03.03.2016

Teatr Syrena uczestnikiem pierwszego w Polsce hackathonu „HackArt”.

Rozpoczął się ogólnopolski hackathon “Hackart”, organizowany przez platformę ChallengeRocket.com we współpracy z instytucjami kultury w Warszawie. W ramach tego projektu teatry, muzea, orkiestry zapraszają programistów, grafików/designerów oraz wszystkie inne osoby mające pomysł na połączenie nowych technologii ze światem kultury.

Programiści z całej Polski nadsyłają swoje propozycje prototypów innowacyjnych aplikacji z przeznaczeniem dla instytucji kultury i sztuki. Dla najlepszych czekają nagrody oraz możliwość współpracy z inwestorami, mentorami oraz beneficjentami tego projektu. Poza Teatrem Syrena udział w wydarzeniu biorą Narodowa Galeria Sztuki - Zachęta, Muzeum Warszawy oraz Orkiestra Sinfonia Varsovia. W jury hackathonu zasiedli m.in. dyrektorzy Teatru Syrena – Jakub Biegaj i Wojciech Malajkat.

Interaktywna forma prezentowania repertuarów, narzędzia wspomagające działalność placówek kulturalnych czy innowacyjne sposoby zainteresowania młodej publiczności wydarzeniami w muzeach, teatrach, filharmoniach - oto przykładowe wyzwania stojące przed uczestnikami hackathonu „HackArt”, pierwszego w Polsce konkursu łączącego środowiska kultury, biznesu i nowych technologii.

Szczegóły znajdują się na stronie: www.hackart.challengerocket.com.

20.02.2016

Anna Dymna czyta "Stryjeńską"

Wyjątkowa opowieść reporterska zagości na antenie Programu 3 już w najbliższy poniedziałek 22 lutego o godz. 11.50. Fani dobrej literatury będą mogli posłuchać kolejnej w tym roku, znakomitej radiowej adaptacji – „Stryjeńska. Diabli nadali” Angeliki Kuźniak w doskonałej interpretacji Anny Dymnej.

Zofia Stryjeńska (1891-1976) była malarką na śmierć i życie, budziła podziw i zawiść, zaznała zarazem wielkiej sławy, jak i nędzy. – Na jej los miała również wpływ chwiejna niepodległość kraju oraz elity kulturalne międzywojennej Polski – Iwaszkiewicz, Lechoń, Tuwim, Pawlikowska-Jasnorzewska, Boy, Witkacy, a zaraz potem Hitler i Stalin – czytamy w zapowiedzi książki „Stryjeńska. Diabli nadali” Angeliki Kuźniak – znakomitej dziennikarki i reportażystki, autorki m.in. „Marlene” (2009) i „Papuszy” (2013).

10.12.2015

"Rozmowy z samym sobą" Jiddu Krishnamurtiego

Poranek był cudowny, a chłodne powietrze, otulając mnie, stawało się coraz zimniejsze. Zapomniałem o wszystkim, nie było niczego oprócz odczucia, że nic nie posiadam.

Niech nikomu nie przyjdzie tutaj jednak na myśl medytacja, gdyż termin został bardzo zafałszowany. Najpowszechniejsze jego rozumienie – dumanie nad czymś, rozważanie czegoś, myślenie o czymś – nosi znamiona trywialności i pospolitości. Jeżeli chcemy zrozumieć naturę medytacji, wówczas powinniśmy zapomnieć o tym, jak ją nazywamy, gdyż za pomocą słów nie da się określić czegoś, co wykracza poza kategorie. Żadne słowo, żadne systemy czy sposoby myślenia, ani też jakiekolwiek ćwiczenia czy umartwianie się nie są w stanie oddać tego, czym jest medytacja. Gdyby medytację – prawdziwą medytację, nie zaś coś, co często bywa pospolite, poddawane manipulacjom, zafałszowane i niejednokrotnie związane ze zdobywaniem znacznej ilości pieniędzy – pojmować poza słowami, wówczas niesie ona ze sobą spokojny i delikatny ruch, który dzieje się poza czasem. Ponownie ogranicza nas słowo ruch. Zakłada ono bowiem istnienie czasu, gdy mnie chodzi o ruch, nie ma początku ani końca. O ruch, który jest falą następującą za falą poprzedzającą, która nie wiadomo skąd się wzięła i która nigdy nie rozpływa się na plaży. Medytacja jest więc czymś na wzór nigdy nie kończącej się fali.

Czas, jakkolwiek byłby spowolniony, jest czymś nieznośnym. Oznacza bowiem wzrost, ewolucję, stawanie się, osiąganie czegoś, uczenie się, zmianę. W tym rozumieniu niewiele różni się on od tego, co ludzie przypisują medytacji. Jednakże czas nie powinien mieć z nią nic wspólnego. Jest on bowiem związany z działaniem woli, z pożądaniem, a przecież pod żadnym pozorem nie można pożądać medytacji – właściwe znaczenie tego słowa jest nieuchwytne dla ucha – gdyż wybiega ona daleko poza znaczenie przypisywane temu terminowi.
Siedzę na skale i podziwiam błękitne niebo – jakże niezwykle błękitne, powietrze jest czyste, niczym nie skażone. Daleko za wzgórzami rozciąga się pustynia, której sporą połać można dostrzec z tego miejsca. Doprawdy wszystko dociera do mniejakby poza czasem. Jedynie sama percepcja może wyrazić to, czym rzeczywiście jest.

24.09.2015

"Morfina" Szczepana Twardocha

Przystępując do lektury Morfiny Szczepana Twardocha teren wokół był już rozpoznany. Ktoś coś powiedział, ktoś zdenerwował się na autora, który został ambasadorem firmy Mercedes-Benz, ktoś uznał, że nie będzie czytać książek tak wymuskanego mężczyzny, pojawiającego się w TVN. 
No i ta cała Morfina!

Treść

Tytuł powieści sugeruje tematykę. Czy oby na pewno? Myśląc morfina mamy przed oczami staczanie się jednostki. Willemann krąży wokół fiolek narkotyku, na straży zawsze czuwa 

aluminiowe pudełko, … we wnętrzu wyścielonym czerwonym aksamitem spoczywa szklana strzykawka z jelcem z nierdzewnej stali i igły pozłacane. 

Przez jakiś czas morfina jest jak najbardziej rekwizytem – współbohaterem opowieści, jednakże nie wypełnia całej przestrzeni. Bo równie ważnym bohaterem jest kobieta, jednak nie w sensie jednostkowym, tylko w wymiarze ogólnym, jako prakobieta i pramatka, centrum naszego świata od zarania dziejów po czasy współczesne Willemannowi, i dalej również po czasy nam, czytelnikom i autorowi, współczesne. Znaczenie słowa kobieta jest rozpatrywane przez różne typy żeńskich postaci. Mamy cały przekrój osobowości i temperamentu kobiecego: żona, matka, kochanka, konspiratorka i narratorka. Ostatnia z nich tworzy zawoalowaną wizję prakobiety, ukryty w umyśle Konstantego głos, którego on nie jest w stanie usłyszeć. Głos, który w niemożności porozumienia się z losami Willemanna za sprawą Dzidzi – famme fatale tej powieści, ma przenieść się w podświadomość syna głównego bohatera. Śmierć jednego mężczyzny powoduje, że w jego potomku będzie drzemała ta kobieca prasiła, będzie również drzemała w Jacku, przyjacielu i jednocześnie mordercy, i w innych, ciemna, czarna, pulsująca substancja ukryta pod cienką skórą tego świata

21.08.2015

Detroit rzeczywiście jest trupem

Jedyna różnica pomiędzy syfem panującym w Detroit a tym charakterystycznym dla krajów Trzeciego Świata polega na tym, że w Detroit po ulicach nie chodzą kozy.

Zastanawiałem się nad współczesną literaturą faktu, nad reportażem post Kapuściński, jak to teraz wygląda. Wybór padł na Detroit – sekcja zwłok Ameryki. Jeśli można tak powiedzieć, to „przeraźliwie mnie zaskoczyła” ta książka, w pozytywnym znaczeniu tychże słów! Strona po stronie wkraczałem wraz z Charliem LeDuffem w głąb czegoś fascynującego i zarazem tak przeraźliwego, że nie jestem w stanie sobie wyobrazić takiej sytuacji wyniszczenia w Polsce. Słusznie zauważył mój znajomy, że gdyby dajmy na to Wałbrzych lub Suwałki stoczyły się tak bardzo i istniało tam takie prawo, jak w Detroit, to ludzie tam mieszkający doprowadziliby do zamieszek na wielką skalę. Detroit zaś krok po kroku jest drążone i doprowadzane do ruiny przez włodarzy i przedsiębiorców (tych drugich już coraz mniej). I większość tych machinacji i przekrętów na wielką skalę odbywa się w świetle dziennikarskich dochodzeń. Nie ma już w Detroit tej odrobiny przyzwoitości, która stara się delikatnie ukryć upadek, wszystko podane jest na tacy, wystarczy odrobina zainteresowania.

31.07.2015

"Imperium księżyca w pełni" - S.C. Gwynne

Przymierzałem się do Imperium księżyca w pełni z kilka razy. Czytałem, przerywałem, czytałem, przerywałem. I wiedziałem, że coś jest tu nie tak. Jestem wychowany na klasykach westernowo-indiańskich, Karol May, Longin Jan Okoń, zawsze darzyłem Indian mieszanką fascynacji, tajemniczości i grozy. Tymczasem pod koniec lat osiemdziesiątych zeszłego wieku pojawiła się na ograniczonym, komunistycznym rynku księgarskim książka, która na zawsze ugruntowała moje podejście do Indian – była to napisana przez panie Ewę Rudnicką i Izabellę Rusinową opowieść o kontaktach Indian z osiedlającymi się w Ameryce Europejczykami. Tytuł tej pozycji: Wigwamy, rezerwaty, slamsy. Doznałem wstrząsu, kilkaset stron opisujących powolne wyniszczenie nie narodu, ale całej rasy. Od tamtej pory nie miałem co czytać, wszystko było czymś mniej lub bardziej wyimaginowanym przez pisarzy, w świadomości pozostawały zawsze krzywdy opisane w Wigwamach... Aż wreszcie usłyszałem o Imperium księżyca w pełni i przeczytałem, i mam kilka zastrzeżeń.

Po pierwsze, najważniejsze, rzuca się w oczy stosunek informacji o Indianach do informacji o białych z nimi walczących lub doznających od nich krzywd. Komancze wydają się papierowymi postaciami z nagłówków gazet i relacji białych świadków ich dokonań. Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie ciągła wiara S.C. Gwynne'a w ubarwione opowieści mające na celu wstrząsnąć opinią publiczną. Mamy więc nieprzerwany potok potwierdzonych źródeł osadników, ofiar, włodarzy, żołnierzy, które stanowią przytłaczający procent treści. Wszystko zaś jest okraszone żywą narracją Gwynne'a. Indianie wspaniale jeżdżą na koniach i znakomicie posługują się łukami i włóczniami, biali zaś wytrwale walczą o każdy skrawek ziemi ponosząc zatrważające cierpienia. 

21.07.2015

Eco podpowiada jaki temat dać na pierwszą stronę

Przeczytałem Temat na pierwszą stronę Umberto Eco. Nie wnikając w znaczenie wywodów związanych z Mussolinim mój osąd jest raczej na nie. A może tak właśnie chciał Eco? Poprowadzić czytelnika, żeby sam dopowiadał sobie scenariusz za scenariuszem a i tak autor zrobi to, co będzie chciał. Jeden z moich wykładowców sugerował, żeby nie unosić się emocjami i próbować znaleźć elementy powieści, które postawią ją w pozytywnym świetle. Więc może mój osąd będzie raczej na tak? Może.

Człowiek z bagażem doświadczeń, człowiek raczej z tych utrzymujących się na powierzchni wody, na plecach, bez wysiłku. Człowiek, mężczyzna plus gazeta, która ma być, ale w czasie przeszłym, dwanaście numerów zerowych, ma być formą zastraszenia lub wzbudzenia respektu wobec przyszłych – przeszłych czytelników. Do tego mężczyzna ma napisać książkę na temat. Jest miłość, jest szpieg, jest mitoman – nie mitoman ze wspomnianym wyżej Mussolinim w tle – nie tle.

28.03.2015

Wieści z Trójki: 53. urodziny i Srebrne Usta

Trójka świętuje 53. urodziny – koncert Archive

1 kwietnia Program 3 Polskiego Radia obchodzi 53. urodziny. Z tej okazji w poniedziałek 30 marca w Studiu Koncertowym im. Agnieszki Osieckiej przy ul. Myśliwieckiej 3/5/7 wystąpi znakomita angielska grupa Archive. Natomiast w środę 1 kwietnia rozgłośnia przyzna jednemu z polskich miast Trójkowy Znak Jakości.

Program 3 Polskiego Radia powstał 53 lata temu, dokładnie 1 kwietnia 1962 roku. Z okazji swoich urodzin Trójka przygotowała muzyczny prezent dla swoich słuchaczy – w poniedziałek 30 marca przy ul. Myśliwieckiej 3/5/7 wystąpi grupa Archive.

Anglicy przyjeżdżają do Polski, by w dniach 26-29 marca zagrać w czterech miastach biletowane koncerty dla szerokiej publiczności – kolejno w:  Krakowie, Warszawie, Gdańsku i Poznaniu. Piąty ich występ w naszym kraju będzie jednak wyjątkowy, wręcz kameralny – grupa wystąpi w Studiu Koncertowym im. Agnieszki Osieckiej jedynie dla 150 widzów.

Zespół wraca do studia im. Agnieszki Osieckiej po 9 latach. Poprzednim razem Anglicy wystąpili w Trójce dokładnie 19 czerwca 2006 roku. W ostatnich miesiącach ukazały się dwa nowe wydawnictwa zespołu – w maju 2014 r. grupa zaprezentowała swój film „Axiom”, któremu towarzyszył soundtrack o tym samym tytule. Z kolei 12 stycznia 2015 r. pojawił się na rynku dziesiąty album grupy pt. „Restriction”. Krążek ten promowany jest zestawem trzech singli, które zostały zaprezentowane jednocześnie: „Feel It”, „Black And Blue” oraz „Kid Corner”. Drugi z tych utworów zajmuje obecnie 15. miejsce na „Liście przebojów Programu 3”.

Transmisja koncertu Archive na antenie Trójki w poniedziałek 30 marca o godz. 19.05.

Z kolei 1 kwietnia Program 3 przyzna jednemu z polskich miast – po raz pierwszy w historii – „Trójkowy Znak Jakości”. Wyróżnieniem tym rozgłośnia docenia od 2009 roku najbardziej wartościowe książki i płyty. Z okazji przyznania prestiżowego znaku miastu, Trójka poświęci temu wydarzeniu niemal cały dzień. W środę 1 kwietnia w bloku „Do południa” (godz. 9.00-12.00) Michał Nogaś zaprezentuje zestaw dźwiękowych zagadek dla słuchaczy, którzy będą mieli za zadanie odgadnąć, o jakim mieście mowa. Rozstrzygnięcie konkursu w popołudniowej audycji „Zapraszamy do Trójki” (godz. 16.00-19.00).


Elżbieta Bieńkowska zwyciężczynią plebiscytu Trójki „Srebrne Usta 2014”

Zakończył się plebiscyt Programu 3 Polskiego Radia na najbardziej zaskakującą i zabawną wypowiedź osoby z polskiej sceny politycznej. Podczas uroczystej gali, która odbyła się 27 marca w Studiu Muzycznym Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej, nagrodą „Srebrne Usta 2014” uhonorowana została była wicepremier i minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska. W finałowej trójce znaleźli się również: wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński oraz poseł Jarosław Kalinowski.

Zwyciężczynią tegorocznego plebiscytu została Elżbieta Bieńkowska – obecna Europejska Komisarz ds. Rynku Wewnętrznego i Usług. Słuchaczom Trójki i internautom spodobała się jej wypowiedź z 20 stycznia ub.r.: „Pa­sa­że­rom to można tylko po­wie­dzieć jakby: sorry, mamy taki kli­mat, no nie­ste­ty”.

Drugie miejsce przypadło ministrowi gospodarki i prezesowi PSL Januszowi Piechocińskiemu za zdanie: „Pol­sko, pa­mię­tasz? Wo­jen­ko, wo­jen­ko, cóżeś Ty za pani... I dali mu ko­ni­ka ci­sa­we­go. I po­szła w bój szara pie­cho­ta, a pierw­sza bry­ga­da na stos rzu­ci­ła swój nie tylko los. Pol­sko pa­mię­tasz? Gdzie są chłop­cy z tam­tych lat, gdzie dziew­czę­ta... Pol­sko, pa­mię­tasz? Ba­gnet na broń! Pa­mię­tasz ro­man­tycz­nych po­etów, któ­rzy two­rzy­li kli­mat. Pa­mię­tasz ku po­krze­pie­niu serc li­te­ra­tu­rę, jej mło­do­wiej­skie wiesz­cze­nie, że trze­ba być go­to­wym, kiedy za­brzmi złoty róg. Pol­sko, pa­mię­tasz? Wróć Ja­sień­ku z tej wo­jen­ki, wróć... Nie rzu­cim ziemi, skąd nasz ród. Nie damy po­grześć mowy. Pol­ski my naród, pol­ski ród! ”.

Na trzecim miejscu uplasował się Jarosławowi Kalinowski, poseł PSL i autor powiedzenia: „Ja spró­bu­ję tak to wy­tłu­ma­czyć może: nie ma tego złego, co by na dobre za chwi­lę… nie daj Boże, żeby w ogóle przy­szło, ale jeżeli przyj­dzie, to żeby wy­szło”.

W finałowej dziesiątce znaleźli się ponadto: Ryszard Czarnecki, Jarosław Kaczyński, Prezydent RP Bronisław Komorowski, Leszek Miller, Tomasz Nałęcz, Jacek Rostowski  i Donald Tusk.

Gala wręczenia nagród odbyła się 27 marca w Studiu Muzycznym Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej w Warszawie. Poprowadzili ją Beata Michniewicz i Wojciech Zimiński. O dobry nastrój widzów i słuchaczy zadbał Kabaret Jurki.

Transmisji z gali oraz wypowiedzi nominowanych polityków można posłuchać na stronie: polskieradio.pl/trojka/srebrneusta.

* * *

Srebrne Usta to plebiscyt Programu 3 Polskiego Radia, w którym słuchacze wybierają niebanalne wypowiedzi polskich polityków. Został wymyślony w 1992 roku przez Beatę Michniewicz. Obradujący wówczas Sejm I kadencji obfitował w osobowości wyróżniające się niebanalnym językiem. Posłowie prześcigali się w obrazowych przenośniach, celnych ripostach, niespotykanych figurach retorycznych. Stało się ważne nie tylko to, co kto mówi, lecz także jak to robi. Dziennikarze radiowej Trójki postanowili utrwalić na taśmie oraz w ludzkiej pamięci te zwroty i wyrażenia, które ze względu na swą treść nie zawsze miały szansę przejść do historii. Inicjatorzy plebiscytu mieli poza tym nadzieję, że spojrzenie z przymrużeniem oka na politykę, niekiedy brutalną i zawiłą, dobrze zrobi zarówno jej aktorom, jak i obserwatorom. W myśl przysłowia „mowa jest srebrem, a milczenie złotem” zaproponowali słuchaczom Trójki plebiscyt „Srebrne Usta”.
W poprzednich edycjach zdobywcami „Srebrnych Ust” byli między innymi: Władysław Bartoszewski, Renata Beger, Zyta Gilowska, John Abraham Godson, Grzegorz Kołodko, Bronisław Komorowski, Janusz Korwin-Mikke, Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller, Waldemar Pawlak, Jan Maria Rokita, Nelli Rokita, Marek Sawicki, Donald Tusk i Lech Wałęsa.

21.03.2015

List otwarty do Pani Prezes Empiku Ewy Szmidt-Belcarz oraz odpowiedź tejże - obiecana część druga

Mało kto pamięta, że dzisiejszy EMPIK był KMPiK-iem, czyli Klubem Międzynarodowej Prasy i Książki. W Trójmieście były trzy, przynajmniej w moim oglądzie późnej komuny: w Gdańsku na Długiej, w Sopocie na Monciaku i w Gdyni na Świętojańskiej, róg Żwirki i Wigury. Prasa zagraniczna, plakaty w dużym formacie i płyty winylowe – to pamiętam. Raczej kameralnie. Jakiś stolik i kilka krzesełek. Później nastał czas przemian i z KMPiK-u stworzony został EMPIK, pierwsze "megastore'y", jeszcze z olbrzymimi działami z książką i miejscami do siedzenia, gdzie rzeczywiście można było poczytać więcej niż trochę, przyjazny dział prasy i miejsce z ciekawą muzyką. Wszystkie dodatki Ikei, świeczki i pamiątki znad morza były zawsze gdzieś w kącie. Mijał czas i zaczęła się ekspansja tych, co na uboczu: koszulki, kubki i inna chińszczyzna. Teraz, za sprawą blogowych reakcji na los osób zatrudnionych w EMPIK-u i listów ludzi kultury do prezes firmy, wszyscy wreszcie obserwują jak działa ślepe oddanie się statystykom i tendencjom ekonomicznym – wszystko to w opozycji do zwykłego czytelnika i również do zwykłego twórcy kultury, który chciałby coś znaczyć na półkach, a nie może.
Polska ekonomia wywodzi się z zachodnich tradycji. Wszystko byłoby w miarę wytłumaczalne, gdyby procesy, które obserwujemy aktualnie w polskich EMPIK-ach, Matrasach czy nawet odniesieniu do innych branż: Lotosach, Orlenach, Biedronkach, Rossmannach, nie były opóźnione o lekko dziesięć, dwadzieścia lat w stosunku do swoich zachodnich odpowiedników. Co tam się nie sprawdziło przerzuca się na nasz grunt, jakby jakimś cudem u nas poszło inaczej. Przypomina mi się sytuacja na międzynarodowym rynku maszynek do golenia. W Niemczech Gillette z czterema ostrzami, w Polsce Gillette z trzema ostrzami, a na Ukrainie i w Rosji tylko dwa ostrza. Tyle że przy ostrzach to tylko ktoś niewprawiony się zatnie, a przy przenoszeniu wzorców działania firm tracą klienci, pracownicy, pośrednicy, autorzy. Wszystko w imię słupków, wyników finansowych i chęci wypróbowania i tak już pogrążonej koncepcji marketingu czy sprzedaży. Nie twierdzę, że przedsiębiorstwo ma mieć straty dla dobra innych. Zastanawia mnie to tak sztywne zapatrzenie na zachodni styl prowadzenia interesów. Styl, który tak naprawdę jest daleki od ideału i właśnie tam się nie sprawdził. Przyda się kilka przykładów.

20.03.2015

List otwarty do Pani Prezes Empiku Ewy Szmidt-Belcarz oraz odpowiedź tejże - część pierwsza

Minęło kilka dni od wymiany listów otwartych pomiędzy reprezentantami polskiej kultury oraz prezes EMPIK-u i już miałem kłopoty z bezproblemowym odnalezieniem ich treści. Wpisując w wyszukiwarkę ciąg z wyrazem empik automatycznie dostawałem wyniki księgarni internetowej EMPIK-u. Może to kwestia mojego internetowego wychowania, gdzie zamiast fraz lub zdań wpisuję zawsze słowa klucze:). Podejrzewam jednak bardziej, że była to krótka chwila na spojrzenie na problem, wymiana poglądów nastąpiła, teraz będziemy czekać na jakiś wielki wstrząs w postaci upadłości EMPIKU-u. Postanowiłem umieścić oba listy na moim blogu z adnotacją w tytule "część pierwsza", niech przeczytają ci, którym nie dane było. W "części drugiej", która ukaże się w weekend, spróbuję pokazać, że sprawa EMPIKU-u wcale nie jakimś ewenementem, zarówno w polskiej rzeczywistości korporacyjnej, jak i w światowych trendach księgarskich w różnych latach. Zapraszam do lektury.

18.03.2015

Internet kluczowy w procesie zakupowym książek

Wyniki badania „E-konsumenci (Consumer Journey Online)” przeprowadzonego przez Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska wskazują na to, że – obok rekomendacji znajomych, przyjaciół, rodziny – internet jest najbardziej przydatnym źródłem informacji w procesie zakupowym książek. 

– Czytelnicy książek w naturalny sposób szukają w internecie informacji na temat nowości wydawniczych, spotkań autorskich czy atrakcyjnych ofert cenowych. W przypadku dynamicznie rozwijającego się rynku książki elektronicznej czytelnik jest jednocześnie aktywnym internautą. Z sieci czerpie wszystkie potrzebne informacje – porównuje ceny, komentuje i wyraża oczekiwania. – wyjaśnia Beata Gutowska, Dyrektor Zarządzający Publio.pl, Grupa Agora.

12.03.2015

Spuścizna audiowizualna Jerzego Ficowskiego w Narodowym Archiwum Cyfrowym

W siedzibie Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych 11 marca odbyła się uroczystość przekazania do zasobu Narodowego Archiwum Cyfrowego spuścizny audiowizualnej Jerzego Ficowskiego - poety, pisarza, tłumacza, autora piosenek i utworów dla dzieci, znawcy kultury cygańskiej i żydowskiej oraz twórczości Brunona Schulza; odkrywcy talentu cygańskiej poetki Bronisławy Wajs – Papuszy.

W spotkaniu, które otworzył Naczelny Dyrektor Archiwów Państwowych Władysław Stępniak, uczestniczyli m.in. wdowa po poecie pani Elżbieta Ficowska i prof. Jerzy Kandziora, znawca życia i twórczości Jerzego Ficowskiego.

06.03.2015

Z baśni Hessego

Baśnie Hermanna Hessego tchną duchem osiągnięć braci Grimm w jednym przypadku: są to baśnie, które zamiast pięknych i miłych obrazów eksponują mimo wszystko podróż człowieka ku śmierci. W tekstach jest ciągle podkreślana podróż poprzez czas właśnie ku rozpadowi. Nauką dla czytających te utwory może być oswojenie się z przemijaniem i możliwość spojrzenia na siebie samego jako kogoś "przemijającego". Mimo upływającego czasu jest jednak odrobina nadziei. W zależności od tego, jaką obierzemy drogę życia, spotkają nas prawdopodobne na tej drodze sytuacje, które będą nas kształtować. Dzięki Baśniom Hessego istnieje również szansa, że w czasie czytania tych tekstów zdobędziemy siłę, by spojrzeć na siebie z perspektywy końca i zaczniemy odmieniać swoje życie w chwili zamknięcia kart książki.
Poniżej przedstawiam interpretację jednej z umieszczonych w tomie baśni pt. Poeta. Dla ciekawych podam, że interpretacja została osadzona w ujęciu hermeneutycznym.

21.02.2015

"Książka" Zbigniewa Herberta

Wiersz Książka Zbigniewa Herberta dedykowany jest Ryszardowi Przybylskiemu i tym samym zasygnalizowany zostaje znaczący związek między wierszem Herberta a życiem i twórczością Przybylskiego. Tenże polski eseista i badacz literatury jest autorem wielu tekstów dotyczących szeroko pojmowanego klasycyzmu w kulturze, a w szczególności w literaturze. Jest on również jednym z obrońców idei klasycystycznych we współczesnym świecie, idei, które chronią przed nieuporządkowanymi, chaotycznymi wartościami XX i XXI wieku. Wydaje się, że Herbert poprzez tę dedykację wchodzi w specyficzny dialog z Przybylskim i jego tekstem Et in Arcadia ego, dotyczącym mitu arkadyjskiego w twórczości Mendelsztama, Eliota i Różewicza.1 Tak więc możemy wyznaczyć wspólne pole, którego dotyczą oba teksty – Arkadia, Eden. Jest to z pewnością również pewien ukłon w stronę Przybylskiego jako obrońcy wartości klasycznych.

20.02.2015

Dawid Podsiadło z Curly Heads na koncercie w Trójce

W niedzielę 22 lutego w Studiu Koncertowym im. Agnieszki Osieckiej przy ul. Myśliwieckiej 3/5/7 wystąpi grupa Curly Heads. Podczas koncertu Dawid Podsiadło i jego przyjaciele zaprezentują utwory z debiutanckiej płyty „Ruby Dress Skinny Dog”. Transmisja na antenie Trójki od godz. 20.05.


08.02.2015

Na Wschodzie bez zmian

Wydarzenie opowiedziane przez znajomą. Krakowskie Targi Książki, wszyscy pod krawatem, sweterki w stonowanych barwach, nikt się nie wychyla. Pojawia się Andrzej Stasiuk, w dresach, delikatna konsternacja wśród części odwiedzających targi. Poza? Zapewne. Prowokacja? Również. Przede wszystkim jednak jest to rodzaj komunikacji z otoczeniem. Stasiuk zdaje się mówić: patrzcie, jestem pisarzem, w miarę dobrym pisarzem, ale zarazem jestem w pewnym sensie także dresem, siedzącym na przystanku PKS i popijającym tanie trunki. Jestem reprezentantem Polski B. Tak więc sacrum przemieszane z profanum, zachodnie standardy przemieszane z obrazem podupadłego wschodu Polski. Nie inaczej jest w ostatniej książce Stasiuka pt. Wschód.

Rekomendacja na ostatniej stronie okładki zachęca do odbycia wraz ze Stasiukiem podróży na Podlasie, ku „wschodniej ścianie”, i dalej, do Rosji, do Chin, do Mongolii. Podróż odbywa się w dwóch płaszczyznach. Jedną z nich są nazwy geograficzne, topografie miast i dzikich terenów, roślinność lub jej brak, wiatry i susze. Z drugiej strony obcujemy z autorem, jego przemyśleniami, jego spojrzeniem na większe i mniejsze problemy przeszłości i współczesności, zarówno te intymne, jak i społeczne. Stasiuk „zanurza się” w określony rejon geograficzny w sposób jak najbardziej fizykalny, by „wypłynąć” na jego powierzchnię z całym bagażem przemyśleń i spostrzeżeń.

30.01.2015

Pozwolicie, że przedstawię...

Facebook ma to do siebie, że wszystko leci na łeb, na szyję. Tablice się zapełniają, wiadomości na głównej przelatują z ogromną prędkością, wszystko gdzieś znika, umyka, czasami bardzo byśmy chcieli coś przeczytać, obejrzeć, ale już pojawia się coś innego, nowego.

Kilka osób śledzących tabako.pl wie, że próbuję w miarę możliwości uchronić przed facebookowym potopem informacji małe conieco, takie wartościowe conieco. Czasami jakieś zdjęcia znajomych, czasami informacje o tym, że ktoś istnieje również poza facebookiem, ma bloga, tworzy coś przeznaczonego na dłuższy czas. Znacznie dłuższy niż wzmianka wygenerowana przez FBboota, dopasowującego ilość i jakość treści do naszych preferencji. Ale dość, czas przedstawić...

Hanna Mielczarek - stara znajoma z lat szkolnych. Złapałem się na tym, że zacząłem przyglądać się jej mikrorecenzjom filmów aktualnie wyświetlanych w kinach. Ma wiedzę, wie "co w trawie piszczy" i potrafi przekazać w przystępnej formie wartościującą informację o danej produkcji. Nie ucieka przed filmami gorszymi, próbuje ostrzec, ale zarazem nie zamyka bramy przed odmiennymi gustami. No i ma wielu fanów, do których bez wątpienia zaliczam również moją osobę. Poniżej prezentacja kilku recenzji Hani. Wraz z nią zapraszam.

Hiszpanka

Ale o co tu chodzi? 
Nawet jeśli na wstępnym etapie przyświecał twórcy zamysł wyprodukowania filmu symbolizującego próby manipulacji ideologicznej, może indoktrynacji to zostało to wybitnie przedobrzone… 
Klasyfikowany (źródło: filmweb.pl) jako film historyczny…hmm może i tak, bo próbuje podejmować tematykę Powstania Wielkopolskiego, jednym z bohaterów jest Ignacy Paderewski, a inny został wystylizowany na Marszałka Piłsudskiego; jako kryminał i tu może częściowo też się zgodzę… pojawia się broń, jest zabójstwo, ale akcja? Jaka akcja? Tego niestety zabrakło. Mnogość wątków, które przez dłuższy czas tylko w domyśle się przeplatały, wielu bohaterów i scen nie powiązanych ze sobą łańcuchem przyczynowo skutkowym spowodowały totalny chaos, jakby scenariusz został porwany przez obcych… Tak, w pewnym momencie miałam wrażenie, że to jakieś „przyczajone” science fiction Emotikon wink 
Przyznać należy, że robiący wrażenie budżet został wykorzystany imponująco – piękne stroje, ogrom statystów, kolor, nowoczesna technologia… może także wynagrodzenie dla specjalistów od seansów spirytystycznych… 
Jak dla mnie za dużo groteski, przekombinowana symbolika, zbyt wiele wymieszanych inspiracji zasięgniętych od mistrzów gatunku. Wszystkiego jest za dużo, a imponujący budżet sprawia wrażenie zainwestowanego dla samego faktu poczynienia inwestycji… To wszystko nie działa, nie wciąga w swój wir. Nuda nuda nuda i jeszcze raz nuda… 
1/10 i to tylko ze względu na aktorstwo Pana Jana Peszka, Jana Frycza i oczywiście Jakuba Gierszała;).

29.01.2015

Japonia okiem kolegów, cz. II

Podróże pociągami wciągają. Wiem z całą pewnością, czego zazdroszczę Tuskowi. Nie tytułów, nie pieniędzy, nie ryżawego odcienia włosów. Zazdroszczę mu tego, że jako Słońce Peru odbył podróż Koleją Andyjską. Kiedyś oglądałem bardzo miłą opowieść o tejże Kolei, którą współtworzył Ernest Malinowski, ale ja nie o tym... W drugiej połowie zeszłego roku moi znajomi wybrali się do Japonii. Najpierw miałem jechać z nimi, później mi przeszło, później żałowałem, że nie pojechałem, nie poleciałem. Poprosiłem jednak jednego z nich, Bartka, o zrobienie zdjęć tamtejszym pociągom. Trochę zwlekałem z publikacją, za co szczerze przepraszam, teraz jednak przyszedł czas na duże prędkości i kosmiczne kształty. Pojazdy podobne do SKM też są:).

27.01.2015

Coś od siebie i "Te Prosiaczka" Benjamina Hoffa

Czy aktywność na tym świecie ma jakikolwiek sens, sens wyższy? Czy nie jest już zbyt wielu ludzi, którzy chcą coś powiedzieć, przedrzeć się przez masę anonimowych? Czy jeśli stworzę coś wartościowego, to czy sytuacja, kiedy ktoś to odczyta i uzna za wartościowe dla samego siebie, ma sens? Umrę i mnie nie będzie, pozostaną tylko jakieś tam zapiski, ważne albo nieważne dla kogoś bliższego lub dalszego? Czy słowa non omnis moriar lub exegi monumentum cokolwiek znaczą? Czy stawianie wszystkiego według takich stwierdzeń nie jest po prostu pogrążeniem się w ambicjonalnym podejściu do życia? Są to trudne pytania, ponieważ podważają jakąkolwiek działalność. To samo można przełożyć na mamonę lub dzieci. Okazuje się, że w sumie nic nie jest do końca warte tego, żeby się za tym uganiać bez wytchnienia...

Dużo obserwuję i zauważam, że sława, mamona są kierunkami, przy których często, jeśli nie zawsze, pojawia się słowo egoizm lub egotyzm. Zauważam również istnienie czegoś takiego jak „karma”, bilans zawsze musi się zgadzać. Jeśli wykonasz złą rzecz danego dnia, pojawi się ona jako twój problem prędzej czy później w tej samej lub w innej dziedzinie życia. Tak samo jest z dobrymi rzeczami. A czym jest życie, jak żyć, żeby nie popaść w ruinę? Tworzyć swoje życie z tych dobrych kawałków, odrzucając jednocześnie te złe, bo przecież bilans musi się zgadzać. Tak więc jeśli robić coś wartościowego, to nie z myślą nie wszystek umrę lub stawiam pomnik, tylko z założeniem, że moje doświadczenie posłuży komuś w osiągnięciu stanu równowagi duchowej, równowagi w życiu, może być to tylko jedna jedyna osoba na świecie. Wartościowe również ze względu na nasze życie, mamy je potencjalnie jedno jedyne, żadne po śmierci, i dobrze jest żyć z tym uczuciem niepowtarzalności na każdym kroku. Dlatego buddyści i taoiści wyprzedzają pozostałych, najbardziej ze wszystkich „zajęci są” niepowtarzalnością każdej chwili. W chrześcijaństwie widać to u Jezusa, u św. Franciszka, u Mertona, może znalazłoby się ich odrobinę więcej, reszta to dogmat i hierarchia. Żyć chwilą, to nie żyć nie zważając na przeszłość i przyszłość. Żyć chwilą, to jak najmocniej tę chwilę odczuwać, pamiętać co złego, gorszego zrobiło się wcześniej i wybiegając w przyszłość tworzyć lepszego siebie, tworzyć lepsze „tu i teraz”, nigdzie indziej. Carpe diem:).

20.12.2014

Pytania

Na fali tematów poruszanych na niektórych zajęciach wydziałowych, szczególnie współczesnej kulturze audiowizualnej, zacząłem sobie stawiać pytania. Nie żeby te pytania zdominowały moje codzienne życie, ale powracając do domu po zajęciach, w autobusach i tramwajach, myślę sobie: gdzie szukać dzieła sztuki, kim jest artysta, czym jest dzieło warte więcej ponad określenie "przeciętność", dlaczego dąży się do maksymalnego wykorzystania efektu szoku i zniesmaczenia we współczesnej kulturze, gdzie kończy się tolerancja a zaczyna negacja i złość? Pytania znikają po pewnym czasie, brak jednoznacznych odpowiedzi, otwieram skrzynkę i dostaje na tacy informacje, które zamieszczam łaskawie poniżej. To jak to jest z tym dziełem sztuki?

16.12.2014

Kino Wolność - pokazy filmów w ramach plebiscytu Trójki

Program 3 Polskiego Radia zaprasza na pokazy filmów, które zwyciężyły w plebiscycie „Kino Wolność”. 17, 18 i 19 grudnia Studio Koncertowe im. Agnieszki Osieckiej przy ul. Myśliwieckiej 3/5/7 zamieni się w salę kinową, w której wyświetlone zostaną najbardziej lubiane przez słuchaczy Trójki: „Jesteś bogiem”, „Psy” i zwycięski „Dzień świra”.

W plebiscycie „Kino Wolność” słuchacze Programu 3 oraz internauci mogli wybierać najważniejsze – ich zdaniem – polskie filmy nakręcone w latach 1989-2014, czyli od czasu pierwszych, częściowo wolnych wyborów parlamentarnych. Głosować można było od 10 listopada do 13 grudnia 2014 r. na specjalnej stronie kinowolnosc.polskieradio.pl.

13.12.2014

D-Day Hel - wybuchowe portfolio

Od jakiegoś czasu udostępniam "aktywności" moich znajomych. Mam tu na myśli ich własne dokonania blogowe, podróże, zdjęcia, gdzieś trafiły się wiersze. Powoli tabako staje się swego rodzaju tablicą, która informuje, że pomimo tego, że pracujemy, wychowujemy dzieci, borykamy się z problemami dnia codziennego, to mimo wszystko stać nas, mnie i moich znajomych, na tę odrobinę twórczej ekspresji. Dzisiaj na tejże tablicy pojawia się portfolio dyplomowe Mariusza Pawelczyka. Tematem zdjęć jest odbywająca się cyklicznie impreza D-Day Hel. Zaprezentowane prace urozmaiciłem informacjami o tym wydarzeniu, jak również filmami reklamującymi helską rekonstrukcję. W imieniu Mariusza zapraszam do polskiej Normandii.


07.12.2014

Wędrowiec i jego cień

Nie ma żadnych stu najlepszych książek czy autorów! Nie istnieje żadna ogólnie słuszna, niepodważalna krytyka – Hermann Hesse, Obcowanie z książkami

Są autorzy, którzy pukają do naszych drzwi, wpuszczamy ich, coś nam przynoszą, i wychodzą nie powracając. Są też tacy, którzy, odwiedzając nas, nie wychodzą już nigdy. Do tego drugiego typu autorów zaliczam Hermanna Hessego. Tego lata Świat Książki wydał jego biografię i nie mogłem przejść obojętnie. Pamiętam, usłyszałem gdzieś kiedyś, że Hesse był jednym z nielicznych, który posiadł obcą człowiekowi Zachodu możliwość wejrzenia we Wschodni sposób postrzegania otaczającego nas świata, było to dobrym zwiastunem mojej fascynacji jego twórczością. Jednak po przeczytaniu ponad siedmiuset stronicowej historii życia uznałem, że poznałem Hessego na nowo. Na nowo nie znaczy wcale, że gorzej. Znaczy to tylko tyle, że ujrzałem w nim zwykłego człowieka, który pomimo swego kunsztu pisarskiego był człowiekiem z całym bagażem zachowań i przywar, które charakteryzują słowo „człowiek”.

20.11.2014

Film o formacji artystycznej TOTART w kinach studyjnych już od 21 listopada

W latach dziewięćdziesiątych, moich latach szkolnych, formacja TOTART była dla wielu, w tym także dla mnie, możliwością obcowania ze sztuką, poezją. Dodać trzeba, że ze sztuką i poezją, która była w opozycji nie tylko do tego, w czym żyliśmy przez kilkanaście wcześniejszych lat, ale również w opozycji do wielkich, których nie akceptowaliśmy: Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta i innych uwielbianych przez miliony. TOTART to był nasz ART. Informacja prasowa pozyskana ze strony UG, bezwzględnie należało ją udostępnić na tabako. Idziecie? Ja raczej tak.

19.11.2014

Magiczne sny Waldemara Borowskiego w Galerii DNA

Na tabako.pl zamiast tekstów o literaturze zaczyna pojawiać się coraz więcej wpisów związanych z wydarzeniami "okołokulturalnymi" i działaniami moich znajomych. Czy to dobrze? Z pewnością tak, przecież na tym właśnie ma się opierać ten blog. Tak więc dziś słowo o wystawie, która przedstawia prace polskiego artysty Waldemara Borowskiego, bardzo kojarzące się z jednym z moich ulubionych twórców, Alexem Grey'em.

Magiczne sny Waldemara Borowskiego w Galerii DNA

W dniach 27 listopada – 11 grudnia 2014 we wrocławskiej Galerii Sztuki DNA w Sky Tower odbędzie się wystawa artysty Waldemara Borowskiego.  Na wystawie  będzie zaprezentowany cykl najnowszych prac artysty, które są wynikiem fascynacji technologicznością i złożonością natury.

13.11.2014

Trójka w obrazach wielkich mistrzów oraz złota płyta Męskiego Grania 2014


Dziś w dziale Znaleźne pojawiają się dwa teksty o Trójce. Jak zawsze Trójka przesyła informacje prasowe tylko wtedy, kiedy rzeczywiście ma coś ważnego lub ciekawego do przekazania. Inni powinni się uczyć albo zacząć wreszcie tworzyć treści godne rozpowszechniania. Tak więc dwie odsłony: " 'Trójka w obrazach wielkich mistrzów' – premiera kalendarza programu 3 Polskiego Radia" oraz "Złota płyta dla 'Męskiego Grania 2014' pod patronatem Trójki".

11.11.2014

Japonia okiem kolegów

Dwa miesiące temu miała miejsce podróż mojego dobrego znajomego Bartka. Nie byłoby w tym nic wielkiego do odnotowania, gdyby nie fakt, że przygotowywał tę wyprawę wraz z kolegą Szczypkiem około pół roku, a miejscem docelowym podróży i pobytu była Japonia. Otrzymałem od Bartka zdjęcia, z których wybrałem kilka, aby podzielić się tym wydarzeniem na tabako.pl.

Widok miasta Tokio z Tokio Tower

06.11.2014

„The Future Shangri-La”: kiedy natura łączy się z energią

Artystyczny duet z Dalekiego Wschodu zamyka 3. Sezon Kolekcji TEN by Fotolia. 10 listopada pojawi się ostatni, tegoroczny projekt TEN „The Future Shangri-La” autorstwa południowokoreańskiej fotografki Mi-Kyung Kim i japońskiego koncept artysty Kenichiro Tomiyasu z INEI Studio. Praca będzie dostępna do pobrania w formacie .PSD, bezpłatnie, przez 24h na www.tenbyfotolia.com

05.11.2014

Zen i sztuka oporządzania motocykla, Robert Maynard Pirsig

Rozważanie instytucji rządowych lub establishmentu jako systemu jest prawidłowe, gdyż u podstaw tych organizacji leżą takie same strukturalne koncepcje zależności jak w motocyklu. Strukturalne powiązania podtrzymują istnienie tych instytucji nawet wówczas, kiedy utraciły jakiekolwiek znaczenie i cel. Ludzie przychodzą do fabryki i wykonują bez sprzeciwu absolutnie bezsensowne zadania od ósmej do piątej, ponieważ struktura tego od nich wymaga. To nie złoczyńca czy też szaleniec, który chce, by życie ich było bezsensowne, to tylko struktura, system tego żąda, i nie ma chętnego, który podjąłby trudne zadanie zmiany struktury, jedynie dlatego, że jest ona bezsensowna.

Zburzenie fabryki albo rebelia przeciwko rządowi czy też unikanie reperacji motocykla dlatego, że są to systemy, oznacza raczej walkę z objawami niż z przyczynami; a dopóki atak skierowany jest tylko przeciw objawom, żadna zmiana nie jest możliwa. Istotnie realnym systemem jest sama konstrukcja naszego współczesnego systematycznego myślenia, sam racjonalizm, tak więc jeśli zburzymy fabrykę bez naruszenia racjonalizmu, z którego powstała, to ten sam racjonalizm zbuduje po prostu inną fabrykę. Kiedy rewolucja obali systematyczny rząd, a modele systematycznego myślenia, w ramach których był wytworem, pozostaną nietknięte, wówczas modele te odtworzą się w następnym rządzie. Tak wiele mówi się o systemach i tak mało się z nich pojmuje.

27.10.2014

Outsider, Colin Wilson

Thomas Edward Lawrence
Wyłożyliśmy im tę sprawę... wskazując, że życie w gromadzie ma charakter wyłącznie zmysłowy i aby je przeżyć i pokochać, człowiek musi poznać je do dna. Rewolta nie jest azylem dla ludzi słabych, ani nie obiecuje w nagrodę radości. Istota rewolty to stały przyrost siły, aby można było wytrzymać wszystko, co potrafią wytrzymać zmysły, z pełną świadomością, że każdy krok stanowi przygotowanie do dalszych niebezpieczeństw, jeszcze większych wyrzeczeń i dotkliwszych cierpień. Przeszłość i przyszłość znajdują się poza zasięgiem naszych doznań zmysłowych. Uczucie przeżyte to uczucie już poskromione, martwe doświadczenie, które złożone zostało do grobu w chwili, gdy zdołaliśmy wyrazić je w słowach.

15.10.2014

Mały powrót do wakacji i czas wreszcie na literaturę

Kilka dni temu urodziny, jeszcze w letnich nastrojach, wczoraj i dziś w nocy nieprzerwanie deszcz, jesienny już deszcz. Zgodnie z obietnicą daną moim bardzo lubianym znajomym, przede wszystkim ze stacji, ale nie tylko, pojawia się dziś foto-wpis z wakacji. Można powiedzieć, że jest to druga część o pojazdach z duszą..

Zastanawiałem się nad tym, w którym miejscu zaprezentować ten samochód:

14.08.2014

Wakacyjny pokaz slajdów

Pozazdrościłem odrobinę Mańkowi i postanowiłem zaprezentować kilka słabych zdjęć. Rzadko takowe wykonuję, ale jak już coś się nawinie pod obiektyw...

Dla lubiących rowery

Przyuważyłem taki wynalazek, kiedy zerknąłem na monitoring stacji i okazało się, że pierwszy raz fizycznie widzę jak ktoś tankuje rower. Chłopak skonstruował to sam na sam, miał kłopoty z umieszczeniem wszystkiego tak, by w miarę to wyglądało. Waży może z 20 kg, co jest miłym zaskoczeniem. Mam znajomego, który posiada dla odmiany tzw. oryginalny rower spalinowy ze specjalnie przystosowanym kołem, jego waga zatrważająca: z 40 kg!

21.07.2014

Archiwa państwowe w IV edycji Programu Kultura+, Priorytet „Digitalizacja”

13 archiwów państwowych otrzymało dofinansowanie projektów związanych z digitalizacją zbiorów w ramach IV edycji programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Kultura+, priorytet „Digitalizacja”.

12.07.2014

Sto "pozycji" Henry'ego Millera

Niektórzy znają Millera, inni nic o nim nie słyszeli. Wszyscy jednakże mogą skorzystać z listy stu najważniejszych książek, które Henry Miller przeczytał i odbiły się one na jego spojrzeniu na otaczającą rzeczywistość oraz na twórczość. Może ktoś znajdzie coś dla siebie.

07.07.2014

Gandalf odkupuje używane podręczniki

Rodzice wielu uczniów co roku borykają się z kłopotem odsprzedania podręczników, które nie będą już potrzebne, próbując znaleźć źródła oszczędności przy kompletowaniu szkolnej wyprawki. Księgarnia Internetowa Gandalf wyciąga do klientów pomocną dłoń.


01.07.2014

Wczoraj, dziś i jutro...

Rozpoczęły się wakacje i tym samym zaczął się sezon na koncerty. W skrzynce redakcyjnej również zaczęło być ciekawie. Z serii Znaleźne dziś trzy artykuły, jeden o zakończonym w niedzielę Life Festival Oświęcim, drugi o Trójce na Openerze, kończący zaś o październikowym Soundedit. Wczoraj, dziś i jutro...

19.06.2014

„Dziennik zimowy” Paula Austera – czy to rzeczywiście zima życia?

Móc mówić o Paulu Austerze i jego Dzienniku zimowym to przede wszystkim otrzeć się wcześniej o jego twórczość, pisarską i filmową. Przypadek sprawia, że znajdujemy to, czego szukamy, nie inaczej jest u mnie. Szukałem jakiś czas temu książki, która dałaby mi wskazówki podczas przechodzenia przez trudny okres choroby mojego ojca. Znalazłem w antykwariacie Wynaleźć samotność Paula Austera z opowieścią pt. Portret człowieka niewidzialnego. Nie znalazłem odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i wątpliwości, ale wziąłem za dobrą monetę ponowne zainteresowanie się samym Austerem, jedną z kluczowych postaci szołbiznesu w czasach młodości - oczywiście nie takiego szołbiznesu, z jakim mamy do czynienia aktualnie. Nie znalazłem żadnej rady dotyczącej ojca, natomiast pojawiła się Trylogia nowojorska dzięki pewnej znajomej, później obejrzałem Dym, Brooklyn Boogie oraz Lulu na moście, i wreszcie okazało się, że równolegle z moim ponownym zainteresowaniem Paulem Austerem pojawiła się jego autobiografia pt. Dziennik zimowy.

Jak można odebrać tę opowieść? Wkraczając w świat Austera ma się ogromną chęć zagłębienia we własne wspomnienia, czytając akapit po akapicie ukazuje się nam świat, który pomimo tego, że jest odległy czasowo (Auster urodził się w 1947 roku), i różni się od naszego również przestrzenią i kulturą (Stany Zjednoczone od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku do 2011 roku), to jednak zauważamy wiele wspólnego z naszym życiem. Życie Austera ukazane jest w pozornie chaotyczny sposób, ogromne przeskoki czasowe, pozornie nieistotne elementy życia często są wyolbrzymiane, inne, z naszego punktu widzenia istotne, poruszane są z ledwo dostrzegalnym zainteresowaniem uwiecznienia. O wspomnianym przeze mnie ojcu dowiadujemy się niewiele i zostajemy odesłani do Portretu człowieka niewidzialnego. Pojawia się zaś matka, która opisana została z ogromną wnikliwością i dziwnym zrządzeniem losu tu właśnie znalazłem odpowiedzi i wskazówki, o których myślałem wcześniej. Warto przytoczyć fragmenty jednego z najlepszych opisów traumy po śmierci bliskiej osoby, rodzica, jakie kiedykolwiek czytałem:

Jesteś otępiały i pusty w środku, niezdolny do myślenia i choć jest to ostatnia rzecz, jakiej byś się akurat spodziewał („Od lat słyszałem jej tak szczęśliwej”), nie dziwisz się słowom Debbie, nie wpadasz w rozpacz i szok, nie jesteś nawet przybity. Co się z tobą dzieje niedobrego?, pytasz sam siebie. Właśnie umarła ci matka, a ty zamieniłeś się w kawał drewna. […] Żadnych łez, żadnego wycia z bólu, żadnego smutku – tylko chwiejne poczucie grozy, które narasta w tobie. […] Rozproszone myśli, myśli nieistotne, wciąż brak impulsu, by wybuchnąć łzami, by załamać się i opłakiwać matkę z należycie okazanym smutkiem i żalem. […] Leżąc na wznak, czujesz, że krew przestaje krążyć w żyłach, a kończyny stopniowo zmieniają się w beton... […] Nie potrafiłeś płakać. Nie potrafiłeś rozpaczać jak inni ludzie, więc twoje ciało się załamało i odprawiło rozpacz za ciebie.

Oczywiście są to wycinki, te dotyczące niemożności wykrzesania żalu i smutku. Cały fragment bezpośredniego zmagania się ze śmiercią matki rozciągnięty jest aż na dziesięć stron i nie da się umieścić całości. Zainteresowanych odsyłam do publikacji krakowskiego Znaku, strony 116-126.

Jednakże w Dzienniku zimowym przeważa życie. Życie, które jak każde, jest sumą wzlotów i upadków, życie jako nieprzerwana nauka i spoglądanie na przeszłość bez kaca moralnego i bez ogromnej tęsknoty do tego co minęło. Przede wszystkim zaś życie, w którym istnieje wiele miłości do żony, do najbliższych.

Ci, którzy nie znają twórczości Austera mogą bez problemu przeczytać historię człowieka spełnionego i odnaleźć nowe spojrzenie na świat nas otaczający. Osoby znające dokonania pisarza z pewnością z rozbawieniem przypomną sobie filmy Dym i Brooklyn Boogie po przeczytaniu takiego fragmentu:

Twój przyjaciel Spiegelman (najbardziej namiętny palacz, jakiego znasz) kiedykolwiek zagadnięty o to, dlaczego pali, niezmiennie odpowiada: „Bo lubię kaszleć”.

Zapewniam, że takich smaczków jest znacznie więcej, choć nie tak zabawnych. Bo przecież Paul Auster właśnie wkroczył w zimę życia.


Premiera słuchowiska "Święty chaos" w radiowej Trójce

W sobotę, 21 czerwca o godz. 16.00, w Studiu Muzycznym Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej w Warszawie przy ul. Myśliwieckiej 3/5/7 odbędzie się premiera słuchowiska „Święty chaos”. Reżyserii audiobooka Cezarego Harasimowicza podjął się Krzysztof Czeczot.

„Święty chaos” to utrzymana w stylistyce political fiction historia Jamy Ulan – Amerykanki o polsko-tatarskich korzeniach, komandoski i agentki CIA, która podczas akcji w Iraku zostaje rozpoznana przez Al-Kaidę, schwytana i stracona.

12.06.2014

Ponad 300 książek trafi do dzieci z SOS Wiosek Dziecięcych

Książki zostaną przekazane w ramach akcji „Książka dla Dzieciaka”, zorganizowanej przez Księgarnię Internetową Gandalf.

W dniach 19.05-8.06.2014 na stronie gandalf.com.pl każdy klient mógł zakupić jedną lub kilka książek z dedykowanej listy i przekazać za pośrednictwem księgarni dzieciom z SOS Wiosek Dziecięcych. 

Akcja zorganizowana była po raz pierwszy i spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem. Wzięło w niej udział kilkuset klientów, kupując książki w oddzielnych zamówieniach lub przy okazji robionych zakupów.

- Dzięki wielkim sercom i hojności naszych klientów przekażemy dzieciom ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce ponad 300 książek. Serdecznie dziękujemy tym, który wzięli udział w akcji- wszystkim razem i każdemu osobno - mówi prezes Księgarni Gandalf, Anetta Wilczyńska.- Akcję z pewnością powtórzymy - dodaje.

Księgarnia Internetowa Gandalf zysk ze sprzedaży książek dedykowanych akcji przekaże na działalność statutową Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce.

Patronat medialny nad akcją objęły Radio Bajka i Łódzka Gazeta Wyborcza.

10.06.2014

Coś od siebie, coś z siebie

Jak pewnie kilka osób zauważyło blog przeniósł się na inną platformę, teraz mamy do czynienia z bloggerem. Popełniłem też ekonomiczną (chodzi o ekonomię wszelaką) roszadę. Uznałem, że niezbyt da się oferować książki jako produkt, który można sprzedawać i cieszyć się z zadowolenia innych osób lekturą zakupionej pozycji. Proponuję Wam trochę inny typ zaangażowania się w literaturę. Pomyślałem sobie, że warto "recenzować" książki, które w jakiś sposób mnie zaciekawią, może to będzie właściwsza droga ku wzbudzeniu zainteresowania czytaniem, czytaniem jednak wnoszącym coś wartościowego do naszego życia. Ekonomia spada tu na dalszy plan, są wszelakie wielkie domy wysyłkowe, w których znajdziecie opisane przeze mnie książki. Moim planem jest zachęcenie, i nie będą to tylko książki, będzie też miejsce na obraz i dźwięk.

W styczniu podałem na tacy informację o dwóch blogach, którym zacząłem się przyglądać. Jeden z nich, Słabe zdjęcia Mańka, prezentuje cały czas wysoki poziom słabych zdjęć (Mańku, to jest komplement;)). Zaś dwóch panów, którzy jadą do Japonii pod koniec sierpnia, jak to mówi Gonti: wiem, że potraficie, stać Was na więcej!!!:), piszcie coś o Waszych przygotowaniach. Pojawił się też wspomniany w styczniu Dawid, który uruchomił blog pod nazwą Made in Zen i coś mi się wydaję, że poprzez ten totalny "lifting" daje znać, że nastąpiła duża zmiana. I na koniec tych blogowych wynurzeń dość ciekawe zdarzenie. Firma, papiery i pani, która się mną "opiekowała" pod kątem księgowości, a tu blog, i fajnie pisze, pisze w myśl jednej z moich zasad: "take it slow". Tak też nazywa się blog pani Magdy. Zachęcam do lektury:).

Na koniec informacje dotyczące tego, co pojawi się w najbliższych chwilach na tabako.pl. Niezmiennie będą artykuły ze skrzynki redakcyjnej. Do tego "recenzje" w kolejności:

  • kilka książek Ericha Fromma, w jednym poście (wiem, że brzmi to absurdalnie:));
  • Dziennik zimowy Paula Austera;
  • Kronos Witolda Gombrowicza;
  • Borges po taniości;);
  • ADHD, czyli autobiografia Tymona.
A poniżej kilka z moich słabych zdjęć. Czekam z nieukrywanym smutkiem, kiedy to drzewo zostanie "zamienione" na osiedle z lokalami pod wynajęcie (Gdynia Orłowo, przystanek Łowicka).






09.06.2014

Ćpun Williama Burroughsa - tylko dla orłów

Ładnych parę lat temu Maciej Maleńczuk występował w sopockim Sfinksie. Było to w czasach, kiedy jeszcze nie martwił się zbytnio o swój wygląd zewnętrzny i nie poddawał się operacjom plastycznym. W przerwie między piosenkami jeden z widzów krzyknął:
- Maleńczuk, dawaj heroinę!!!
Na co Maleńczuk swoim specyficznym rozciągniętym głosem odpowiedział:
- Kolego, heroina jest tylko dla orłów.
Chodziło o ten utwór i o coś jeszcze w podtekście:



To „coś jeszcze” to dobry temat na książkę. Urodzeni w czasach późnej komuny mieli My, dzieci z dworca ZOO (wydano ostatnio dalszy ciąg losów Christiane Very Felscherinow pt. Życie mimo wszystko), urodzeni w latach dziewięćdziesiątych mieli już produkt z własnego podwórka mieli Heroinę Tomasza Piątka. Śledząc losy pokoleń i książek „uwikłanych” w najtwardszy narkotyk świata warto przyjrzeć się wydanej ostatnio w wydawnictwie 'vis-a-vis etiuda' powieści Ćpun Williama Burroughsa.

Wiele książek traktujących o narkotykach jest „skrzywionych” moralizatorskim tonem i zawierających przestrogę dla innych. W przypadku Ćpuna mamy do czynienia z relacją zatwardziałego ćpuna (narrator oczywiście w większości ustępów przypomina nam o samym Williamie Burroughsie), który tylko albo aż pokazuje obraz życia amerykańskich narkomanów w latach... pięćdziesiątych XX wieku. Mamy tu wszystko, podstawy psychospołeczne wejścia w nałóg, ciągi, narkotykowe remisje, instytucje „odwykowe”, działania władz i policji, mechanizmy handlu, słowem wszystko to, czym otacza się narkoman. Ciekawym aspektem w tym układzie jest osobista wypowiedź Williama Lee (pseudonim Burroughsa), który jako człowiek uzależniony jest w stanie wytłumaczyć z medycznego punktu widzenia działanie opiatów na organizm, jest również w stanie podpowiedzieć medykom, co jest w stanie z dobrym skutkiem pomóc wyjść bezboleśnie z nałogu. Chodzi tu o leki antyhistaminowe (antyalergiczne), gdyż uważa on głód narkotykowy za swoistego rodzaju alergię. Nie wiem czy stosuje się ten typ lekarstw na odwyku, ale trzeźwy i rzetelny opis burrooughsowskich doświadczeń może stanowić podstawę do stwierdzenia, że „coś jest na rzeczy”.

Burroughs ukazuje życie narkomanów w sposób, że nie chce się mieć z nimi nic do czynienia. Możemy sobie wyobrazić jak wydarzenia przedstawione w książce działały na ułożone i schludne amerykańskie społeczeństwo lat pięćdziesiątych. Jednak obce dla chłopców z ładnymi fryzurami i w baseballówkach tereny i doświadczenia były dobrym tematem na sprzedaż. Wydana w kwietniu 1953 roku książka sprzedała się w ciągu 8 miesięcy w ilości ponad 113 tys. egzemplarzy. O czym mogło przeczytać dostatnie społeczeństwo Stanów Zjednoczonych czasów powojennych? Podajmy przykład:

Niektórzy ludzie są uczuleni na prochy. Jednego razu przyniosłem Marvinowi kapsułkę, a on ją od razu zużył. Wyglądałem przez okno, bo patrzenie na gościa, który szuka żyły, może człowieka rozłożyć nerwowo. Gdy się obejrzałem, pompka była wypełniona krwią. Stracił przytomność i krew cofnęła się do kroplomierza. 
Zawołałem Nicka , który wyszarpnął igłę i zaczął uderzać Marvina po twarzy mokrym ręcznikiem. Chłopak zaczął przychodzić do siebie i coś wymamrotał. 
[…] 
Wyglądał jak trup, leżąc tak bezwładnie na brudnym, rozbebeszonym łóżku. Zwiotczałe ramię wystawało poza krawędź, a w zgięciu łokcia powoli zbierała się kropla krwi.

Ciekawym podtematem jest ukazanie przez Burroughsa możliwości wyboru między heroiną i akoholem. Podczas jedego z samodzielnych odwyków główny bohater zaczął pić alkohol. Skutkiem tego było wpadnięcie w inny nałóg i tego konsekwencje:


Nigdy w życiu nie byłem taki chory. Mdłości szarpały moim ciałem jak konwulsje. Ike podtrzymywał mnie nad sedesem, gdy wyrzygiwałem z siebie kolejną malutką porcję żółci. 
[…] 
- Śmierdzi tu sikami. Któryś z tych kotów musiał naszczać na łóżko. 
- Bill, to ty śmierdzisz sikami. 
 […]

Niewiele wiedziałem o zatruciu moczowym. Kobieta, przelotnie poznana w Teksasie, umarła na to po tym, jak przez bite dwa tygodnie piła co godzinę butelkę piwa, dzień i noc.

[…]

To był chiński lekarz, jeden z tych, którzy przepisywali Ike'owi. Stwierdził, że to nie uremia, skoro moge sikać i nie boli mnie głowa.

[…]

- Mówi, że to nic poważnego. Mówi, żebyś przestał pić. Mówi, żebyś już lepiej wrócił do ćpania, niż tak się zachlewał na umór.

Przypomina to trochę zabieg zastosowany w Trainspotting, gdzie już nie wiadomo co jest gorsze: narkotyki czy alkohol. Bill wybrał drogę narkomana, dorastając z czasem do decyzji, aby przenieść swe zainteresowania z heroiny na yage, indiański specyfik o działaniu halucynogennym, jak pisze narrator w Ćpunie, powodujący zdolności telepatyczne:

Może znajdę w yage to, czego nie dawała mi hera, trawa, koka. Yage może być hajem ostatecznym.

Wbrew obiegowej opinii o krótkiej długości życia narkomanów William Burroughs: ćpun, przypadkowy morderca, biseksualista, jeden z najważniejszych pisarzy amerykańskich XX wieku, dożył 83 lat, umierając w 1997 roku.

05.06.2014

Aplikacja bardzo kulturalna

Darmowe bilety do teatru, kina czy opery, najnowsze albumy muzyczne i ciekawe książki. To nagrody, które za uczestnictwo w życiu kulturalnym miasta otrzymają użytkownicy bezpłatnej aplikacji Kod Kultury Miasta. Jest ona nośnikiem nowoczesnego programu, który ma zwiększyć uczestnictwo mieszkańców w kulturze.

W życiu kulturalnym bierze udział zaledwie odsetek polskiego społeczeństwa. Pomimo tego, że oferta instytucji kulturalnych jest coraz bogatsza i atrakcyjniejsza, aktywne uczestnictwo deklaruje jedynie nieco ponad 3% Polaków. Toczy się dyskusja, w jaki sposób zmienić tę sytuację i zachęcić ludzi do odwiedzania teatrów, muzeów czy filharmonii. Naprzeciw tym oczekiwaniom wyszedł Wrocław, który przygotowuje się do tego, by w 2016 roku godnie nosić tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Wydział Kultury postanowił uruchomić program Kod Kultury Miasta, który nagradza za aktywność kulturalną. Nośnikiem Kodu Kultury Miasta jest intuicyjna i atrakcyjna wizualnie aplikacja. Mogą z niej skorzystać zarówno użytkownicy telefonów z systemem iOS, jak i szersze grono użytkowników Androida.

Jak to działa? Aplikacja zainstalowana na smartfonie umożliwia zbieranie punktów za każdą wizytę w muzeum, teatrze czy kinie. Jej funkcjonowanie opiera się na kodzie QR, unikalnym dla każdego użytkownika. Kupując bilety w danej instytucji kulturalnej, wystarczy zbliżyć kod QR do czytnika, a punkty automatycznie zostaną zapisane na koncie. W dowolnym momencie można wymieć je na nagrody w postaci darmowych biletów, zniżek czy nagród rzeczowych.

Aplikacja jest atrakcyjna wizualnie i przyjazna w użytkowaniu. Z żółtej ikonki wita nas ludzik w meloniku, który zgrabnie układa się w kształt litery K. Korzystanie z aplikacji jest bardzo intuicyjne. Poza zbieraniem punktów, umożliwia ona również sprawdzanie ilości zgromadzonych punktów oraz przeglądanie dostępnych nagród. Kod Kultury Miasta posłuży użytkownikom także za przewodnik po aktualnych wydarzeniach kulturalnych we Wrocławiu. Intencją twórców jest stworzenie społeczności wokół Kodu Kultury Miasta. – W przyszłości za pomocą aplikacji będziemy mogli ocenić dany spektakl oraz przeczytać opinie innych użytkowników na jego temat – mówi Grzegorz Jabłoński z firmy Fream, twórca aplikacji. – Program jest zintegrowany z innymi platformami społecznościowymi, dlatego z łatwością podzielimy się ze znajomymi na Facebooku, że właśnie obejrzeliśmy premierowy pokaz „Transformersów” – dodaje.



Projekt Kod Kultury Miasta dzięki nowoczesnej aplikacji został dostosowany do potrzeb rosnącej liczby użytkowników nowych technologii. Jednak program nie wyklucza osób, które nie korzystają ze smartfonów. Dla wspomnianej grupy nośnikiem kodu jest specjalna karta. Warto dodać, że zarówno nośnik formie karty, aplikacja, jak i korzystanie z systemu są bezpłatne.

Aplikacja Kod Kultury Miasta ma zachęcić użytkowników do większego udziału w wydarzeniach kulturalnych – im częściej będą w teatrze czy muzeum, tym więcej otrzymają promocyjnych biletów na kolejne wydarzenia. Na razie program jest unikalny w skali kraju i skorzystamy z niego wyłącznie we Wrocławiu. Jeśli pomysł okaże się strzałem w dziesiątkę i zachęci społeczeństwo do czynnego uczestnictwa w życiu kulturalnym, być może zaadaptują go również inne polskie miasta.

Więcej informacji o programie, nagrodach oraz lista instytucji, które obecnie włączyły się do programu na :www.wroclaw.pl/kodkultury.

01.06.2014

Szara eminencja Aldousa Huxley'a – studium wypaczenia wiary

Wszyscy znają kardynała Richelieu, zapewne poprzez przygody zapisane na kartach książki Dumasa Trzej muszkieterowie. Nie pamiętam jednak czy zły Richelieu z powieści czy adaptacji filmowych pojawił się wraz ze swoim doradcą i duchowym pokrzepicielem, ojcem Józefem. W życiu przedklasztornym był szlachcicem i nazywał się Francois Le Clerc du Tremblay, w klasztorze zaś przybrał imię Józefa i jak opisał to Aldous Huxley w biografii pt. Szara eminencja był ojciec Józef równie ważną postacią XVII-wiecznej polityki wewnętrznej i zagranicznej Francji jak wspomniany kardynał Richelieu.

Szara eminencja nie jest typowym przykładem biografii, jest raczej wielowątkową pracą naukową, której głównym zadaniem jest wyjaśnienie poczynań ojca Józefa na płaszczyźnie wewnętrzno-duchowej i zewnętrzno-politycznej i związanych z tym problemów. Sam Huxley ukuł dwa pseudonimy Józefa określające specyficzną dwoistość jego poczynań: dla duchowych uniesień zastosował on przydomek Ezechiel, dla politycznych poczynań zaś wybrał Tenebroso-Cavernoso. Ciągłe przeistaczanie się z Ezechiela w Tenebroso-Cavernoso i odwrotnie przypomina często echa powieści Stevensona o doktorze Jekkylu i panu Hyde. W przypadku pracy Huxley'a mamy jednak do czynienia z dogłębną analizą wnętrza i zewnętrza zdyscyplinowanego kapucyna, który w mistyczny sposób chce bezpośredniego kontaktu z Bogiem, z drugiej jednak strony jako obrońca monarchii pod wodzą Bourbonów, para się zagraniczną polityką Francji, której konsekwencjami są wojna trzydziestoletnia, głód, mordy, gwałty i kanibalizm.
Aldous Huxley rozpoczyna od fabularyzowanej opowieści o marszu boso ojca Józefa wraz z dwoma innymi kapucynami z Paryża do Madrytu i z Madrytu do Rzymu. Przechowując pod swoim habitem listy królewskie traci podczas podróży swoich współtowarzyszy, sam zaś dochodzi do Rzymu tylko i wyłącznie dzięki praktykom kontemplacyjnym, znanym dawniejszym i współczesnym mu mistykom. W dalszej części autor biografii sięga w swojej analizie postępowania ojca Józefa w różne rejony życiorysu, ale również wykracza poza kanon zwykłego spisywania dziejów swojego bohatera. Huxley przygląda się przeczytanym przez Józefa księgom dotyczącym praktykom medytacyjnym, znajduje pewne źródła zachowań typowe dla religii Wschodu, w ciekawy sposób ukazuje praktyki dyplomatyczne stosowane przez kapucyna w celu osiągnięcia korzyści dla swojego kraju, posuwając się do unaocznienia konsekwencji tychże działań na przykładzie„reporterskich” scen Jacquesa Callota z tamtego okresu:





Podczas analizowania motywów działania ojca Józefa Huxley ukazuje ogromną ignorancję mnicha wobec otaczających go wydarzeń. Autor biografii zastanawia się jak tak wielka osobowość nie była w stanie znaleźć jakichś wskazówek w historii, gdyż jak wiadomo „historia kołem się toczy”. Odpowiedź znajduje w specyficznym postrzeganiu wydarzeń politycznych i społecznych przez aktywnych polityków, a takim właśnie człowiekiem był ojciec Józef:
Działania (polityków) są rekomendowane na podstawie założenia, że ich podjęcie musi przynieść ostateczne i trwałe rozwiązanie wszystkich problemów, jak to, które wg Marksa miało być skutkiem powstania społeczeństwa bezklasowego, lub też obejmujące niezwykle długą perspektywę czasową, jak tysiącletnia przyszłość przepowiadana reżimom Mussoliniego i Hitlera […]. Zwolennicy Richelieuroztaczali wizje złotej ery Bourbonów, która miała trwać dłużej niż hipotetyczna era nazizmu czy też faszyzmu, ale krócej (ponieważ jednak była czasowo ograniczona) niż końcowe bezklasowe stadium komunizmu.
W takich kategoriach myślał ojciec Józef. Jeśli dodać do tego przeświadczenie, iż dynastia Bourbonów miała być tą jedyną, tą boską, to mamy wtedy do czynienia z zapatrzeniem ojca Józefa we Francję jako materializację królestwa niebieskiego na Ziemi. Tak realną materializację, że w swych pomysłach ten kapucyński mnich ocierał się o wskrzeszenie krucjat krzyżowych z Francją w roli narodowego przywódcy. Spoglądając na taką wersję mistycyzmu jesteśmy w stanie przyrównać wiarę ojca Józefa do fanatycznych obrońców katolicyzmu niż zbliżania się do Boga poprzez kontemplację. Sam Józef doskonale zdawał sobie sprawę z pułapki, w którą wpadł i z której nie mógł się wyswobodzić. Pod koniec życia pisał m.in.:
Wiem z doświadczenia – ja, który za moje przewiny i za to, że wykorzystałem czas dany mi przez Boga, tak rzadko osiągam dziś spokój, myśląc o moim wnętrzu, nieustająco rozpraszany przez najróżniejsze działania – wiem, jak źle jest nie być zjednoczonym z Bogiem, nie oddawać duszy Jezusowi, by z nią postąpił według Swojej woli; wiem też, jak bardzo potrzebne jest do tego dobre towarzystwo, w którym wierni mogą pomagać sobie i umacniać się nawzajem. Gdy o tym myślę, a potem patrzę i widzę, jak ja sam i większość ludzi przeżywa swoje życie, dochodzę do wniosku, że ten świat jest jedynie mrzonką, a my utraciliśmy wszystkie zmysły – bo przecież nie różnimy się niczym, z wyjątkiem pewnych zewnętrznych atrybutów, od pogan i od Turków.

Szara eminencja jest biografią XVII-wiecznego kapucyna na usługach państwa, jest również uniwersalnym studium, dotyczącym wypaczenia idei wielkiej wiary, która w połączeniu z wielką polityką stała się narzędziem do wyrządzania krzywd wobec jednostek jak również całych społeczeństw.