29.10.2013

Łowca androidów

Wiele już napisano o twórczości Philipa Kindreda Dicka, wypada mi jednak dorzucić kamyczek do tego ogródka, ponieważ zauważyłem, że wielu ludzi w ogóle nie zdaje sobie sprawy z istnienia takiego pisarza, a już dziwnym wydaje się fakt, że nie jest znany im film Blade runner. Powiem tylko trochę, możliwym jest, że ktoś później sięgnie do twórczości Dicka lub obejrzy jakiś film na podstawie jego pisarstwa.

Ostatnio powrócił w literackich fascynacjach Philip Kindred Dick. Może to grzech, ale dopiero teraz zmierzyłem się z książkową wersją Łowcy androidów. Oryginał stety niestety jest niewiarygodnie odmienny od filmu i nie dziwię się, że Dick delikatnie mówiąc nie był zachwycony scenariuszem, chociaż reżyserska wersja filmu przypadła mu do gustu. Można powiedzieć, że wersja filmowa to ledwie wycinek rzeczywistości przedstawionej przez pisarza, rzeczywistości "zmanipulowanej" przez twórców filmu. W wielu przypadkach filmy z powodzeniem przenoszą treść książki, tutaj mamy jednak niestety z zaprzeczeniem słowa adaptacja. Raczej nie mogę się zgodzić z propozycją umieszczenia adaptacji powieści Dicka wśród pięciu adaptacji wykonanych lepiej niż wersja książkowa, która została opublikowana na booklips.pl. Odnośnie samego opisu przedstawionego w serwisie w większości przypadków się zgadzam:

Philip K. Dick nie doczekał premiery ekranizacji jednej ze swoich najlepszych powieści pt. "Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”, choć może to i dobrze. W owym czasie łykał pigułki i popijał je whisky, a w liście do producentów „Łowcy androidów” przyznał, że stracił wiarę w science fiction. Widział jedynie pierwsze wersje montażowe i – choć pierwotnie po przeczytaniu scenariusza, uznał, że film będzie o bezmyślnej walce między robotami i łowcami nagród – był produkcją zachwycony. Uznał obraz Ridleya Scotta za „realny, śmiały, pełen szczegółów, autentyczny i cholernie przekonujący” oraz przewyższający powieść. Na szczęście Dick nie dożył premiery „Łowcy Androidów”. Umierałby ze świadomością, że film, w którym pokładał tak wielkie nadzieje, został oszpecony szczęśliwym zakończeniem narzuconym na siłę przez studio. Dopiero wersja reżyserska przywróciła adaptacji wizję najbliższą materiałowi, który miał okazję obejrzeć pisarz. I przy okazji. Monolog Rutgera Hauera na dachu na chwilę przed śmiercią granego przez niego bohatera? Dick go nie napisał. Autorem jest sam aktor, który wyrzucił prawie wszystko ze słabego monologu znajdującego się w oryginale scenariusza. Od siebie dodał płonące statki w pasie Oriona i łzy w deszczu, dzięki czemu przeszedł do historii kina.

Wiadomo że w wielu przypadkach pojawia się u niego "załamanie rzeczywistości", również w Łowcy androidów (lub według oryginalnego tytułu: Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?). Oprócz owej "zwichniętej rzeczywistości" mamy również do czynienia z podejściem filozoficzno-moralnym, bezpośrednio lub pośrednio odwołującym się do zastanej przez nas samych rzeczywistości. Znalazłem taką wypowiedź Dicka na temat swojej twórczości:

Sądzę, że paranoja pod pewnymi względami stanowi współczesne rozwinięcie pierwotnego wrażenia trwale zakodowanego u niektórych - zwłaszcza drobnych - typów zwierzyny, mianowicie poczucia, że jesteśmy nieustannie obserwowani... Według mnie paranoja to atawizm. Jest to przewlekłe zjawisko, które występowało w nas dawno temu, kiedy my - czy też nasi przodkowie - byliśmy bezbronni wobec drapieżników, co wywoływało wrażenie ciągłego i bliskiego zagrożenia...

Owo wrażenie często towarzyszy moim bohaterom.

Czyli po prostu zatawizowałem ich społeczeństwo. Pomimo faktu, iż raczej dzieje się w przyszłości, życie bohaterów zawiera w sobie pewną cząstkę retrospektywną. Ich życie nie odbiega od życia naszych przodków. Wprawdzie sprzęt, którym się posługują, oraz miejsce akcji należą do przyszłości, lecz ich losy stanowią ni mniej, ni więcej tylko odzwierciedlenie przeszłości.

Tak jest w Łowcy androidów, tak też było w życiu samego pisarza, który podejrzewał "lemowski spisek" władz komunistycznych na twórczość samego Dicka, jak również całego nurtu zachodniej literatury sience fiction. Podejrzewano u Philipa Dicka chorobę psychiczną, a sam Stanisław Lem tak wypowiedział się na temat twórczości i osoby Dicka:

Ph. Dick, taki autor z USA, ogłosił otwarty list w ‘Forum’ (organie SF Writers), w którym nazywa mnie szubrawcem, złodziejem, malwersantem, bo jakoby w Polsce wydałem po piracku ‘Ubika’ (on pewno wariat, bo to nieprawda, nawet gdybym chciał, wydawca polski, jako firma państwowa, nie może nic publikować bez prawnie ważnej umowy).

Co by nie mówić o Dicku, jego opowiadania i powieści dają poczucie zagrożenia, że świat, w którym żyjemy i poruszamy się może nie jest prawdziwy, że rzeczywistość nas otaczająca jest sztucznym wytworem, w który zostaliśmy wepchnięci jak w obręb jakiegoś filmu wyświetlanego na kinowym ekranie.

26.10.2013

Mobilne spojrzenie Gdyni na kulturę

gdynia_kultZ myślą o mieszkańcach oraz turystach Wydział Kultury w Gdyni we współpracy z firmą LookSoft przygotowało aplikację mobilną Gdynia KulturalnaGdynia Kulturalna to aplikacja, która ma na celu przybliżenie mieszkańcom oferty kulturalnej Gdyni.


Użytkownicy odnajdą w aplikacji m.in aktualne wydarzenia, kalendarz oraz interesujące miejsca, które warto odwiedzić.


Książka na czekanie

ksiazka na czekaniePrzeglądając ostatnio informacje dotyczące ciekawych inicjatyw związanych z czytelnictwem jako takim, znalazłem interesującą propozycję krzewienia kultury pisania i czytania prosto z rodzinnego 3miasta.