19.06.2014

„Dziennik zimowy” Paula Austera – czy to rzeczywiście zima życia?

Móc mówić o Paulu Austerze i jego Dzienniku zimowym to przede wszystkim otrzeć się wcześniej o jego twórczość, pisarską i filmową. Przypadek sprawia, że znajdujemy to, czego szukamy, nie inaczej jest u mnie. Szukałem jakiś czas temu książki, która dałaby mi wskazówki podczas przechodzenia przez trudny okres choroby mojego ojca. Znalazłem w antykwariacie Wynaleźć samotność Paula Austera z opowieścią pt. Portret człowieka niewidzialnego. Nie znalazłem odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i wątpliwości, ale wziąłem za dobrą monetę ponowne zainteresowanie się samym Austerem, jedną z kluczowych postaci szołbiznesu w czasach młodości - oczywiście nie takiego szołbiznesu, z jakim mamy do czynienia aktualnie. Nie znalazłem żadnej rady dotyczącej ojca, natomiast pojawiła się Trylogia nowojorska dzięki pewnej znajomej, później obejrzałem Dym, Brooklyn Boogie oraz Lulu na moście, i wreszcie okazało się, że równolegle z moim ponownym zainteresowaniem Paulem Austerem pojawiła się jego autobiografia pt. Dziennik zimowy.

Jak można odebrać tę opowieść? Wkraczając w świat Austera ma się ogromną chęć zagłębienia we własne wspomnienia, czytając akapit po akapicie ukazuje się nam świat, który pomimo tego, że jest odległy czasowo (Auster urodził się w 1947 roku), i różni się od naszego również przestrzenią i kulturą (Stany Zjednoczone od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku do 2011 roku), to jednak zauważamy wiele wspólnego z naszym życiem. Życie Austera ukazane jest w pozornie chaotyczny sposób, ogromne przeskoki czasowe, pozornie nieistotne elementy życia często są wyolbrzymiane, inne, z naszego punktu widzenia istotne, poruszane są z ledwo dostrzegalnym zainteresowaniem uwiecznienia. O wspomnianym przeze mnie ojcu dowiadujemy się niewiele i zostajemy odesłani do Portretu człowieka niewidzialnego. Pojawia się zaś matka, która opisana została z ogromną wnikliwością i dziwnym zrządzeniem losu tu właśnie znalazłem odpowiedzi i wskazówki, o których myślałem wcześniej. Warto przytoczyć fragmenty jednego z najlepszych opisów traumy po śmierci bliskiej osoby, rodzica, jakie kiedykolwiek czytałem:

Jesteś otępiały i pusty w środku, niezdolny do myślenia i choć jest to ostatnia rzecz, jakiej byś się akurat spodziewał („Od lat słyszałem jej tak szczęśliwej”), nie dziwisz się słowom Debbie, nie wpadasz w rozpacz i szok, nie jesteś nawet przybity. Co się z tobą dzieje niedobrego?, pytasz sam siebie. Właśnie umarła ci matka, a ty zamieniłeś się w kawał drewna. […] Żadnych łez, żadnego wycia z bólu, żadnego smutku – tylko chwiejne poczucie grozy, które narasta w tobie. […] Rozproszone myśli, myśli nieistotne, wciąż brak impulsu, by wybuchnąć łzami, by załamać się i opłakiwać matkę z należycie okazanym smutkiem i żalem. […] Leżąc na wznak, czujesz, że krew przestaje krążyć w żyłach, a kończyny stopniowo zmieniają się w beton... […] Nie potrafiłeś płakać. Nie potrafiłeś rozpaczać jak inni ludzie, więc twoje ciało się załamało i odprawiło rozpacz za ciebie.

Oczywiście są to wycinki, te dotyczące niemożności wykrzesania żalu i smutku. Cały fragment bezpośredniego zmagania się ze śmiercią matki rozciągnięty jest aż na dziesięć stron i nie da się umieścić całości. Zainteresowanych odsyłam do publikacji krakowskiego Znaku, strony 116-126.

Jednakże w Dzienniku zimowym przeważa życie. Życie, które jak każde, jest sumą wzlotów i upadków, życie jako nieprzerwana nauka i spoglądanie na przeszłość bez kaca moralnego i bez ogromnej tęsknoty do tego co minęło. Przede wszystkim zaś życie, w którym istnieje wiele miłości do żony, do najbliższych.

Ci, którzy nie znają twórczości Austera mogą bez problemu przeczytać historię człowieka spełnionego i odnaleźć nowe spojrzenie na świat nas otaczający. Osoby znające dokonania pisarza z pewnością z rozbawieniem przypomną sobie filmy Dym i Brooklyn Boogie po przeczytaniu takiego fragmentu:

Twój przyjaciel Spiegelman (najbardziej namiętny palacz, jakiego znasz) kiedykolwiek zagadnięty o to, dlaczego pali, niezmiennie odpowiada: „Bo lubię kaszleć”.

Zapewniam, że takich smaczków jest znacznie więcej, choć nie tak zabawnych. Bo przecież Paul Auster właśnie wkroczył w zimę życia.


Premiera słuchowiska "Święty chaos" w radiowej Trójce

W sobotę, 21 czerwca o godz. 16.00, w Studiu Muzycznym Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej w Warszawie przy ul. Myśliwieckiej 3/5/7 odbędzie się premiera słuchowiska „Święty chaos”. Reżyserii audiobooka Cezarego Harasimowicza podjął się Krzysztof Czeczot.

„Święty chaos” to utrzymana w stylistyce political fiction historia Jamy Ulan – Amerykanki o polsko-tatarskich korzeniach, komandoski i agentki CIA, która podczas akcji w Iraku zostaje rozpoznana przez Al-Kaidę, schwytana i stracona.

12.06.2014

Ponad 300 książek trafi do dzieci z SOS Wiosek Dziecięcych

Książki zostaną przekazane w ramach akcji „Książka dla Dzieciaka”, zorganizowanej przez Księgarnię Internetową Gandalf.

W dniach 19.05-8.06.2014 na stronie gandalf.com.pl każdy klient mógł zakupić jedną lub kilka książek z dedykowanej listy i przekazać za pośrednictwem księgarni dzieciom z SOS Wiosek Dziecięcych. 

Akcja zorganizowana była po raz pierwszy i spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem. Wzięło w niej udział kilkuset klientów, kupując książki w oddzielnych zamówieniach lub przy okazji robionych zakupów.

- Dzięki wielkim sercom i hojności naszych klientów przekażemy dzieciom ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce ponad 300 książek. Serdecznie dziękujemy tym, który wzięli udział w akcji- wszystkim razem i każdemu osobno - mówi prezes Księgarni Gandalf, Anetta Wilczyńska.- Akcję z pewnością powtórzymy - dodaje.

Księgarnia Internetowa Gandalf zysk ze sprzedaży książek dedykowanych akcji przekaże na działalność statutową Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce.

Patronat medialny nad akcją objęły Radio Bajka i Łódzka Gazeta Wyborcza.

10.06.2014

Coś od siebie, coś z siebie

Jak pewnie kilka osób zauważyło blog przeniósł się na inną platformę, teraz mamy do czynienia z bloggerem. Popełniłem też ekonomiczną (chodzi o ekonomię wszelaką) roszadę. Uznałem, że niezbyt da się oferować książki jako produkt, który można sprzedawać i cieszyć się z zadowolenia innych osób lekturą zakupionej pozycji. Proponuję Wam trochę inny typ zaangażowania się w literaturę. Pomyślałem sobie, że warto "recenzować" książki, które w jakiś sposób mnie zaciekawią, może to będzie właściwsza droga ku wzbudzeniu zainteresowania czytaniem, czytaniem jednak wnoszącym coś wartościowego do naszego życia. Ekonomia spada tu na dalszy plan, są wszelakie wielkie domy wysyłkowe, w których znajdziecie opisane przeze mnie książki. Moim planem jest zachęcenie, i nie będą to tylko książki, będzie też miejsce na obraz i dźwięk.

W styczniu podałem na tacy informację o dwóch blogach, którym zacząłem się przyglądać. Jeden z nich, Słabe zdjęcia Mańka, prezentuje cały czas wysoki poziom słabych zdjęć (Mańku, to jest komplement;)). Zaś dwóch panów, którzy jadą do Japonii pod koniec sierpnia, jak to mówi Gonti: wiem, że potraficie, stać Was na więcej!!!:), piszcie coś o Waszych przygotowaniach. Pojawił się też wspomniany w styczniu Dawid, który uruchomił blog pod nazwą Made in Zen i coś mi się wydaję, że poprzez ten totalny "lifting" daje znać, że nastąpiła duża zmiana. I na koniec tych blogowych wynurzeń dość ciekawe zdarzenie. Firma, papiery i pani, która się mną "opiekowała" pod kątem księgowości, a tu blog, i fajnie pisze, pisze w myśl jednej z moich zasad: "take it slow". Tak też nazywa się blog pani Magdy. Zachęcam do lektury:).

Na koniec informacje dotyczące tego, co pojawi się w najbliższych chwilach na tabako.pl. Niezmiennie będą artykuły ze skrzynki redakcyjnej. Do tego "recenzje" w kolejności:

  • kilka książek Ericha Fromma, w jednym poście (wiem, że brzmi to absurdalnie:));
  • Dziennik zimowy Paula Austera;
  • Kronos Witolda Gombrowicza;
  • Borges po taniości;);
  • ADHD, czyli autobiografia Tymona.
A poniżej kilka z moich słabych zdjęć. Czekam z nieukrywanym smutkiem, kiedy to drzewo zostanie "zamienione" na osiedle z lokalami pod wynajęcie (Gdynia Orłowo, przystanek Łowicka).






09.06.2014

Ćpun Williama Burroughsa - tylko dla orłów

Ładnych parę lat temu Maciej Maleńczuk występował w sopockim Sfinksie. Było to w czasach, kiedy jeszcze nie martwił się zbytnio o swój wygląd zewnętrzny i nie poddawał się operacjom plastycznym. W przerwie między piosenkami jeden z widzów krzyknął:
- Maleńczuk, dawaj heroinę!!!
Na co Maleńczuk swoim specyficznym rozciągniętym głosem odpowiedział:
- Kolego, heroina jest tylko dla orłów.
Chodziło o ten utwór i o coś jeszcze w podtekście:



To „coś jeszcze” to dobry temat na książkę. Urodzeni w czasach późnej komuny mieli My, dzieci z dworca ZOO (wydano ostatnio dalszy ciąg losów Christiane Very Felscherinow pt. Życie mimo wszystko), urodzeni w latach dziewięćdziesiątych mieli już produkt z własnego podwórka mieli Heroinę Tomasza Piątka. Śledząc losy pokoleń i książek „uwikłanych” w najtwardszy narkotyk świata warto przyjrzeć się wydanej ostatnio w wydawnictwie 'vis-a-vis etiuda' powieści Ćpun Williama Burroughsa.

Wiele książek traktujących o narkotykach jest „skrzywionych” moralizatorskim tonem i zawierających przestrogę dla innych. W przypadku Ćpuna mamy do czynienia z relacją zatwardziałego ćpuna (narrator oczywiście w większości ustępów przypomina nam o samym Williamie Burroughsie), który tylko albo aż pokazuje obraz życia amerykańskich narkomanów w latach... pięćdziesiątych XX wieku. Mamy tu wszystko, podstawy psychospołeczne wejścia w nałóg, ciągi, narkotykowe remisje, instytucje „odwykowe”, działania władz i policji, mechanizmy handlu, słowem wszystko to, czym otacza się narkoman. Ciekawym aspektem w tym układzie jest osobista wypowiedź Williama Lee (pseudonim Burroughsa), który jako człowiek uzależniony jest w stanie wytłumaczyć z medycznego punktu widzenia działanie opiatów na organizm, jest również w stanie podpowiedzieć medykom, co jest w stanie z dobrym skutkiem pomóc wyjść bezboleśnie z nałogu. Chodzi tu o leki antyhistaminowe (antyalergiczne), gdyż uważa on głód narkotykowy za swoistego rodzaju alergię. Nie wiem czy stosuje się ten typ lekarstw na odwyku, ale trzeźwy i rzetelny opis burrooughsowskich doświadczeń może stanowić podstawę do stwierdzenia, że „coś jest na rzeczy”.

Burroughs ukazuje życie narkomanów w sposób, że nie chce się mieć z nimi nic do czynienia. Możemy sobie wyobrazić jak wydarzenia przedstawione w książce działały na ułożone i schludne amerykańskie społeczeństwo lat pięćdziesiątych. Jednak obce dla chłopców z ładnymi fryzurami i w baseballówkach tereny i doświadczenia były dobrym tematem na sprzedaż. Wydana w kwietniu 1953 roku książka sprzedała się w ciągu 8 miesięcy w ilości ponad 113 tys. egzemplarzy. O czym mogło przeczytać dostatnie społeczeństwo Stanów Zjednoczonych czasów powojennych? Podajmy przykład:

Niektórzy ludzie są uczuleni na prochy. Jednego razu przyniosłem Marvinowi kapsułkę, a on ją od razu zużył. Wyglądałem przez okno, bo patrzenie na gościa, który szuka żyły, może człowieka rozłożyć nerwowo. Gdy się obejrzałem, pompka była wypełniona krwią. Stracił przytomność i krew cofnęła się do kroplomierza. 
Zawołałem Nicka , który wyszarpnął igłę i zaczął uderzać Marvina po twarzy mokrym ręcznikiem. Chłopak zaczął przychodzić do siebie i coś wymamrotał. 
[…] 
Wyglądał jak trup, leżąc tak bezwładnie na brudnym, rozbebeszonym łóżku. Zwiotczałe ramię wystawało poza krawędź, a w zgięciu łokcia powoli zbierała się kropla krwi.

Ciekawym podtematem jest ukazanie przez Burroughsa możliwości wyboru między heroiną i akoholem. Podczas jedego z samodzielnych odwyków główny bohater zaczął pić alkohol. Skutkiem tego było wpadnięcie w inny nałóg i tego konsekwencje:


Nigdy w życiu nie byłem taki chory. Mdłości szarpały moim ciałem jak konwulsje. Ike podtrzymywał mnie nad sedesem, gdy wyrzygiwałem z siebie kolejną malutką porcję żółci. 
[…] 
- Śmierdzi tu sikami. Któryś z tych kotów musiał naszczać na łóżko. 
- Bill, to ty śmierdzisz sikami. 
 […]

Niewiele wiedziałem o zatruciu moczowym. Kobieta, przelotnie poznana w Teksasie, umarła na to po tym, jak przez bite dwa tygodnie piła co godzinę butelkę piwa, dzień i noc.

[…]

To był chiński lekarz, jeden z tych, którzy przepisywali Ike'owi. Stwierdził, że to nie uremia, skoro moge sikać i nie boli mnie głowa.

[…]

- Mówi, że to nic poważnego. Mówi, żebyś przestał pić. Mówi, żebyś już lepiej wrócił do ćpania, niż tak się zachlewał na umór.

Przypomina to trochę zabieg zastosowany w Trainspotting, gdzie już nie wiadomo co jest gorsze: narkotyki czy alkohol. Bill wybrał drogę narkomana, dorastając z czasem do decyzji, aby przenieść swe zainteresowania z heroiny na yage, indiański specyfik o działaniu halucynogennym, jak pisze narrator w Ćpunie, powodujący zdolności telepatyczne:

Może znajdę w yage to, czego nie dawała mi hera, trawa, koka. Yage może być hajem ostatecznym.

Wbrew obiegowej opinii o krótkiej długości życia narkomanów William Burroughs: ćpun, przypadkowy morderca, biseksualista, jeden z najważniejszych pisarzy amerykańskich XX wieku, dożył 83 lat, umierając w 1997 roku.

05.06.2014

Aplikacja bardzo kulturalna

Darmowe bilety do teatru, kina czy opery, najnowsze albumy muzyczne i ciekawe książki. To nagrody, które za uczestnictwo w życiu kulturalnym miasta otrzymają użytkownicy bezpłatnej aplikacji Kod Kultury Miasta. Jest ona nośnikiem nowoczesnego programu, który ma zwiększyć uczestnictwo mieszkańców w kulturze.

W życiu kulturalnym bierze udział zaledwie odsetek polskiego społeczeństwa. Pomimo tego, że oferta instytucji kulturalnych jest coraz bogatsza i atrakcyjniejsza, aktywne uczestnictwo deklaruje jedynie nieco ponad 3% Polaków. Toczy się dyskusja, w jaki sposób zmienić tę sytuację i zachęcić ludzi do odwiedzania teatrów, muzeów czy filharmonii. Naprzeciw tym oczekiwaniom wyszedł Wrocław, który przygotowuje się do tego, by w 2016 roku godnie nosić tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Wydział Kultury postanowił uruchomić program Kod Kultury Miasta, który nagradza za aktywność kulturalną. Nośnikiem Kodu Kultury Miasta jest intuicyjna i atrakcyjna wizualnie aplikacja. Mogą z niej skorzystać zarówno użytkownicy telefonów z systemem iOS, jak i szersze grono użytkowników Androida.

Jak to działa? Aplikacja zainstalowana na smartfonie umożliwia zbieranie punktów za każdą wizytę w muzeum, teatrze czy kinie. Jej funkcjonowanie opiera się na kodzie QR, unikalnym dla każdego użytkownika. Kupując bilety w danej instytucji kulturalnej, wystarczy zbliżyć kod QR do czytnika, a punkty automatycznie zostaną zapisane na koncie. W dowolnym momencie można wymieć je na nagrody w postaci darmowych biletów, zniżek czy nagród rzeczowych.

Aplikacja jest atrakcyjna wizualnie i przyjazna w użytkowaniu. Z żółtej ikonki wita nas ludzik w meloniku, który zgrabnie układa się w kształt litery K. Korzystanie z aplikacji jest bardzo intuicyjne. Poza zbieraniem punktów, umożliwia ona również sprawdzanie ilości zgromadzonych punktów oraz przeglądanie dostępnych nagród. Kod Kultury Miasta posłuży użytkownikom także za przewodnik po aktualnych wydarzeniach kulturalnych we Wrocławiu. Intencją twórców jest stworzenie społeczności wokół Kodu Kultury Miasta. – W przyszłości za pomocą aplikacji będziemy mogli ocenić dany spektakl oraz przeczytać opinie innych użytkowników na jego temat – mówi Grzegorz Jabłoński z firmy Fream, twórca aplikacji. – Program jest zintegrowany z innymi platformami społecznościowymi, dlatego z łatwością podzielimy się ze znajomymi na Facebooku, że właśnie obejrzeliśmy premierowy pokaz „Transformersów” – dodaje.



Projekt Kod Kultury Miasta dzięki nowoczesnej aplikacji został dostosowany do potrzeb rosnącej liczby użytkowników nowych technologii. Jednak program nie wyklucza osób, które nie korzystają ze smartfonów. Dla wspomnianej grupy nośnikiem kodu jest specjalna karta. Warto dodać, że zarówno nośnik formie karty, aplikacja, jak i korzystanie z systemu są bezpłatne.

Aplikacja Kod Kultury Miasta ma zachęcić użytkowników do większego udziału w wydarzeniach kulturalnych – im częściej będą w teatrze czy muzeum, tym więcej otrzymają promocyjnych biletów na kolejne wydarzenia. Na razie program jest unikalny w skali kraju i skorzystamy z niego wyłącznie we Wrocławiu. Jeśli pomysł okaże się strzałem w dziesiątkę i zachęci społeczeństwo do czynnego uczestnictwa w życiu kulturalnym, być może zaadaptują go również inne polskie miasta.

Więcej informacji o programie, nagrodach oraz lista instytucji, które obecnie włączyły się do programu na :www.wroclaw.pl/kodkultury.

01.06.2014

Szara eminencja Aldousa Huxley'a – studium wypaczenia wiary

Wszyscy znają kardynała Richelieu, zapewne poprzez przygody zapisane na kartach książki Dumasa Trzej muszkieterowie. Nie pamiętam jednak czy zły Richelieu z powieści czy adaptacji filmowych pojawił się wraz ze swoim doradcą i duchowym pokrzepicielem, ojcem Józefem. W życiu przedklasztornym był szlachcicem i nazywał się Francois Le Clerc du Tremblay, w klasztorze zaś przybrał imię Józefa i jak opisał to Aldous Huxley w biografii pt. Szara eminencja był ojciec Józef równie ważną postacią XVII-wiecznej polityki wewnętrznej i zagranicznej Francji jak wspomniany kardynał Richelieu.

Szara eminencja nie jest typowym przykładem biografii, jest raczej wielowątkową pracą naukową, której głównym zadaniem jest wyjaśnienie poczynań ojca Józefa na płaszczyźnie wewnętrzno-duchowej i zewnętrzno-politycznej i związanych z tym problemów. Sam Huxley ukuł dwa pseudonimy Józefa określające specyficzną dwoistość jego poczynań: dla duchowych uniesień zastosował on przydomek Ezechiel, dla politycznych poczynań zaś wybrał Tenebroso-Cavernoso. Ciągłe przeistaczanie się z Ezechiela w Tenebroso-Cavernoso i odwrotnie przypomina często echa powieści Stevensona o doktorze Jekkylu i panu Hyde. W przypadku pracy Huxley'a mamy jednak do czynienia z dogłębną analizą wnętrza i zewnętrza zdyscyplinowanego kapucyna, który w mistyczny sposób chce bezpośredniego kontaktu z Bogiem, z drugiej jednak strony jako obrońca monarchii pod wodzą Bourbonów, para się zagraniczną polityką Francji, której konsekwencjami są wojna trzydziestoletnia, głód, mordy, gwałty i kanibalizm.
Aldous Huxley rozpoczyna od fabularyzowanej opowieści o marszu boso ojca Józefa wraz z dwoma innymi kapucynami z Paryża do Madrytu i z Madrytu do Rzymu. Przechowując pod swoim habitem listy królewskie traci podczas podróży swoich współtowarzyszy, sam zaś dochodzi do Rzymu tylko i wyłącznie dzięki praktykom kontemplacyjnym, znanym dawniejszym i współczesnym mu mistykom. W dalszej części autor biografii sięga w swojej analizie postępowania ojca Józefa w różne rejony życiorysu, ale również wykracza poza kanon zwykłego spisywania dziejów swojego bohatera. Huxley przygląda się przeczytanym przez Józefa księgom dotyczącym praktykom medytacyjnym, znajduje pewne źródła zachowań typowe dla religii Wschodu, w ciekawy sposób ukazuje praktyki dyplomatyczne stosowane przez kapucyna w celu osiągnięcia korzyści dla swojego kraju, posuwając się do unaocznienia konsekwencji tychże działań na przykładzie„reporterskich” scen Jacquesa Callota z tamtego okresu:





Podczas analizowania motywów działania ojca Józefa Huxley ukazuje ogromną ignorancję mnicha wobec otaczających go wydarzeń. Autor biografii zastanawia się jak tak wielka osobowość nie była w stanie znaleźć jakichś wskazówek w historii, gdyż jak wiadomo „historia kołem się toczy”. Odpowiedź znajduje w specyficznym postrzeganiu wydarzeń politycznych i społecznych przez aktywnych polityków, a takim właśnie człowiekiem był ojciec Józef:
Działania (polityków) są rekomendowane na podstawie założenia, że ich podjęcie musi przynieść ostateczne i trwałe rozwiązanie wszystkich problemów, jak to, które wg Marksa miało być skutkiem powstania społeczeństwa bezklasowego, lub też obejmujące niezwykle długą perspektywę czasową, jak tysiącletnia przyszłość przepowiadana reżimom Mussoliniego i Hitlera […]. Zwolennicy Richelieuroztaczali wizje złotej ery Bourbonów, która miała trwać dłużej niż hipotetyczna era nazizmu czy też faszyzmu, ale krócej (ponieważ jednak była czasowo ograniczona) niż końcowe bezklasowe stadium komunizmu.
W takich kategoriach myślał ojciec Józef. Jeśli dodać do tego przeświadczenie, iż dynastia Bourbonów miała być tą jedyną, tą boską, to mamy wtedy do czynienia z zapatrzeniem ojca Józefa we Francję jako materializację królestwa niebieskiego na Ziemi. Tak realną materializację, że w swych pomysłach ten kapucyński mnich ocierał się o wskrzeszenie krucjat krzyżowych z Francją w roli narodowego przywódcy. Spoglądając na taką wersję mistycyzmu jesteśmy w stanie przyrównać wiarę ojca Józefa do fanatycznych obrońców katolicyzmu niż zbliżania się do Boga poprzez kontemplację. Sam Józef doskonale zdawał sobie sprawę z pułapki, w którą wpadł i z której nie mógł się wyswobodzić. Pod koniec życia pisał m.in.:
Wiem z doświadczenia – ja, który za moje przewiny i za to, że wykorzystałem czas dany mi przez Boga, tak rzadko osiągam dziś spokój, myśląc o moim wnętrzu, nieustająco rozpraszany przez najróżniejsze działania – wiem, jak źle jest nie być zjednoczonym z Bogiem, nie oddawać duszy Jezusowi, by z nią postąpił według Swojej woli; wiem też, jak bardzo potrzebne jest do tego dobre towarzystwo, w którym wierni mogą pomagać sobie i umacniać się nawzajem. Gdy o tym myślę, a potem patrzę i widzę, jak ja sam i większość ludzi przeżywa swoje życie, dochodzę do wniosku, że ten świat jest jedynie mrzonką, a my utraciliśmy wszystkie zmysły – bo przecież nie różnimy się niczym, z wyjątkiem pewnych zewnętrznych atrybutów, od pogan i od Turków.

Szara eminencja jest biografią XVII-wiecznego kapucyna na usługach państwa, jest również uniwersalnym studium, dotyczącym wypaczenia idei wielkiej wiary, która w połączeniu z wielką polityką stała się narzędziem do wyrządzania krzywd wobec jednostek jak również całych społeczeństw.