09.06.2014

Ćpun Williama Burroughsa - tylko dla orłów

Ładnych parę lat temu Maciej Maleńczuk występował w sopockim Sfinksie. Było to w czasach, kiedy jeszcze nie martwił się zbytnio o swój wygląd zewnętrzny i nie poddawał się operacjom plastycznym. W przerwie między piosenkami jeden z widzów krzyknął:
- Maleńczuk, dawaj heroinę!!!
Na co Maleńczuk swoim specyficznym rozciągniętym głosem odpowiedział:
- Kolego, heroina jest tylko dla orłów.
Chodziło o ten utwór i o coś jeszcze w podtekście:



To „coś jeszcze” to dobry temat na książkę. Urodzeni w czasach późnej komuny mieli My, dzieci z dworca ZOO (wydano ostatnio dalszy ciąg losów Christiane Very Felscherinow pt. Życie mimo wszystko), urodzeni w latach dziewięćdziesiątych mieli już produkt z własnego podwórka mieli Heroinę Tomasza Piątka. Śledząc losy pokoleń i książek „uwikłanych” w najtwardszy narkotyk świata warto przyjrzeć się wydanej ostatnio w wydawnictwie 'vis-a-vis etiuda' powieści Ćpun Williama Burroughsa.

Wiele książek traktujących o narkotykach jest „skrzywionych” moralizatorskim tonem i zawierających przestrogę dla innych. W przypadku Ćpuna mamy do czynienia z relacją zatwardziałego ćpuna (narrator oczywiście w większości ustępów przypomina nam o samym Williamie Burroughsie), który tylko albo aż pokazuje obraz życia amerykańskich narkomanów w latach... pięćdziesiątych XX wieku. Mamy tu wszystko, podstawy psychospołeczne wejścia w nałóg, ciągi, narkotykowe remisje, instytucje „odwykowe”, działania władz i policji, mechanizmy handlu, słowem wszystko to, czym otacza się narkoman. Ciekawym aspektem w tym układzie jest osobista wypowiedź Williama Lee (pseudonim Burroughsa), który jako człowiek uzależniony jest w stanie wytłumaczyć z medycznego punktu widzenia działanie opiatów na organizm, jest również w stanie podpowiedzieć medykom, co jest w stanie z dobrym skutkiem pomóc wyjść bezboleśnie z nałogu. Chodzi tu o leki antyhistaminowe (antyalergiczne), gdyż uważa on głód narkotykowy za swoistego rodzaju alergię. Nie wiem czy stosuje się ten typ lekarstw na odwyku, ale trzeźwy i rzetelny opis burrooughsowskich doświadczeń może stanowić podstawę do stwierdzenia, że „coś jest na rzeczy”.

Burroughs ukazuje życie narkomanów w sposób, że nie chce się mieć z nimi nic do czynienia. Możemy sobie wyobrazić jak wydarzenia przedstawione w książce działały na ułożone i schludne amerykańskie społeczeństwo lat pięćdziesiątych. Jednak obce dla chłopców z ładnymi fryzurami i w baseballówkach tereny i doświadczenia były dobrym tematem na sprzedaż. Wydana w kwietniu 1953 roku książka sprzedała się w ciągu 8 miesięcy w ilości ponad 113 tys. egzemplarzy. O czym mogło przeczytać dostatnie społeczeństwo Stanów Zjednoczonych czasów powojennych? Podajmy przykład:

Niektórzy ludzie są uczuleni na prochy. Jednego razu przyniosłem Marvinowi kapsułkę, a on ją od razu zużył. Wyglądałem przez okno, bo patrzenie na gościa, który szuka żyły, może człowieka rozłożyć nerwowo. Gdy się obejrzałem, pompka była wypełniona krwią. Stracił przytomność i krew cofnęła się do kroplomierza. 
Zawołałem Nicka , który wyszarpnął igłę i zaczął uderzać Marvina po twarzy mokrym ręcznikiem. Chłopak zaczął przychodzić do siebie i coś wymamrotał. 
[…] 
Wyglądał jak trup, leżąc tak bezwładnie na brudnym, rozbebeszonym łóżku. Zwiotczałe ramię wystawało poza krawędź, a w zgięciu łokcia powoli zbierała się kropla krwi.

Ciekawym podtematem jest ukazanie przez Burroughsa możliwości wyboru między heroiną i akoholem. Podczas jedego z samodzielnych odwyków główny bohater zaczął pić alkohol. Skutkiem tego było wpadnięcie w inny nałóg i tego konsekwencje:


Nigdy w życiu nie byłem taki chory. Mdłości szarpały moim ciałem jak konwulsje. Ike podtrzymywał mnie nad sedesem, gdy wyrzygiwałem z siebie kolejną malutką porcję żółci. 
[…] 
- Śmierdzi tu sikami. Któryś z tych kotów musiał naszczać na łóżko. 
- Bill, to ty śmierdzisz sikami. 
 […]

Niewiele wiedziałem o zatruciu moczowym. Kobieta, przelotnie poznana w Teksasie, umarła na to po tym, jak przez bite dwa tygodnie piła co godzinę butelkę piwa, dzień i noc.

[…]

To był chiński lekarz, jeden z tych, którzy przepisywali Ike'owi. Stwierdził, że to nie uremia, skoro moge sikać i nie boli mnie głowa.

[…]

- Mówi, że to nic poważnego. Mówi, żebyś przestał pić. Mówi, żebyś już lepiej wrócił do ćpania, niż tak się zachlewał na umór.

Przypomina to trochę zabieg zastosowany w Trainspotting, gdzie już nie wiadomo co jest gorsze: narkotyki czy alkohol. Bill wybrał drogę narkomana, dorastając z czasem do decyzji, aby przenieść swe zainteresowania z heroiny na yage, indiański specyfik o działaniu halucynogennym, jak pisze narrator w Ćpunie, powodujący zdolności telepatyczne:

Może znajdę w yage to, czego nie dawała mi hera, trawa, koka. Yage może być hajem ostatecznym.

Wbrew obiegowej opinii o krótkiej długości życia narkomanów William Burroughs: ćpun, przypadkowy morderca, biseksualista, jeden z najważniejszych pisarzy amerykańskich XX wieku, dożył 83 lat, umierając w 1997 roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz