14.11.2013

Artyści dla najuboższych

Jacek Hazuka, Bez słów IX

Dziś, 14 listopada br., we Wrocławiu rozpoczyna się pierwsza z cyklu wystaw obrazów wybitnych polskich artystów, którzy swoje prace przekazali na pomoc najuboższym. To już XIII edycja inicjatywy, której organizatorem jest Fundacja „Bliźniemu Swemu…” działająca na rzecz Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta.



Od dziś aż do 15 grudnia br. wrocławianie będą mogli podziwiać prace artystów w Muzeum Miejskim Wrocławia. Następnie inicjatywa przeniesie się do czterech innych polskich miast – Warszawy, Gdańska, Katowic i Rzeszowa.

Leszek Sokół, Z wizytą
Leszek Sokół, Z wizytą

To w ostatnim z nich, 30 marca 2014 r. (niedziela) odbędzie się aukcja charytatywna, podczas której licytowane będą prace 282 artystów. Zgromadzony tego dnia dochód zostanie przeznaczony na pomoc najuboższym, których otacza opieką Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. Inauguracja wydarzenia połączona z happeningiem artystycznym będzie miała miejsce 20 grudnia w Galerii Narodowej „Zachęta” w Warszawie.


Jacek Hazuka, Bez słów IX
Jacek Hazuka, Bez słów IX

Tegoroczna edycja wystaw i aukcji „Bliźniemu Swemu… 2013/2014”, która jest już trzynastą odsłoną wydarzenia, zgromadziła prace licznych artystów ze świata sztuki. Wśród nich znaleźli się m.in.: Magdalena Abakanowicz, Jan Berdyszak, Tadeusz Dominik, Stefan Gierowski, Edward Dwurnik, Katarzyna Kozyra, Jarosław Modzelewski, Igor Mitoraj, Rafał Olbiński.

Jacek Lipowczan, Polonia
Jacek Lipowczan, Polonia

Inicjatywa jest organizowana przez Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta już od 1990 roku. Przez ten czas stała się jedną z najbardziej znanych inicjatyw tego typu w Polsce.

12.11.2013

Murakami od strony PR

Murakami_PocztowkaW mojej (i pewnie większości czytelników) świadomości dwie pozycje literackie miały ostatnio bardzo dobrą i głośną oprawę reklamowo-PRowską. Te dwie książki to Inferno Dana Browna i Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa Harukiego Murakamiego. Odnośnie ostatniego znalazłem informację jak wygląda przygotowanie nowoczesnej promocji książki na rynku.

Po raz pierwszy premiera książki odbyła się nie w księgarni, a w automacie. Nowa powieść Harukiego Murakamiego, wielokrotnego faworyta do otrzymania literackiej nagrody Nobla, zadebiutowała w automatach na dworcach w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu. W dzień premiery powieści „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” została uruchomiona także pierwsza w Polsce aplikacja mobilna poświęcona pisarzowi – Murakami Notes.

Akcja promująca nową powieść najpopularniejszego japońskiego pisarza łączy – zgodnie z azjatyckim duchem - tradycję z nowoczesnością. Punkt centralny kampanii to trzy automaty, w których kilkanaście godzin wcześniej niż w księgarniach, można było kupić najnowszą książkę Murakamiego. To pierwszy w Polsce przypadek gdy wydawca (Wydawnictwo MUZA SA) zdecydował się na premierę książki w automacie. Maszyny stanęły w halach głównych dworców w Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu i szybko zyskały przydomek „książkomatów”. 5 listopada, już kilka godzin przed uruchomieniem urządzeń, gromadzili się przed nimi fani pisarza. W Warszawie automat został opróżniony po półtorej godzinie.


Murakami_Premiera_Autom



Automaty nawiązują do japońskiej fascynacji technologią, robotami oraz kultury nabywania najróżniejszych produktów w rozsianych po ulicach miast maszynach. Zaś wybór lokalizacji – dworców – został zaczerpnięty bezpośrednio z powieści: bohater japońskiego bestsellera jest inżynierem dworców i często obserwuje odjeżdżające pociągi. Na kilka dni przed premierą najpopularniejsza anglojęzyczna strona poświęcona pisarzowi haruki-murakami.com opublikował newsa na temat polskiej kampanii powieści – od tego momentu informacja o automatach udostępniania jest przez fanów japońskiego pisarza na całym świecie. Automaty będą stały na polskich dworcach do końca listopada.

[youtube=http://youtube.com/watch?v=b7t9uvwZUuw]
Integralną częścią kampanii jest także bezpłatna aplikacja mobilna Murakami Notes, pierwsza w Polsce aplikacja dedykowana pisarzowi (harukimurakami.pl/aplikacja). Stworzona na smartfony z systemami iOS i Android, umożliwia wykonywanie codziennych notatek i poznawanie wyjątkowego świata słowa Harukiego Murakamiego. Każda karta notesu zawiera cytat z jednej z powieści japońskiego pisarza.


Murakami_Aplikacja


Notatką można podzielić się ze znajomymi dzięki funkcji wysyłania wiadomości – drogą smsową bądź e-mailową. Aplikacja o prostym interfejsie posiada także możliwość wyszukania potrzebnych zapisków pośród wcześniej stworzonych notatek. Oprócz biografii mistrza słowa użytkownicy aplikacji mają możliwość zapoznania się ze wszystkimi powieściami pisarza dostępnymi na polskim rynku, a także mogą kupić wybrane tytuły w sklepie internetowym.

W ramach kampanii promocyjnej nowej książki Murakamiego stworzono również specjalne pocztówki nawiązujące do tradycyjnych grafik japońskich i bohaterów książki. Przygotowała je Kaja Kusztra, graficzka i projektantka młodego pokolenia. Pocztówki wysyłane były partiami do dziennikarzy i blogerów przed premierą książki.

Murakami_Pocztowka


Dwie pierwsze zawierające japońskie napisy miały intrygować. Dopiero trzecia pocztówka zdradzała nazwisko autora i tytuł książki. Od 5 listopada mogą je również otrzymać miłośnicy Murakamiego zgromadzeni na profilu facebook.com/murakamipl, który w ciągu trzech miesięcy zgromadził ponad 7 tysięcy fanów. W ramach promocji książki powstała także strona internetowa harukimurakami.pl.

Ostatnim elementem kampanii będzie Ogólnopolska Dyskusja Literacka na temat nowej powieści pisarza. W ciągu jednego dnia (28 listopada) 50 klubów czytelniczych Instytutu Książki w całej Polsce będzie dyskutowało o „Bezbarwnym Tsukuru Tazakim i latach jego pielgrzymstwa”. Synchroniczne czytanie książki przez kilkaset osób w całym kraju będzie drugą tego typu akcją w Polsce.

„Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” dostępny jest w księgarniach od 6 listopada. Książka o życiowej podróży, poszukiwaniu tożsamości i prawdy o swojej przeszłości jest powrotem pisarza do realistycznego stylu docenionego przez czytelników w „Norwegian Wood”. W ciągu tygodnia od premiery w Japonii książka sprzedała się w półtora milionowym nakładzie.

Kampania została przygotowana przez agencję Business & Culture na zlecenie i we współpracy z wydawnictwem MUZA SA.

01.11.2013

E-booki z okazji Halloween - inicjatywa polskich autorów

27 autorów i 27 opowiadań. Ponad 15 tysięcy pobrań poprzednich dwóch części czarodziejskiego zbioru tekstów. Unikalny projekt self-publishingowy szturmem zdobywa e-czytelników. Akcja z udziałem Virtualo i pisarzy dedykowana Halloween umożliwia bezpłatne obcowanie z literaturą.

Pierwsza część „31.10. Halloween po polsku” została wydana w 2011 roku i od razu zyskała sobie kilkutysięczne grono fanów. Opowiadania napisane zostały przez kilkudziesięciu autorów, którzy postanowili stworzyć unikalną wartość. Halloween 31.10 jest projektem mającym na celu z jednej strony aktywizację środowiska autorów, z drugiej strony umożliwienie nawiązania bezpośredniego kontaktu z naszymi czytelnikami. Nie jest działaniem komercyjnym, lecz formą zabawy, mającej przynieść radość i rozrywkę wszystkim uczestniczącym w niej stronom - mówi Kinga Ohendowska, pomysłodawczyni i organizatorka całej akcji.

Zbiór opowiadań zyskał tak dużo czytelników z uwagi na swoją unikalną treść i wysoki poziom napisanych tekstów. Dodatkowo grupa autorów jest świetnie zorientowana w realiach Internetu i potrafi doskonale promować swój projekt. Jest to kwintesencja selfpublishingu - mówi Małgorzata Błaszczyk z Virtualo, które jest partnerem akcji. Self-publishing czyli publikowanie ebooków bez udziału wydawnictwa nadal jest zjawiskiem relatywnie nowym w Polsce, które podbiło Stany Zjednoczone i Europę Zachodnią, jak również kraje azjatyckie. W Virtualo opcja opublikowania e-booków na własną rękę dostępna jest od 2011 roku. Skorzystało z niej do tej pory 800 autorów, którzy wydali prawie 1000 książek. Najlepsi zaczynają powoli to już odczuwać finansowo, zarabiając na wydanych tytułach.

Projekt 31.10 jest inspiracją również dla innych projektów oraz dla indywidualnych autorów. Okazuje się, że można w tej nowej dziedzinie odnieść niemały sukces. W dobie spadku czytelnictwa wydawcy cieszą się, gdy sprzedadzą 5 tysięczny nakład książki. A tymczasem Halloween 31.10 pobrano już 16 500 razy. W ciągu ostatniego roku, na rynku pojawiło się wiele wspaniałych e-antologii opowiadań i cieszymy się niezmiernie, że mieliśmy swój udział w tej przemianie, która dokonała się nie tylko w umysłach czytelników, ale również w samym podejściu autorów. Książka drugiej kategorii, zwana e-bookiem, stała się równoprawną publikacją i zyskuje sobie coraz szersze rzesze zwolenników. Stało się tak głównie ze względu na niższe ceny, sprawną dystrybucję i stale zwiększającą się dostępność czytników elektronicznych -mówi Kinga Ohendowska.


Antologia opowiadań o halloween nie powstaje w zwyczajny sposób. Jak zwykle, żaden z autorów nie wiedział, o czym pisze reszta twórców. To ćwiczenie, związane nie tylko z umiejętnością pracy w grupie, ale również z innym niż czysto literacki rodzajem wyobraźni. Niezwykle trudno jest bowiem stworzyć spójną całość z indywidualnych kontrybucji, pełnych indywidualnego ognia, różniących się postrzeganiem świata, podejściem, a nawet zrozumieniem tematu. Ale przecież nie miało być łatwo, tylko kreatywnie, pasjonująco i co najważniejsze – oczywiście magicznie.

W ramach projektu czytelnicy mogą pobrać za darmo na Virtualo.pl zbór opowiadań 31.10 Księga Cieni - bez DRM, bez ograniczeń, na wszystkie czytniki i urządzenia.

Wszystkie infomacje dotyczące akcji są dostępne na: http://3110.pl


E-booki Halloween 31.10: http://virtualo.pl/?q=31.10



Autorzy opowiadań zbioru 31.10 Księga Cieni:
Kinga Ochendowska – “Księga Cieni”, Paweł Mateja – “Wielkie potwory mistrza Gottentota”, Paweł “DarkAraghel” Rejdak – “Łowcy”, Grzegorz Gajek – “Ode złego”, Marek Rosowski – “Mgła”, Marcin Podlewski – “Serce i wahadło”, Anna Klejzerowicz – “Książka ze szkła”, Marek Ścieszek – “Będzina”, T. J Krzywik – “Groza zza muru”, Anna Rybkowska – “Mistrz lalek”, Maciej Kaźmierczak – “Jedność”, Magdalena Witkiewicz – “Czarownice”, Ewa Bauer – “Narodziny Bogini”, Kornelia Romanowska – “Broń mnie od pokuty”, Robert Rusik – “Po drugiej stronie księgi”, Maciej Lewandowski – “Siedlisko”, Tomasz Czarny – “Potrzeby”, Szymon Adamus – “Spójrz w moje oczy”, Krzysztof Dąbrowski – “I co ja robię tu”, Chepcher Jones – “Ta księga”, Marek Grzywacz – “Pierwsza strona”, Karolina Wilczyńska – “Tam chciałbym się zestarzeć”, Andrzej F. Paczkowski – “Oko czarownicy”, Michał Stonawski – “Cienie”, Kamil Czepiel – “O tym jak ciemność straciła kobietę”, Antonina Kostrzewa – “Powroty”, Krzysztof Maciejewski – “Ścieżka bez nazwy”

Wirtualne życie po życiu

Wszystko wskazuje na to, że w świecie mediów społecznościowych bycie sławnym za życia już nie wystarcza. Kolejnym etapem w walce o popularność i bycie permanentnie lubianym są wpisy pojawiające się po śmierci ich autorów. Na pierwszy rzut oka wydaje się to przekroczeniem granicy śmieszności i świadczy o braku dystansu do samego siebie. Ale czy na pewno?

- Pośmiertne twittowanie czy publikowanie postów na FB w krajach rozwiniętych socialmediowo zaczyna być na porządku dziennym, choć jeszcze kilka lat temu nie mieściło się w głowie nawet największym, internetowym wywrotowcom – mówi Wojciech Borowski, CEO McCann Worldgroup.

Szacuje się, że Facebooka używa już ponad 1,15 miliarda osób. Łączny czas na nim spędzany przekroczył w połowie roku 20 miliardów minut dziennie. I stale rośnie. Według raportu opublikowanego przez Mashable, tylko w 2012 roku na świecie umarło 3 miliony osób, które miały konta na tym portalu. Tylko mały procent z nich w ogóle pomyślało, co stanie się z ich profilami, kiedy połączą się z większością.

Dzięki nowoczesnym aplikacjom i szokującym niejednego z nas stronom internetowym ci, którzy dzięki wynurzaniu się na portalach społecznościowych chcą być sławni i podziwiani za życia, bez najmniejszego problemu mogą być tacy sami także po śmierci. I choć na zdrowy rozsądek, pierwsze zachłyśnięcie social mediami powinno już ustąpić miejsca racjonalizacji i wyciąganiu wniosków, niewiele osób w ogóle ma świadomość, że wizerunek w digitalu można odpowiedzialnie kształtować, zarówno za życia, jak i po śmierci. Pytanie jednak brzmi - czy w ogóle chcemy i powinniśmy to robić?

W XXI wieku śmierć nie musi oznaczać ani ciszy na naszym profilu na portalu społecznościowym, ani sprawić, że znikniemy z monitorów naszych przyjaciół. Paradoksalnie, jeśli tylko chcemy - możemy być na nim dużo bardziej aktywni niż za życia. Aplikacja „If I Die” (jeśli umrę) pozwala pozostawić wiadomość, która zostanie opublikowana po naszej śmierci. To od nas zależy, czy będzie to video, zdjęcie czy wiadomość tekstowa. Treść pokaże się na naszym wallu na Facebooku, dając setkom naszym znajomych szansę na jej komentowanie i polubienie. Wystarczy, że wybierzemy 3 zaufane osoby, które w naszym imieniu potwierdzą, że opuściliśmy ten świat.

LivesOn - aplikacja promowana hasłem: „When your heart stops beating, you’ll keep tweeting” („Gdy twoje serce przestaje bić, będziesz dalej twitował“) pozwala z kolei na kontynuowanie życia na Twitterze, Facebooku i LinkedIn. Działa w oparciu o specjalny algorytm, który przez lata śledzi nasze wpisy na portalach społecznościowych. A gdy umrzemy, wykorzystuje zdobyte informacje do publikowania wiadomości i linkowania stron w tym samym stylu. Jak się można domyślić, LivesOn budzi olbrzymie kontrowersje. Zwolennicy widzą w niej pamiętnik, odtwarzający upodobania i styl pisania zmarłego. Przeciwnicy – wielką mistyfikację i objaw własnej próżności, który nie prowadzi do niczego dobrego.

Jeśli mamy obawę, że nie zdążymy pożegnać się ze wszystkimi osobami, na których nam zależy, lub chcielibyśmy im coś ważnego powiedzieć, a zwyczajnie - nie mamy odwagi, pomoże nam aplikacja DeadSocial. Pozwala ona napisać wiadomość, która zostanie dostarczona do konkretnych osób zaraz po naszej śmierci. Wszystko odbywa się całkowicie wirtualnie - bez zbędnych kopert i prawnika, odczytującego w naszym imieniu ostatnią wolę.

Ale to nie wszystko. Jeśli zależy nam, żeby ktoś zajął się po naszej śmierci naszą tożsamością online, można pomyśleć o stworzeniu sieciowego testamentu. Legacy Locker umożliwia zebranie w jednym miejscu najważniejszych danych (haseł w portalach społecznościowych, danych do kont bankowych online itp.) i określenie osób, które będą miały do nich dostęp - wraz z opcją przypisania konkretnych osób do konkretnych danych. Można też za jego pomocą pozostawić specjalną wiadomość dla bliskich na wypadek naszej śmierci.

My Wonderful Life to z kolei digitalowa oferta dla tych, którzy nie chcą martwić się o swój pogrzeb. Pozwala nie tylko zaplanować pochówek, ale też przekazać w odpowiednim momencie tę informację bliskim. To typowy portal społecznościowy, na którym zakłada się konto, opisuje swój pogrzeb (podając m.in. muzykę, jaka ma być grana czy zdjęcia, które chcemy by wyświetlały się podczas stypy). W poszukiwaniu inspiracji, można też podglądać najciekawsze pomysły innych użytkowników. W czasie rejestracji wybiera się od jednego do sześciu „aniołów”, czyli osoby, które będą miały dostęp do naszego profilu po śmierci.

- Niezależnie od tego, jak bardzo postępowi jesteśmy w temacie odchodzenia, niezależnie czy mieszkamy w biegnącej za trendami Ameryce, by bardziej konserwatywnej Europie - groby i grobowce z niezwykłą historią, budzą w nas zachwyt i skłaniają do refleksji, która nie zawsze jest łatwa, ale zawsze potrzebna. To one dla wielu z nas są gwarancją pamięci o tych, którzy od nas odeszli. To one dają świadectwo kolejnym pokoleniom, że nic nie jest wieczne. Do jakich refleksji skłoni nas przeglądanie pośmiertnych profili naszych przyjaciół na portalach społecznościowych i otrzymywanie od nich maili zza grobu? I jak wpłynie to na sposób, w jaki ich postrzegamy – na te pytania każdy z nas musi odpowiedzieć sobie sam – dodaje Wojciech Borowski.

29.10.2013

Łowca androidów

Wiele już napisano o twórczości Philipa Kindreda Dicka, wypada mi jednak dorzucić kamyczek do tego ogródka, ponieważ zauważyłem, że wielu ludzi w ogóle nie zdaje sobie sprawy z istnienia takiego pisarza, a już dziwnym wydaje się fakt, że nie jest znany im film Blade runner. Powiem tylko trochę, możliwym jest, że ktoś później sięgnie do twórczości Dicka lub obejrzy jakiś film na podstawie jego pisarstwa.

Ostatnio powrócił w literackich fascynacjach Philip Kindred Dick. Może to grzech, ale dopiero teraz zmierzyłem się z książkową wersją Łowcy androidów. Oryginał stety niestety jest niewiarygodnie odmienny od filmu i nie dziwię się, że Dick delikatnie mówiąc nie był zachwycony scenariuszem, chociaż reżyserska wersja filmu przypadła mu do gustu. Można powiedzieć, że wersja filmowa to ledwie wycinek rzeczywistości przedstawionej przez pisarza, rzeczywistości "zmanipulowanej" przez twórców filmu. W wielu przypadkach filmy z powodzeniem przenoszą treść książki, tutaj mamy jednak niestety z zaprzeczeniem słowa adaptacja. Raczej nie mogę się zgodzić z propozycją umieszczenia adaptacji powieści Dicka wśród pięciu adaptacji wykonanych lepiej niż wersja książkowa, która została opublikowana na booklips.pl. Odnośnie samego opisu przedstawionego w serwisie w większości przypadków się zgadzam:

Philip K. Dick nie doczekał premiery ekranizacji jednej ze swoich najlepszych powieści pt. "Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”, choć może to i dobrze. W owym czasie łykał pigułki i popijał je whisky, a w liście do producentów „Łowcy androidów” przyznał, że stracił wiarę w science fiction. Widział jedynie pierwsze wersje montażowe i – choć pierwotnie po przeczytaniu scenariusza, uznał, że film będzie o bezmyślnej walce między robotami i łowcami nagród – był produkcją zachwycony. Uznał obraz Ridleya Scotta za „realny, śmiały, pełen szczegółów, autentyczny i cholernie przekonujący” oraz przewyższający powieść. Na szczęście Dick nie dożył premiery „Łowcy Androidów”. Umierałby ze świadomością, że film, w którym pokładał tak wielkie nadzieje, został oszpecony szczęśliwym zakończeniem narzuconym na siłę przez studio. Dopiero wersja reżyserska przywróciła adaptacji wizję najbliższą materiałowi, który miał okazję obejrzeć pisarz. I przy okazji. Monolog Rutgera Hauera na dachu na chwilę przed śmiercią granego przez niego bohatera? Dick go nie napisał. Autorem jest sam aktor, który wyrzucił prawie wszystko ze słabego monologu znajdującego się w oryginale scenariusza. Od siebie dodał płonące statki w pasie Oriona i łzy w deszczu, dzięki czemu przeszedł do historii kina.

Wiadomo że w wielu przypadkach pojawia się u niego "załamanie rzeczywistości", również w Łowcy androidów (lub według oryginalnego tytułu: Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?). Oprócz owej "zwichniętej rzeczywistości" mamy również do czynienia z podejściem filozoficzno-moralnym, bezpośrednio lub pośrednio odwołującym się do zastanej przez nas samych rzeczywistości. Znalazłem taką wypowiedź Dicka na temat swojej twórczości:

Sądzę, że paranoja pod pewnymi względami stanowi współczesne rozwinięcie pierwotnego wrażenia trwale zakodowanego u niektórych - zwłaszcza drobnych - typów zwierzyny, mianowicie poczucia, że jesteśmy nieustannie obserwowani... Według mnie paranoja to atawizm. Jest to przewlekłe zjawisko, które występowało w nas dawno temu, kiedy my - czy też nasi przodkowie - byliśmy bezbronni wobec drapieżników, co wywoływało wrażenie ciągłego i bliskiego zagrożenia...

Owo wrażenie często towarzyszy moim bohaterom.

Czyli po prostu zatawizowałem ich społeczeństwo. Pomimo faktu, iż raczej dzieje się w przyszłości, życie bohaterów zawiera w sobie pewną cząstkę retrospektywną. Ich życie nie odbiega od życia naszych przodków. Wprawdzie sprzęt, którym się posługują, oraz miejsce akcji należą do przyszłości, lecz ich losy stanowią ni mniej, ni więcej tylko odzwierciedlenie przeszłości.

Tak jest w Łowcy androidów, tak też było w życiu samego pisarza, który podejrzewał "lemowski spisek" władz komunistycznych na twórczość samego Dicka, jak również całego nurtu zachodniej literatury sience fiction. Podejrzewano u Philipa Dicka chorobę psychiczną, a sam Stanisław Lem tak wypowiedział się na temat twórczości i osoby Dicka:

Ph. Dick, taki autor z USA, ogłosił otwarty list w ‘Forum’ (organie SF Writers), w którym nazywa mnie szubrawcem, złodziejem, malwersantem, bo jakoby w Polsce wydałem po piracku ‘Ubika’ (on pewno wariat, bo to nieprawda, nawet gdybym chciał, wydawca polski, jako firma państwowa, nie może nic publikować bez prawnie ważnej umowy).

Co by nie mówić o Dicku, jego opowiadania i powieści dają poczucie zagrożenia, że świat, w którym żyjemy i poruszamy się może nie jest prawdziwy, że rzeczywistość nas otaczająca jest sztucznym wytworem, w który zostaliśmy wepchnięci jak w obręb jakiegoś filmu wyświetlanego na kinowym ekranie.

26.10.2013

Mobilne spojrzenie Gdyni na kulturę

gdynia_kultZ myślą o mieszkańcach oraz turystach Wydział Kultury w Gdyni we współpracy z firmą LookSoft przygotowało aplikację mobilną Gdynia KulturalnaGdynia Kulturalna to aplikacja, która ma na celu przybliżenie mieszkańcom oferty kulturalnej Gdyni.


Użytkownicy odnajdą w aplikacji m.in aktualne wydarzenia, kalendarz oraz interesujące miejsca, które warto odwiedzić.


Książka na czekanie

ksiazka na czekaniePrzeglądając ostatnio informacje dotyczące ciekawych inicjatyw związanych z czytelnictwem jako takim, znalazłem interesującą propozycję krzewienia kultury pisania i czytania prosto z rodzinnego 3miasta.


02.09.2013

Diplodok pojawi się na ekranach kin

DIPLODOKZa czasów komunistycznych komiksy "Skąd się bierze woda sodowa" albo "Podróż smokiem Diplodokiem" były obiektem pożądania każdego szanującego się dzieciaka. Pamiętam, że były kolorowe i z lekka surrealistyczne:).


Za jakiś czas będę miał okazję się przekonać czy przetrwały próbę czasu za sprawą nowoczesnego filmu animowanego, który ma zostać wyprodukowany przez Human Ark. Oto co przyszło na redakcyjnego maila;).


04.08.2013

Na nowo

Po wielu mniejszych i większych trudach udało się wskrzesić bloga tabako.pl. Aktualnie został on przeniesiony na serwery wordpressa i mam nadzieję, że od tej pory będzie wreszcie porządek odnośnie serwerów. Niestety jednej istotnej rzeczy nie udało się przenieść w nowe miejsce, są to zdjęcia. Mam jednak nadzieję, że dla wszystkich czytających właśnie treść jest najważniejsza.

Z nowości, które w międzyczasie miały miejsce ważne jest pojawienie się sklepu z tabakami i akcesoriami do palenia, wszystko pod adresem snuff.com.pl. Na razie jest kilka propozycji dla fanów tabaki lubiących firmę Poeschl, z czasem będzie większy wybór i mam nadzieję, że wszystkim się spodoba oferta.

Jeśli zaś chodzi o tabako.pl to chyba nadszedł czas na wprowadzenie kilkuset angielskich książek sensacyjnych i nie tylko, które miałem okazję dostać od życzliwych;).

18.01.2013

2 tys. ebooków na iPhone'a za 9 zł miesięcznie od Legimi

Kilka tygodni po udostępnieniu użytkownikom iPadów ponad 2000 ebooków w usłudze Czytaj bez limitu Legimi wyznacza kolejny standard na rynku cyfrowych książek. Dzięki opublikowanej aplikacji na iPhone'a posiadacze tych urządzeń mogą czytać bez ograniczeń za jedyne 9 zł miesięcznie.


04.01.2013

Konkurs scenariuszowy Script Pro 2013

Na podstawie scenariusza nadesłanego do konkursu Script Pro może powstać kolejny hit kinowy. Laureaci tegorocznej edycji mogą podzielić sukces filmu ?Jesteś Bogiem?, ?Moja krew?, ?Lęk wysokości?. Autorzy scenariuszy do tych właśnie filmów byli zwycięzcami poprzednich odsłon Script Pro / Hartley ? Merrill. Najbliższe dni to już ostatnia szansa na wysłanie tekstu do konkursu. Zgłoszenia przyjmowane są tylko do 10 stycznia. To czas na ostatnie poprawki. Jeśli ktoś nadal zastanawia się czy wysłać swój scenariusz to niech to po prostu zrobi.


SCRIPT PRO, podobnie jak konkurs Hartley-Merrill, którego jest kontynuacją, stanowi dla scenarzystów wyjątkową szansę ? mówi koordynator Konkursu Adam Ślesicki. ? Finaliści, oprócz stypendiów, dostają możliwość dalszej pracy nad swoimi tekstami pod okiem konsultantów. SCRIPT PRO jest najważniejszym konkursem scenariuszowym w Polsce, a jego założenia wpisują się w misję Szkoły Wajdy - wspierania młodych filmowców na początku ich drogi zawodowej. Zależy nam, by konkurs był tym pierwszym ważnym impulsem, krokiem w kierunku realizacji filmów. Jak pokazuje doświadczenie ostatnich kilku edycji konkursu, duża część zwycięskich scenariuszy znajduje producenta; część z nich już trafiła na ekrany.