nie będzie, pozostaną tylko jakieś tam zapiski, ważne albo nieważne dla kogoś bliższego lub dalszego? Czy słowa non omnis moriar lub exegi monumentum cokolwiek znaczą? Czy stawianie wszystkiego według takich stwierdzeń nie jest po prostu pogrążeniem się w ambicjonalnym podejściu do życia? Są to trudne pytania, ponieważ podważają jakąkolwiek działalność. To samo można przełożyć na mamonę lub dzieci. Okazuje się, że w sumie nic nie jest do końca warte tego, żeby się za tym uganiać bez wytchnienia...

Dużo obserwuję i zauważam, że sława, mamona są kierunkami, przy których często, jeśli nie zawsze, pojawia się słowo egoizm lub egotyzm. Zauważam również istnienie czegoś takiego jak „karma”, bilans zawsze musi się zgadzać. Jeśli wykonasz złą rzecz danego dnia, pojawi się ona jako twój problem prędzej czy później w tej samej lub w innej dziedzinie życia. Tak samo jest z dobrymi rzeczami. A czym jest życie, jak żyć, żeby nie popaść w ruinę? Tworzyć swoje życie z tych dobrych kawałków, odrzucając jednocześnie te złe, bo przecież bilans musi się zgadzać. Tak więc jeśli robić coś wartościowego, to nie z myślą nie wszystek umrę lub stawiam pomnik, tylko z założeniem, że moje doświadczenie posłuży komuś w osiągnięciu stanu równowagi duchowej, równowagi w życiu, może być to tylko jedna jedyna osoba na świecie. Wartościowe również ze względu na nasze życie, mamy je potencjalnie jedno jedyne, żadne po śmierci, i dobrze jest żyć z tym uczuciem niepowtarzalności na każdym kroku. Dlatego buddyści i taoiści wyprzedzają pozostałych, najbardziej ze wszystkich „zajęci są” niepowtarzalnością każdej chwili. W chrześcijaństwie widać to u Jezusa, u św. Franciszka, u Mertona, może znalazłoby się ich odrobinę więcej, reszta to dogmat i hierarchia. Żyć chwilą, to nie żyć nie zważając na przeszłość i przyszłość. Żyć chwilą, to jak najmocniej tę chwilę odczuwać, pamiętać co złego, gorszego zrobiło się wcześniej i wybiegając w przyszłość tworzyć lepszego siebie, tworzyć lepsze „tu i teraz”, nigdzie indziej. Carpe diem:).