07.12.2014

Wędrowiec i jego cień

Nie ma żadnych stu najlepszych książek czy autorów! Nie istnieje żadna ogólnie słuszna, niepodważalna krytyka – Hermann Hesse, Obcowanie z książkami

Są autorzy, którzy pukają do naszych drzwi, wpuszczamy ich, coś nam przynoszą, i wychodzą nie powracając. Są też tacy, którzy, odwiedzając nas, nie wychodzą już nigdy. Do tego drugiego typu autorów zaliczam Hermanna Hessego. Tego lata Świat Książki wydał jego biografię i nie mogłem przejść obojętnie. Pamiętam, usłyszałem gdzieś kiedyś, że Hesse był jednym z nielicznych, który posiadł obcą człowiekowi Zachodu możliwość wejrzenia we Wschodni sposób postrzegania otaczającego nas świata, było to dobrym zwiastunem mojej fascynacji jego twórczością. Jednak po przeczytaniu ponad siedmiuset stronicowej historii życia uznałem, że poznałem Hessego na nowo. Na nowo nie znaczy wcale, że gorzej. Znaczy to tylko tyle, że ujrzałem w nim zwykłego człowieka, który pomimo swego kunsztu pisarskiego był człowiekiem z całym bagażem zachowań i przywar, które charakteryzują słowo „człowiek”.


Co zapadło mi w pamięć?


Przede wszystkim wychowywanie się w rodzinie owładniętej sekciarskimi zapędami, charakterystycznymi dla pietystów - skrajnego odłamu protestantyzmu. I to pomimo nasiąknięcia rodziny Hessego wpływami dalekowschodnimi w trakcie misji. Ciągła indoktrynacja ze strony matki, ojca oraz rodzeństwa doprowadza Hessego do oddzielenia się grubym murem od sposobu ujmowania świata przez jego rodzinę.

Portret Hermanna Hessego z 1905 roku autorstwa Ernsta Würtenbergera
Drugim ważnym wydarzeniem dla rozwoju wewnętrznego i zarazem społecznego niemieckiego noblisty była działalność związana z pomocą dla jeńców wojennych podczas pierwszej wojny światowej. Wysyłanie do obozów książek, wydawanie czasopisma „ku pokrzepieniu serc” i ogromne niezrozumienie ze strony Niemców w trakcie wojny, jak też w czasach powojennych – podarowane książki i teksty dotyczące wojny pisane przez Hessego przerastały swoje czasy, wyprzedzały czas o następną wojnę. Hesse nie bał się pokazać Niemcom jako pacyfista-patriota, odpowiedzialny za swoich współtowarzyszy niedoli, nie popadając przy tym w szczekliwy ton późniejszych wystąpień Hitlera i jemu podobnych. 
Zachowanie Hessego na tyle wyprzedzało myślenie niemieckiego społeczeństwa (i nie tylko niemieckiego), że był on jednym z najbardziej znienawidzonych pisarzy wśród swoich rodaków.

Trzecim, chyba ostatnim, uderzającym wycinkiem biografii Hermanna Hessego, był jego stosunek do swoich żon i dzieci. Zrywa więzy z pietystami, angażuje się w duchową naprawę zniszczonych wojną Niemiec - wydawać by się mogło, że stanie on na wysokości zadania w stosunku do tych, z którymi idzie przez życie. Nic bardziej mylnego. Poprzez swoja zatwardziałość i zarazem nieumiejętność współżycia z najbliższymi pierwsze małżeństwo doprowadzone zostaje do ruiny, drugie jest bardziej kaprysem niż rzeczywistym pragnieniem miłości, trzecie zaś to obraz dwóch twierdz w jednym domu. Ciekawych tych spraw odsyłam do źródeł.

Przypomniał mi się jeszcze jeden epizod z życia Hessego. W czasach, gdy nie udawało mu się związać końca z końcem, tworzył on własnym sumptem wydania swoich dzieł, umieszczając w nich akwarele własnego autorstwa. Praca chałupnicza, wymagająca zaangażowania nie tylko w treść, ale również w formę, za każdym razem inną. Zastanawiam się, co Hesse mógłby uczynić w dzisiejszych czasach, przy tym ogromie możliwości związanych z technologią.

Oprócz tego...


Postanowiłem z tej potężnej biografii zrobić swego rodzaju kolaż, który ukazywałby Hermanna Hessego w różnych ujęciach. Utkwiła mi reprodukcja obrazu Arnolda Bocklina pt. Wyspa umarłych, z którą pisarz nie rozstawał się w pewnym okresie swojego życia. Można powiedzieć, że obraz ten był dla niego tym, czym dla nas jest aktualnie plakat dobrego zespołu muzycznego lub aktora:



Poniżej zaś przedstawiam znalezione przeze mnie utwory oraz autorów, do których Hermann Hesse był przywiązany. Może ktoś skorzysta z podpowiedzi dobrej lektury.
  • Bhagawadgita (Pieśni Pana) 
  • Edward Bellamy, W roku 2000 
  • Jacob Burckardt, Rozważania o historii powszechnej, Kultura Odrodzenia we Włoszech 
  • Joseph von Eichendorff, Z życia nicponia 
  • Johann Wolfgang von Goethe, Zmyślenie i prawda, Wilhelm Meister, Lis przechera 
  • E.T.A. Hoffmann, Złoty garnek 
  • Ernst Jünger, Przy murze czasu 
  • Gottfried Keller, Zielony Henryk 
  • Novalis, Henryk von Ofterdingen 
  • Paul Sabatier, Życie św. Franciszka z Asyżu

  • Fiodor Dostojewski
    Maszyna do pisania Hermanna Hessego
  • Heinrich Heine 
  • Tomasz i Henryk Mannowie 
  • Fryderyk Nietzsche 
  • Wilhelm Raabe 
  • Adalbert Stifter 
  • Theodor Storm 
  • Robert Walser


Wilk stepowy...


Na zakończenie tej wyprawy do świata Hermanna Hessego dwa cytaty z Wilka stepowego i trailer filmu Wilk stepowy z 1972 roku. Czy "wesołe łowy..." czegoś Wam nie przypominają?
Pociągnął mnie napis:

Hejże na wesołe łowy
Wielkie polowanie na samochody

Otworzyłem wąskie drzwi i wszedłem do środka. Coś gwałtownie wciągnęło mnie w głośny i pełen podniecenia świat. Ulicami pędziły samochody, po części opancerzone, i urządzały polowanie na pieszych, miażdżyły i unicestwiały, rozgniatając o mury domów. Zrozumiałem od razu: była to walka między ludźmi a maszynami, od dawna przygotowywana, długo oczekiwana, długo ze strachem przewidywana i wreszcie doprowadzona do wybuchu. Wszędzie leżały ciała zabitych i poszarpanych, wszędzie potrzaskane, pogięte, na wpół spalone samochody, nad opustoszałym pobojowiskiem krążyły samoloty; z wielu dachów i okien także i do nich strzelano ze strzelb i karabinów maszynowych. Dzikie, wspaniale podniecające afisze o wielkich, płonących jak pochodnie literach, rozlepione na wszystkich murach, nawoływały naród, by wreszcie ujął się za ludźmi przeciw maszynom, by wreszcie pozabijał tłustych, pięknie ubranych, pachnących bogaczy, którzy za pomocą maszyn wyciskają tłuszcz z bliźnich, by pozabijał ich wreszcie wraz z wielkimi, kaszlącymi, wściekle warczącymi, diabelnie turkoczącymi samochodami, by wreszcie podpalił fabryki i sponiewieraną ziemię nieco uprzątnął i wyludnił, aby znów mogła rosnąć trawa, by zakurzony świat cementu mógł znowu stać się czymś takim jak las, łąka, pastwisko, strumyk i moczar. Natomiast inne plakaty, cudownie namalowane, wspaniale wystylizowane, utrzymane w delikatniejszych, mniej jarmarcznych barwach, niesłychanie mądrze i inteligentnie zredagowane, w przeciwieństwie do tamtych plakatów wzruszająco ostrzegały ludzi posiadających i zamożnych przed grożącym chaosem i anarchią, przedstawiały w sposób naprawdę rozczulający błogosławieństwo porządku, pracy, własności, kultury i prawa, wychwalały maszyny jako największy i najnowszy wynalazek człowieka, dzięki któremu ludzie staną się bogami. Z zadumą i podziwem czytałem te plakaty, zarówno czerwone, jak i zielone, bajecznie działała na mnie ich płomienna wymowa, ich zniewalająca logika, miały rację; głęboko przekonany stawałem to przed jednym, to przed drugim, aczkolwiek przeszkadzała mi w tym dość ostra strzelanina dookoła. No cóż, sprawa zasadnicza była jasna: toczyła się wojna, gwałtowna, rasowa i niezwykle sympatyczna, w której nie chodziło o cesarza, republikę, granice, chorągwie i barwy, i tym podobne raczej dekoracyjne i teatralne rekwizyty, a w gruncie rzeczy o łajdactwa, lecz taka wojna, w której każdy, któremu było zbyt duszno na świecie i któremu życie niezbyt już smakowało, dawał dobitny wyraz swemu niezadowoleniu i dążył do zapoczątkowania powszechnego zniszczenia tego cywilizowanego świata blichtru. Widziałem, jak żądza niszczenia i mordowania jasno i śmiało wyzierała z roześmianych oczu, a i we mnie rozkwitały wysoko i bujnie te czerwone, dzikie kwiaty, a oczy też się śmiały. Z radością włączyłem się do walki.
Tak to jest: czytelnik najwyższego stopnia nie jest już w ogóle czytelnikiem. Gwiżdże na Goethego. Nie potrzebuje Szekspira. Czytelnik ostatniego stopnia w ogóle już nie czyta. Po co mu książki? Czyż nie ma całego świata w sobie samym?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz