19.06.2014

„Dziennik zimowy” Paula Austera – czy to rzeczywiście zima życia?

Móc mówić o Paulu Austerze i jego Dzienniku zimowym to przede wszystkim otrzeć się wcześniej o jego twórczość, pisarską i filmową. Przypadek sprawia, że znajdujemy to, czego szukamy, nie inaczej jest u mnie. Szukałem jakiś czas temu książki, która dałaby mi wskazówki podczas przechodzenia przez trudny okres choroby mojego ojca. Znalazłem w antykwariacie Wynaleźć samotność Paula Austera z opowieścią pt. Portret człowieka niewidzialnego. Nie znalazłem odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i wątpliwości, ale wziąłem za dobrą monetę ponowne zainteresowanie się samym Austerem, jedną z kluczowych postaci szołbiznesu w czasach młodości - oczywiście nie takiego szołbiznesu, z jakim mamy do czynienia aktualnie. Nie znalazłem żadnej rady dotyczącej ojca, natomiast pojawiła się Trylogia nowojorska dzięki pewnej znajomej, później obejrzałem Dym, Brooklyn Boogie oraz Lulu na moście, i wreszcie okazało się, że równolegle z moim ponownym zainteresowaniem Paulem Austerem pojawiła się jego autobiografia pt. Dziennik zimowy.

Jak można odebrać tę opowieść? Wkraczając w świat Austera ma się ogromną chęć zagłębienia we własne wspomnienia, czytając akapit po akapicie ukazuje się nam świat, który pomimo tego, że jest odległy czasowo (Auster urodził się w 1947 roku), i różni się od naszego również przestrzenią i kulturą (Stany Zjednoczone od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku do 2011 roku), to jednak zauważamy wiele wspólnego z naszym życiem. Życie Austera ukazane jest w pozornie chaotyczny sposób, ogromne przeskoki czasowe, pozornie nieistotne elementy życia często są wyolbrzymiane, inne, z naszego punktu widzenia istotne, poruszane są z ledwo dostrzegalnym zainteresowaniem uwiecznienia. O wspomnianym przeze mnie ojcu dowiadujemy się niewiele i zostajemy odesłani do Portretu człowieka niewidzialnego. Pojawia się zaś matka, która opisana została z ogromną wnikliwością i dziwnym zrządzeniem losu tu właśnie znalazłem odpowiedzi i wskazówki, o których myślałem wcześniej. Warto przytoczyć fragmenty jednego z najlepszych opisów traumy po śmierci bliskiej osoby, rodzica, jakie kiedykolwiek czytałem:

Jesteś otępiały i pusty w środku, niezdolny do myślenia i choć jest to ostatnia rzecz, jakiej byś się akurat spodziewał („Od lat słyszałem jej tak szczęśliwej”), nie dziwisz się słowom Debbie, nie wpadasz w rozpacz i szok, nie jesteś nawet przybity. Co się z tobą dzieje niedobrego?, pytasz sam siebie. Właśnie umarła ci matka, a ty zamieniłeś się w kawał drewna. […] Żadnych łez, żadnego wycia z bólu, żadnego smutku – tylko chwiejne poczucie grozy, które narasta w tobie. […] Rozproszone myśli, myśli nieistotne, wciąż brak impulsu, by wybuchnąć łzami, by załamać się i opłakiwać matkę z należycie okazanym smutkiem i żalem. […] Leżąc na wznak, czujesz, że krew przestaje krążyć w żyłach, a kończyny stopniowo zmieniają się w beton... […] Nie potrafiłeś płakać. Nie potrafiłeś rozpaczać jak inni ludzie, więc twoje ciało się załamało i odprawiło rozpacz za ciebie.

Oczywiście są to wycinki, te dotyczące niemożności wykrzesania żalu i smutku. Cały fragment bezpośredniego zmagania się ze śmiercią matki rozciągnięty jest aż na dziesięć stron i nie da się umieścić całości. Zainteresowanych odsyłam do publikacji krakowskiego Znaku, strony 116-126.

Jednakże w Dzienniku zimowym przeważa życie. Życie, które jak każde, jest sumą wzlotów i upadków, życie jako nieprzerwana nauka i spoglądanie na przeszłość bez kaca moralnego i bez ogromnej tęsknoty do tego co minęło. Przede wszystkim zaś życie, w którym istnieje wiele miłości do żony, do najbliższych.

Ci, którzy nie znają twórczości Austera mogą bez problemu przeczytać historię człowieka spełnionego i odnaleźć nowe spojrzenie na świat nas otaczający. Osoby znające dokonania pisarza z pewnością z rozbawieniem przypomną sobie filmy Dym i Brooklyn Boogie po przeczytaniu takiego fragmentu:

Twój przyjaciel Spiegelman (najbardziej namiętny palacz, jakiego znasz) kiedykolwiek zagadnięty o to, dlaczego pali, niezmiennie odpowiada: „Bo lubię kaszleć”.

Zapewniam, że takich smaczków jest znacznie więcej, choć nie tak zabawnych. Bo przecież Paul Auster właśnie wkroczył w zimę życia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz